Realia budżetu pozbawiają jedynaków świadczeń

opublikowano: 09-02-2016, 22:00

Pierwsze czytanie projektu ustawy o pomocy państwa w wychowywaniu dzieci przebiegło zgodnie ze standardami obecnego Sejmu.

Uchwalenie owej sztandarowej ustawy Prawa i Sprawiedliwości już w czwartek jest przesądzone, podobnie jak natychmiastowe puszczenie jej bez poprawek przez Senat. Cała sejmowa debata oraz 140 pytań zadanych przez posłów nie będzie miało absolutnie żadnego znaczenia dla przyklepania rządowej wersji.

Visit St.Peter/Flickr CC BY 2.0

Główne zastrzeżenia opozycji koncentrują się na wykluczeniu z 500-złotowego świadczenia około 70 proc. polskich rodzin z tylko jednym dzieckiem. Według wyliczeń rządowych objęcie dopłatami także wszystkich jedynaków bez kryterium dochodowego kosztowałoby budżet tylko w tym roku dodatkowo… 19,5 mld zł.

Notabene Konfederacja Lewiatan akurat w czasie trwania debaty rozesłała do mediów propozycję, aby świadczenie obejmowało dopiero… trzecie i kolejne dzieci, czyli poszła w stronę przeciwną, niż proponują bliskie jej ideowo PO i Nowoczesna.

Sejmowa debata momentami przekształcała się w dochodzenie, czy podczas kampanii wyborczej w 2015 r. Beata Szydło kłamała. Opozycja odtworzyła z tabletu powtarzane wielokrotnie przez ówczesną kandydatkę, a obecną premier deklaracje, że 500 zł dotyczy każdego dziecka. Taka obietnica padła m.in. podczas debat telewizyjnych i nie mogła być żadnym przejęzyczeniem.

Z drugiej strony — w oficjalnym programie PiS zapisana została wersja zgodna z obecną ustawą, że 500 zł będzie należało się od drugiego dziecka, a na jedynaka tylko rodzinom najbiedniejszym. Potwierdzono to w lipcu 2015 r. na wielkiej konwencji programowej PiS w Katowicach. Program partii przewidywał górne kryterium dochodowe dla wielodzietnych rodzin zasobniejszych, które obecnie zniknęło. I zawierał jeszcze jeden zapis o kapitalnym znaczeniu: że wprowadzenie powszechnego dodatku rodzinnego nastąpi po przeprowadzeniu reformy finansów publicznych,co absolutnie nie zostało dotrzymane. Reasumując — jasne, że Beata Szydło wyborczo rozmijała się z partyjną prawdą, ale za taką socjotechniczną fałszywkę na pewno nie została przez swojego pryncypała Jarosława Kaczyńskiego zganiona…

Władcy kraju z założenia nie przyjmują do sztandarowej ustawy żadnych obcych uwag, nawet stricte technicznych.

Wypada mi zatem powtórzyć przykład, który już podawałem w ubiegłym tygodniu. Gdy w dość typowej w Polsce ubogiej rodzinie z dwojgiem potomstwa pracuje jedno z małżonków i zarabia np. 3000 zł, to przy średniej na osobę 750 zł należy się rodzicom na parkę dzieci świadczenie 1000 zł. Ale gdy jedno dziecko tragicznie zginie w wypadku, to średnia zarobków na osobę skacze do 1000 zł i owa rodzina zostaje ukarana zabraniem pięćsetki dziecku żyjącemu… Celowo przejaskrawiam, podając przykład dość rzadki, ale ustawodawca powinien przewidzieć właśnie wszelkie przypadki nietypowe i ekstremalne. Sztandarowa ustawa PiS bezwzględnie wymaga legislacyjnego dopracowania, na które jednak nie ma szans.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane