PB: Minął kolejny rok działania w warunkach podwyższonego napięcia. Jak dziś – z perspektywy Policji – wygląda bezpieczeństwo w Polsce?
Gen. insp. Marek Boroń: Z jednej strony mamy do czynienia z przestępczością znaną od lat: oszustwami, narkotykami, rozbojami. To zjawiska w dużej mierze przewidywalne. Z drugiej strony pojawiły się wyzwania jakościowo nowe i znacznie poważniejsze – dywersja, sabotaż, dezinformacja. Wojna hybrydowa, która toczy się w Europie, przestała być pojęciem teoretycznym. Ona realnie dotyczy także Polski.
Co to oznacza w praktyce?
W 2024 r. mierzyliśmy się z aktami sabotażu – m.in. podpaleniami czy podkładaniem ładunków w obiektach handlowych. W 2025 r. weszliśmy na wyższy poziom zagrożeń: pojawiła się próba aktu dywersji, której skutkiem mogła być katastrofa kolejowa pociągająca za sobą ofiary śmiertelne. To już nie była próba wywołania chaosu informacyjnego, lecz realne zagrożenie życia i zdrowia wielu osób.
Często pojawia się teza, że są to działania rosyjskich służb realizowane cudzymi, w tym ukraińskimi, rękami.
To zbyt daleko idące uproszczenie. Takie działania wymagają całych łańcuchów logistycznych, pośredników, finansowania i zaplecza. Najważniejsze jest jednak, kto zorganizował i sfinansował dany akt. W prowadzonych postępowaniach dokładnie analizujemy role państw, organizacji i poszczególnych osób. Wiemy, że za większością aktów sabotażu i dywersji stoją służby wschodnie, ale nie da się tego sprowadzić do prostego schematu jednego zleceniodawcy i jednego wykonawcy.
Takie ataki to konsekwencja polskiego zaangażowania w pomoc Ukrainie.
Trzeba to powiedzieć wprost: Polska pełni dziś rolę kluczowego hubu logistycznego. Nasze jednoznaczne stanowisko polityczne i humanitarne sprawia, że musimy liczyć się z próbami destabilizacji państwa – zarówno w formie sabotażu fizycznego, jak i działań dezinformacyjnych. To wyzwanie, które towarzyszy nam niemal każdego dnia.
Jak Policja dostosowuje się do nowych realiów?
Nie możemy czekać, aż zagrożenia się zmaterializują. Wzmocniliśmy Biuro Zwalczania Cyberprzestępczości, odbudowaliśmy w Centralnym Biurze Śledczym Policji pion zwalczania aktów terroru, a w każdej komendzie wojewódzkiej działają zespoły reagowania na tego typu zagrożenia. Te dwie wyspecjalizowane jednostki, czyli CBŚP i CBZC, łączymy i tworzymy Narodowe Biuro Śledcze Policji. Nowa jednostka zintegruje działania w świecie realnym i cyfrowym i będzie odpowiedzią na najnowsze zagrożenia.
Dlaczego połączenie świata offline i online jest dziś tak istotne?
Ponieważ przestępczość zorganizowana funkcjonuje dziś równie sprawnie w sieci, jak poza nią. Internet stał się narzędziem rekrutacji, finansowania i zlecania przestępstw. Jeśli chcemy być skuteczni, musimy patrzeć na zagrożenia całościowo.
Często słyszę, że Policja chce być bliżej obywatela, także w cyberprzestrzeni. Co to konkretnie oznacza?
Uważamy, że struktury zwalczania cyberprzestępczości nie powinny działać tylko centralnie, ale także w komendach wojewódzkich i powiatowych. To tam trafiają sprawy oszustw internetowych, wyłudzeń czy przestępstw wobec dzieci. Obywatel musi mieć poczucie, że zgłaszając takie przestępstwo, otrzyma realną pomoc – szybko i kompetentnie. Decentralizacja nie musi oznaczać jednak rozproszenia odpowiedzialności.
Czy Policja ma wystarczające zasoby kadrowe, by mierzyć się z tymi wyzwaniami?
Na przełomie lat 2023/24 z Policji odeszło 15-16 tys. osób. Konieczne było podjęcie działań zmierzających do odbudowania kadr. W 2024 r. przyjęliśmy ponad 6 tys. nowych funkcjonariuszy, a w 2025 może być ich nawet 8 tys. Dzisiaj w polskiej Policji zatrudnionych jest 102 288 funkcjonariuszy. To historyczny moment i rekordowa liczba funkcjonariuszy dbających o bezpieczeństwo. Wakaty to niespełna 9 proc., a zainteresowanie służbą wyraźnie rośnie.
