Nadal nie widać końca wzrostu cen ropy. Wczoraj jej notowania pokonały poziom 32 USD/baryłkę, co spowodowało, że kurs surowca osiągnie poziom najwyższy do czasu wybuchu wojny w Iraku.
Jednak to wcale nie musi oznaczać kresu zwyżek. Dopóki Amerykanie nie odbudują bezpiecznego poziomu zapasów, dopóty trudno spodziewać się osłabienia notowań ropy. Na razie nic nie wskazuje na to, by w USA szybko uporano się z tym problemem. Przeciwnie, analitycy prognozują, że rezerwy destylatów spadły w ubiegłym tygodniu o 1,3 mln baryłek, do 135,5 mln. Oczekuje się też spadku zapasów ropy o 250 tys. baryłek z odnotowanego poprzednio poziomu 269 mln. Spadek zapasów to głównie efekt niskich temperatur w Stanach Zjednoczonych, co wymusza wzrost zapotrzebowania na paliwa.