Wzrost bezrobocia budzi czasami obawy, czy nie mamy do czynienia z bezzatrudnieniowym ożywieniem gospodarczym. W Stanach Zjednoczonych mówi się na to „jobless recovery”. Pojawiają się hipotezy, że może być to pierwszy sygnał oddziaływania sztucznej inteligencji na firmy, które zwiększają produkcję przy niższym zatrudnieniu.
Na szczęście struktura danych dla Polski sugeruje, że u nas to nie występuje. Tak, bezrobocie rośnie, ale jednocześnie rośnie zatrudnienie. Przy czym widać, że w niektórych segmentach rynku występuje obniżony popyt na pracę, i to zapewne jest przyczyną podwyższonych obaw pracowników widocznych w badaniach koniunktury.
We wtorek GUS podał dane o rynku pracy w czwartym kwartale 2025 r. na podstawie swoich badań BAEL. Jest to lepsze źródło analiz niż dane o bezrobociu rejestrowanym, choć pojawia się z większym opóźnieniem i mniejszą częstotliwością.
W czwartym kwartale stopa bezrobocia w Polsce wyniosła 3,2 proc., czyli o 0,4 pkt więcej niż rok wcześniej. To jest najwyższy wzrost w obecnym cyklu. Oznacza on, że w ciągu roku przybyło w Polsce 72 tys. osób bezrobotnych, czyli takich, które chcą pracować, ale nie mogą znaleźć pracy (ktoś, kto nie szuka pracy, nie jest bezrobotny). Co ciekawe, relatywnie najwięcej przybyło bezrobotnych w miastach (+18 proc.) i wśród osób z wyższym wykształceniem (+21 proc.), co może być spójne z hipotezą o rosnących problemach tzw. białych kołnierzyków na rynku pracy.
Co ważne, przybyło też w Polsce pracujących. W ciągu roku zatrudnienie zwiększyło się o 0,6 proc., co jest najlepszym wynikiem od prawie trzech lat. Tym samym liczba pracujących zwiększyła się o 99 tys. I tutaj też widać objawy relatywnej słabości rynków usług w dużych miastach, ponieważ najwięcej zatrudnionych przybyło poza miastami oraz w grupie osób ze średnim wykształceniem.
Jak połączyć to, że rośnie bezrobocie, z tym, że rośnie zatrudnienie? Historycznie rzecz ujmując, takie zestawienie zdarza się rzadko, w jednym przypadku na cztery, choć nie jest niespotykane. Jednoczesny przyrost bezrobotnych i zatrudnionych oznacza, że zwiększa się aktywność zawodowa. Więcej osób trafia na rynek i poszukuje pracy, co samo w sobie może być dobrym sygnałem. Możliwe, że ludzie dotychczas bierni zawodowo dostrzegają więcej potencjalnych okazji i zaczynają szukać zatrudnienia.
Nie można jednak zamykać oczu na fakt, że rynek nie jest jednolity i ewidentnie w niektórych jego segmentach sytuacja jest gorsza. Dlatego rosną też obawy przed bezrobociem. Z badań GUS wynika, że odsetek osób oczekujących wzrostu bezrobocia w kraju w lutym wyniósł 41 proc. i był o 2 pkt proc. wyższy niż przed rokiem oraz o 16 pkt proc. wyższy niż dwa lata temu.
