Indeks S&P 500 umacnia się, a prognozy dotyczące jego dalszych notowań stają się coraz bardziej optymistyczne. Michael Wilson, główny strateg Morgan Stanley – dotąd znany z ostrożnego, wręcz „niedźwiedziego” podejścia – obecnie prognozuje, że w perspektywie 12 miesięcy indeks może wzrosnąć do poziomu 6500 punktów, co oznacza około 8-procentowy wzrost względem obecnych notowań.
Wilson uważa, że spadek z kwietnia był końcowym etapem korekty, która rozpoczęła się rok wcześniej. Obecna poprawa prognoz zysków spółek utwierdza go w przekonaniu o dalszym potencjale wzrostowym rynku.
Zmiana tonu
Podobne zmiany w nastawieniu obserwujemy u innych dużych graczy. Stratedzy JPMorgan i Citigroup również zrewidowali swoje prognozy w górę, wskazując, że najgorsze skutki wojny handlowej mogą być już za nami. JPMorgan wycofał się z wcześniejszej prognozy, która zakładała 12-procentowy spadek indeksu do końca 2025 roku.
David Kostin z Goldman Sachs zwraca uwagę na rosnące zaangażowanie inwestorów w sektory wrażliwe na cykl koniunkturalny, co świadczy o wzroście zaufania do trwałości ożywienia gospodarczego. Chociaż taka alokacja kapitału niesie ze sobą większe ryzyko w razie pogorszenia danych makroekonomicznych, Kostin podkreśla, że rynek nadal korzysta z pozytywnych sygnałów – zarówno w tzw. „miękkich” wskaźnikach, jak i z politycznych deklaracji płynących z Waszyngtonu.
Ostatnie odbicie indeksu S&P 500 wspierane było m.in. decyzją prezydenta Donalda Trumpa o zawieszeniu części najbardziej dotkliwych taryf celnych, a także solidnymi danymi z rynku pracy, które potwierdzają dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki. Choć indeks nie zdołał jeszcze przebić lutowych rekordów, znajduje się zaledwie 2 proc. poniżej szczytów.
