Stowarzyszenie Mierz Wysoko działa na warszawskiej Pradze – w rejonie ulicy Brzeskiej i w okolicach – od 2005 r., a jego głównym celem było wspieranie młodych ludzi i ich rodzin w działaniach pozwalających im wydobyć swój potencjał i zwalczać wykluczenie.

– Zaczęliśmy od organizowania zajęć dla dzieci. Okazało się, że często mają sprzęt komputerowy czy różne technologiczne gadżety, a rowerów już nie. Postanowiliśmy im je dać. Zorganizowaliśmy zbiórki wśród znajomych, pytaliśmy, kto ma u siebie niepotrzebny rower. Ludzie czasem trzymają je w piwnicach i nie wiedzą, co z nimi zrobić. Zaczęli je nam oddawać. Przekazywaliśmy je dzieciom, które mogły w trakcie zajęć nauczyć się je remontować i składać – mówi Emilia Szenderłata, prezeska stowarzyszenia.
To był pierwszy krok do założenia Otwartego Warsztatu Rowerowego. Taki pomysł przyszedł do głowy członkom stowarzyszenia w 2017 r. Okazało się, że jazda na rowerze stała się ulubionym zajęciem młodych mieszkańców okolic Brzeskiej przychodzących do działającego tam Klubu Młodzieżowego, a potem że nie tylko dzieci chcą naprawiać rowery i z nich korzystać.

– Zaczęliśmy organizować przejażdżki rowerowe. Wystartowaliśmy z mobilnymi serwisami, ruszyliśmy na ścieżki rowerowe, żeby wspomóc rowerzystów, którzy codziennie używają swojego sprzętu, żeby dotrzeć do pracy, i nie mają czasu zrobić przeglądu, nie wiedzą, że ich rower np. ma wadliwy hamulec. W sekundę robiliśmy to za nich. Oswajaliśmy ludzi z bezpiecznym poruszaniem się po mieście – opowiada Emilia Szenderłata.
Recykling rowerów
Stowarzyszenie postanowiło udostępnić przestrzeń Klubu Młodzieżowego i narzędzia wszystkim. A kolejni chętni przynosili im rowery. Warsztat był coraz lepiej wyposażony. Wieść o recyklingu sprzętu roznosiła się pocztą pantoflową. W 2018 r. warsztat został przeniesiony na słynny bazar Różyckiego i zaczął działać sezonowo, od marca do końca października. Pod koniec 2020 r. otwarto drugi punkt, na warszawskiej Woli, przy ulicy Wolność 2. Ten działa całorocznie – każdy może tu przyjść i podłubać przy swoim rowerze czy skorzystać z myjni rowerowej. Ale to nie koniec pomysłów na działalność stowarzyszenia.

– Regularnie prowadzimy zbiórki rowerów, uczymy, jak je naprawiać, organizujemy lekcje i rajdy, przekazujemy sprzęt tym, którzy go potrzebują. Za pieniądze ze sprzedaży rowerów prowadzimy projekt „Rower za dobro” – dzieci mają szansę go otrzymać, jeśli pomogą starszym ludziom albo potrzebującym wyprowadzić psy. I nie trzeba ich do tego zachęcać. A ostatnio poszerzyliśmy działalność o jeszcze jeden obszar – zaczęliśmy jeździć do ośrodków dla uchodźców i przekazywać im rowery – opowiada prezeska stowarzyszenia.

Podaj dalej
Stowarzyszeniu można przekazać rowery w każdym stanie. Co się potem z nimi dzieje? Wiele jest rozbieranych na części, bo już nic się nie da z nimi nic zrobić. Ale trafiają do dalszego obiegu – służą do naprawy i składania kolejnych rowerów. Dzięki temu potem można kupić nowe, w pełni sprawne, objęte trzymiesięczną gwarancją.
– Jakiś czas temu skończył się nam grant, więc utrzymujemy się tylko z ich sprzedaży. Ceny rowerów dla najmłodszych zaczynają się już od 60-100 zł. A kiedy dzieci z nich wyrastają, proponujemy oddać taki sprzęt z powrotem do recyklingu. W ten sposób szerzymy tę ideę, a następny rower można dzięki temu kupić u nas 25 proc. taniej. W każdą środę i sobotę nasz warsztat jest otwarty dla wszystkich, którzy chcą z niego skorzystać. Działa zresztą też w inne dni, ale samoobsługowo. Można wpaść i samemu podłubać przy swoim rowerze. A na naszych warsztatach nauczyć się, jak je naprawić, i w ten sposób zaoszczędzić, bo to przecież kosztuje – za pełen serwis normalnie zapłacimy około 600 zł – tłumaczy Emilia Szenderłata.

Nauka dla wszystkich
Dodaje, że największy popyt jest na rowery trekkingowe, które są uniwersalne – można jeździć nimi po mieście, ale też wybrać się do lasu. Sprzedaży pomaga oczywiście ładna pogoda. Każdy sprzedany rower zasila budżet stowarzyszenia, które dzięki temu może nadal na różne sposoby pomagać potrzebującym. Bo jak się okazuje, w tym wszystkim wcale nie chodzi tylko o naukę jazdy na rowerze czy jego naprawę. Zajęcia, które prowadzi stowarzyszenie, bywają kursem umiejętności społecznych. Przekonują się o tym choćby ci, którzy przychodzą do Otwartego Warsztatu Rowerów w inne dni tygodnia niż środa i sobota.

– Również wtedy proszą, żeby im pomóc. Wpadliśmy więc na pomysł, żeby ich wtedy ze sobą integrować. Prosimy jedną osobę, żeby pomogła drugiej zmienić dętkę, i tak dalej. Uczą się od siebie. Staramy się też pokazywać innym, że powinni ryzykować, próbować nowych rzeczy, bo te też są dla nich. Kiedyś np. organizowałam warsztaty napraw rowerowych dla kobiet pod nazwą Projekt Zębatka. Uczyłyśmy je naprawiać rowery i pokazywałyśmy, że to nie jest tylko dla mężczyzn. To nie tak, że oni mają specjalne dłonie, klucze zamiast palców! Ta obawa jest powszechna – dziewczyny często bały się, że im nie wyjdzie, i były zdziwione i uradowane, kiedy udawało im się coś zrobić. Dzięki temu zyskiwały siły do działania także w innych obszarach życia. Umacnia już sama nauka jazdy na rowerze. Może trudno w to uwierzyć, ale niektórzy uczą się tego dopiero w wieku 40 czy 50 lat. I bardzo dobrze. Na to nigdy nie jest za późno – kończy Zofia Nawrocka pracująca w Otwartym Warsztacie Rowerowym.