Czy widać to w statystykach naboru?
Owszem. W 2023 r. mieliśmy około 15 tys. chętnych, rok później 24 tys., a dziś mówimy już o prawie 35 tys. podań o przyjęcie do służby w Policji. Policja przestaje być postrzegana jako wybór ostatniej szansy, a zaczyna być traktowana jako stabilna, sensowna ścieżka zawodowa.
W jakim stopniu poprawa warunków pracy i płac zatrzymuje odpływ ludzi z Policji i pozwala zasypać braki kadrowe?
Warunki finansowe są ważne i nie ma sensu tego ukrywać. Przez lata byliśmy formacją niedoinwestowaną. Dziś ten trend się odwraca. Przykład? Wprowadziliśmy świadczenie mieszkaniowe, które w zależności od miejscowości wynosi od 900 do 1800 zł. Remontujemy i budujemy nowe placówki, inwestujemy w nowoczesne technologie i sprzęt. Oczywiście nie wszystko da się poprawić od razu – to proces rozłożony na lata. Są jednak powody do optymizmu. Wchodzimy w kolejną ustawę modernizacyjną, w ramach której na służby MSWiA przeznaczono 13 mld zł, z czego ponad 7 mld trafi do Policji. To nie jest działanie wizerunkowe, ale rzeczywista zmiana jakościowa.
Jakie są dziś wymagania wobec kandydatów?
Podstawy się nie zmieniły: niekaralność, nieposzlakowana opinia, sprawność fizyczna, dobry stan zdrowia i odpowiednie predyspozycje psychologiczne. W jednostkach specjalistycznych obowiązują dodatkowe kryteria. Stawiamy na kompetencje.
Policja coraz częściej pojawia się w szkołach średnich – mam na myśli klasy o profilu policyjnym.
To element myślenia systemowego. Bezpieczeństwa państwa nie buduje się z roku na rok. Klasy mundurowe pozwalają nam docierać do młodych ludzi wcześniej – pokazywać, czym naprawdę jest służba w Policji: jej sens, odpowiedzialność i realne wyzwania.
Czy ten efekt wykracza poza uczniów klas o profilu policyjnym?
Oczywiście. Program kształtuje szerszą świadomość bezpieczeństwa także wśród ich rówieśników, którzy – obserwując to przedsięwzięcie – naturalnie zaczynają myśleć o państwie i bezpieczeństwie w kategoriach odpowiedzialności wspólnej.
Na czym polega ten model w praktyce?
Licea i technika z klasami o profilu mundurowym są objęte nadzorem i wsparciem państwa, a szczególnie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Program obejmuje edukację prawną, bezpieczeństwo, podstawy kryminalistyki, wychowanie obywatelskie i sprawność fizyczną. Uczniowie mają kontakt z funkcjonariuszami i poznają realia służby, a nie jej wyidealizowany obraz.
Absolwenci takich klas mają ułatwioną drogę do Policji…
Tak. Mogą przystępować do służby z pominięciem części procedur, przede wszystkim testów sprawnościowych, które realizują już na etapie szkoły. Nadal obowiązują badania lekarskie, psychologiczne i wymagania formalne. Chodzi o skrócenie i uporządkowanie ścieżki dla tych, którzy świadomie wybierają tę drogę.
Czy to nie jest zbyt wczesna selekcja młodych ludzi?
Nie traktujemy tego jako selekcji, lecz jako propozycję. Nikt nie ma obowiązku wstąpienia do Policji po ukończeniu takiej klasy. Jeśli jednak ktoś po kilku latach nauki i realnego kontaktu ze służbą nadal wybiera tę drogę, oznacza to decyzję świadomą i przemyślaną. Dla nas jest to także ważny sygnał, że w kolejnych latach nie zabraknie kandydatów gotowych podjąć służbę w naszej formacji.
Rezerw kadrowych szukacie również wśród kobiet – to kierunek obecny w Policji od dawna. Minęło sto lat od przyjęcia pierwszych pań do służby. Jak wygląda to dzisiaj?
Kobiety stanowią ponad 20 proc. funkcjonariuszy i pracują we wszystkich pionach, także kontrterrorystycznych, które do niedawna wydawały się zastrzeżone dla męskiej części formacji. Nie stosujemy parytetów. Liczy się profesjonalizm. Obywatela nie powinno interesować, czy pomaga mu policjantka czy policjant, tylko skuteczność.
