Przemysł dziecięcy znów liczy na Rosję

opublikowano: 23-02-2016, 22:00

Choć na wózki, ubranka czy foteliki z Polski Rosja nie wprowadziła nigdy sankcji, słaby rubel i problemy finansowe Rosjan dały w kość naszym producentom. Na Targach Kielce szukają pomysłów, jak temu zaradzić.

Jeszcze trzy lata temu Rosja była prawdziwym eldorado dla polskich producentów wózków, fotelików, ubranek dla maluchów i zabawek. Nie dość, że handel z sąsiadem miał długą tradycję, co ułatwiało kontakty (w latach 80. aż 80 proc. polskich wózków jechało właśnie tam), to jeszcze „made in Poland” cieszyło się renomą rzeczy dobrze zaprojektowanych, dobrze wykonanych i dobrej jakości.

JAK NIE SANKCJE, TO TIRY:
JAK NIE SANKCJE, TO TIRY:
Polscy producenci artykułów dziecięcych od dwóch lat mają z Rosją wyłącznie pod górkę. Najpierw słaby rubel odciął Rosjan od naszych cen, potem kłopoty zaczęły sprawiać banki i doszły perypetie z wjazdem polskich TIR-ów. Na poprawę sytuacji czekają zarówno przedsiębiorcy, jak i zwykli Rosjanie.
ARC

Wszystko popsuło się w połowie 2014 r., gdy po aneksji Krymu zarówno Zachód, jak i Rosja wprowadziły sankcje gospodarcze. Rubel zaliczał kolejne poziomy dna, ceny w rosyjskich sklepach wręcz przeciwnie — siła nabywcza Rosjan spadła, a z półek znikały kolejne produkty. Jak donosi na łamach pisma „Branża dziecięca” Tatiana Buckaja, redaktor naczelna portalu Rodi.ru, tylko w ciągu miesiąca — od grudnia 2014 do stycznia 2015 — ceny wszystkich artykułów dziecięcych wzrosły średnio o 50 proc.

Do problemów generowanych przez sankcje i słabszą siłę nabywczą Rosjan doszły jeszcze kolejne przyniesione przez rok 2016: zakaz wjazdu do Rosji dla polskich TIR-ów oraz zastój płatniczy na styku bankowych transferów Polska — Rosja.

— Dwa lata temu trafiało do Rosji około 60 proc. naszej produkcji, dziś — tylko 10 proc. Radzimy sobie, bo udało się zastąpić tamtych odbiorców zachodnimi, ale czekamy na koniec sankcji w lipcu z wytęsknieniem — przyznaje Łukasz Kot, właściciel firmy Ekoswetry, produkującej ubrania dziecięce.

Polskie firmy z branży lubią handel z Rosją. Najważniejsze powody to dobra ocena jakości i wynikająca stąd sympatia do produktów „made in Poland” oraz łatwość porozumienia przedsiębiorców o słowiańskich duszach, którym łatwiej siebie zrozumieć, niż poznawać mentalność partnerów z Zachodu — podsumowuje Łukasz Kot.

Przedsiębiorca będzie jednym z panelistów zaproszonych przez Targi Kielce do debaty, która odbędzie się 25 lutego. „Polsko-rosyjski okrągły stół” — jak organizatorzy nazwali to spotkanie — rozpocznie trzydniowe targi Kid’s Time.

O możliwych rozwiązaniach dla polskiej branży dziecięcej w kontekście powrotu na rynek rosyjski porozmawiają przedstawiciele producentów, branżowych stowarzyszeń i dyplomaci. — Sankcje ekonomiczne i wzrost kursu walut przystopowały polski apetyt na rynek wschodni. Po raz pierwszy organizujemy polsko-rosyjski „okrągły stół”. Mam nadzieję, że spotkanie zaowocuje wieloma dobrymi kontaktami — mówi Andrzej Mochoń, prezes Targów Kielce.

Tegoroczne Kid’s Time już zapowiadają się rekordowo pod względem zarówno wystawców, jak też odwiedzających — do oglądania stoisk 407 firm z 17 krajów w samej przedsprzedaży zgłosiło się 2 tys. osób. Ubiegłoroczny rekord — 4,5 tys. zwiedzających — zapewne zostanie pobity.

— Po wydarzeniach na Ukrainie to właśnie Kid’s Time w Kielcach przejęły rolę głównego spotkania przedsiębiorców branży dziecięcej w naszym regionie Europy. Wcześniej tę funkcję pełniły podobne targi w Kijowie — wyjaśnia Marek Jankowski z Polskiego Stowarzyszenia Branży Zabawek i Artykułów Dziecięcych oraz redaktor w piśmie „Branża dziecięca”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Anna Druś

Polecane