Polska Policja Kobieca była wyjątkowa na tle podobnych formacji w innych krajach.
To prawda. Powołana w 1925 r. była ewenementem na skalę europejską. Jej twórczynią była Stanisława Paleolog. Już w okresie międzywojennym polskie policjantki miały znacznie szersze prerogatywy niż ich odpowiedniczki w wielu krajach Zachodu.
Jakie miały uprawnienia?
Między innymi mogły się posługiwać bronią palną. W wielu państwach kobiety w służbach policyjnych pełniły wówczas wyłącznie funkcje pomocnicze. W Polsce traktowano je natomiast jako pełnoprawne funkcjonariuszki przygotowane do działań operacyjnych – zwłaszcza w sprawach handlu ludźmi oraz przestępstw wobec kobiet i dzieci.
Kobiety zapisały piękną kartę w historii polskiej Policji. Tym większy smutek wywołała informacja o funkcjonariuszce z Piaseczna, która miała zostać zgwałcona przez przełożonego.
Ta sprawa budzi ogromne emocje również wewnątrz Policji. Chcę jasno podkreślić: w naszych szeregach nie ma zgody na jakąkolwiek formę przemocy, nadużycia władzy czy łamania prawa – niezależnie od stopnia, stanowiska czy stażu osoby, której dotyczą zarzuty. Myślami jesteśmy przede wszystkim przy pokrzywdzonej funkcjonariuszce, której bezpieczeństwo i prawo do rzetelnego wyjaśnienia sprawy są dla nas sprawą nadrzędną.
W przestrzeni publicznej pojawiły się zarzuty, że Policja próbowała nie informować o tym zdarzeniu lub je wyciszyć.
To nieprawda. Od momentu uzyskania informacji wszystkie obowiązujące procedury zostały uruchomione niezwłocznie. Postępowanie w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa prowadzi prokuratura, a domniemany sprawca pozostaje w areszcie. Dodatkowo przełożony funkcjonariusza został odwołany ze stanowiska. To trudna i bolesna sprawa, ale jej wyjaśnienie musi się odbywać w sposób transparentny i zgodny z prawem – bez wyjątków i bez taryfy ulgowej.
Wizerunek Policji bywa przedmiotem ostrych sporów. Jak pan to ocenia?
Wizerunek naszej formacji ucierpiał przez sprawy, które zostały nagłośnione, ale jednak w odniesieniu do całości realizowanych przez nas czynności stanowią promil. Ubolewam nad tym, że takie sprawy dominują przekaz medialny i przykrywają całą dobrą robotę, którą każdego dnia wykonują tysiące policjantów. Dodatkowo media społecznościowe wzmacniają uproszczenia i dezinformację. Bardzo mi zależy na tym, byśmy budowali wizerunek Policji nie na marketingowych sztuczkach, ale na pokazywaniu ciągłej, ciężkiej i dobrze wykonywanej pracy tysięcy policjantów każdego dnia.
Jakie są tego skutki?
Spada zaufanie społeczne, mimo że codziennie policjanci wykonują tysiące interwencji z poświęceniem, profesjonalnie i bez rozgłosu. Naszą odpowiedzią może być tylko rzetelność i transparentność – nie marketing.
Wróćmy do zagrożeń geopolitycznych. Co może się wydarzyć po zakończeniu wojny za naszą wschodnią granicą? Jak duże jest ryzyko, że proces demobilizacji przyczyni się do wzrostu przestępczości zorganizowanej?
Takie ryzyko jest realne i potwierdzone historycznie. Po wojnach bałkańskich przestępczość zorganizowana w Europie gwałtownie się rozwinęła. Wojna deprawuje, a osoby z doświadczeniem bojowym często mają ogromne trudności z powrotem do życia cywilnego. Dla niektórych działalność kryminalna bywa też bardziej opłacalna niż legalna praca.
O jakie procedery chodzi?
Przemyt broni, handel narkotykami, wymuszenia, pranie pieniędzy, a także zaciąganie się do obcych armii w charakterze najemników. Do tego dojdą ogromne środki finansowe związane z odbudową Ukrainy, co zawsze niesie ze sobą pokusę korupcji. Kraje przyfrontowe, takie jak Polska, muszą brać te zagrożenia pod uwagę.
Rozmawiamy na początku roku. Jaki on będzie?
Trudny i pełen wyzwań. Weszliśmy w nową epokę zagrożeń asymetrycznych i hybrydowych. Najważniejsze, byśmy byli przygotowani – najlepiej na scenariusze, które nigdy się nie ziszczą.

