Czytasz dzięki

Rowerem przez pół Europy

opublikowano: 18-09-2020, 17:27

Przejechał ponad 3 tys. km, by dotrzeć do Barcelony i 1,2 tys. km w Rowerowym Ultramaratonie Wisła. Adam Sobczak, szef Cenatorium, już planuje kolejne trasy.

Hiszpania. Adam Sobczak, szef Cenatorium, podczas treningu w Calpe.

Pomysł na rowerowy wypad do Barcelony pojawił się spontanicznie.
Wyprawę trzeba było jednak dobrze zaplanować. Szef firmy zatrudniającej ponad 100 osób musi tak zorganizować sobie urlop, żeby – w przypadku ewentualnych problemów – móc wrócić w każdej chwili.
– Jest sporo wpisów na blogach, filmów na YouTube o tym, że ludzie rzucają pracę, by przeżyć niezapomnianą przygodę. Ja nie mogłem sobie pozwolić na odłączenie się od rodziny i firmy. Pewnego dnia wpadłem jednak na pomysł, by całą trasę podzielić na kawałki – wspomina Adam Sobczak, założyciel Cenatorium, firmy zajmującej się automatyczną wyceną i dostarczaniem danych dla rynku nieruchomości.
Wystarczył zaledwie jeden dzień, by pomysł nabrał kształtów. Menedżer wyznaczył najważniejsze punkty na trasie z Warszawy do Barcelony, wytyczył odcinki podróży i lotniska.
– Zapisałem miejsca, które chciałem odwiedzić, miasta, gdzie mieszkają moi przyjaciele, winnice, które lubię. Wybrałem taki system, by jechać w jednym etapie trzy lub cztery dni, potem w pobliżu lotniska zostawiać rower i z bagażem podręcznym lecieć do Warszawy. Po kilku dniach wracałem w to samo miejsce, by rozpocząć kolejny odcinek – tłumaczy Adam Sobczak.
Przyznaje, że pewne etapy trasy pominął, ponieważ został dłużej w Polsce, by załatwić ważne sprawy. Dlatego kilka biletów lotniczych mu przepadło. Mimo to pod koniec wyprawy licznik jego roweru wskazał ponad 3 tys. przejechanych kilometrów.

Polska. Tatry wiosną.

Na szlaku przygody…

Ten rowerowy wyjazd był prezentem, który Adam Sobczak podarował sobie na czterdzieste urodziny.
– Najtrudniej było ustalić wszystko z rodziną, bo jednak wyjąłem z roku 30 dni, by spędzić je poza domem, lecz za to wróciłem z zupełnie inną energią. Bliscy widzieli, że z każdego etapu wracałem szczęśliwszy i oddawałem im tę pozytywną energię – twierdzi Adam Sobczak.
Wyruszył w marcu 2019 r.
– Bardzo ciepło wspominam wizytę u przyjaciela w Bratysławie. Przypadkowo trafiłem na dziesiątą chyba rocznicę bratysławskiej masy krytycznej i tak prosto z drogi, w kurzu, z sakwami, dołączyłem do parady kilkuset rowerów. Odbywała się w centrum i – co trudno sobie wyobrazić – uczestniczyła w niej rowerowa orkiestra dęta – opowiada prezes Cenatorium. 
Ze Słowacji dotarł do Wiednia, skąd ścieżkami rowerowymi kierował się na południe, w stronę Alp. Przejechał przez górzystą i piękną Słowenię, m.in. Maribor z jego winnymi tradycjami. Następnie droga wiodła przez Alpy Julijskie we Włoszech. Na trasie znalazła się też Wenecja i przejazd przez zamykające lagunę Lido.
– Historyczna trasa z Wenecji do Werony była za czasów Republiki Weneckiej jedną najważniejszych dróg świata. Jadąc nią, widziałem  piękne miejscowości omijane przez turystów, a nawet zrujnowane i opuszczone posesje i winnice – wspomina Adam Sobczak.
Odwiedził Padwę, Vicenzę, Weronę, okolice jeziora Garda, Mediolan, Genuę...
 – Najbardziej malowniczy etap to Genua-Nicea. Cały czas jechałem wybrzeżem, znaczną część drogi kolarskimi trasami Giro d’Italia. Były też wizyty w kasynach znanych z filmów o Jamesie Bondzie i przejazd częścią toru Formuły 1 – wspomina Adam Sobczak.
Zaliczył też kilka szlaków przyrodniczych, m.in. w Pirenejach i Alpach. Zdecydował się wytyczyć część trasy przez góry w miejscach, gdzie drogi rowerowe są dobrze rozwinięte.
Z emocjami wspomina przejazd przez południe Francji: z Cannes w stronę Aix-en-Provence – gdzie wychowali się Paul Cezanne i Emil Zola –do Arles nad Rodanem. Na trasie znalazł się też rezerwat przyrody Camargue, ptasi raj, gdzie nocował w popadającym w ruinę, lecz prawdziwym chateau.
– Minąłem od strony morza – trochę żałując – Montpellier. Dalej podróżowałem cały czas wybrzeżem, aż do Perpignan. Wspominam też Pireneje przecięte przełęczą i nie takie straszne, jak mi się zdawało – mówi Adam Sobczak.
Dalej były Figueres, Girona, Lloret de Mar. Trzydziestodniowa wyprawa zakończyła się przy pomniku Krzysztofa Kolumba na Placa Portal de la Pau w Barcelonie.

… i jej smak

Początkowo prezes Cenatorium nie chciał wracać, czuł, że byłoby warto pojechać dalej.
– Ostatnie dwa dni jechałem z żoną, która dołączyła do mnie na końcówkę trasy. Barcelona to dla nas ważne miejsce, bo pojechaliśmy tam na pierwszy romantyczny wyjazd. Mamy przyjaciół w tym mieście, więc wszystko zakończyło się hiszpańską fiestą. Pojawiło się jednak poczucie, że kończy się coś fajnego i pytanie, co robić dalej. Pomyślałem, że pojadę do Kadyksu, nad Cieśninę Gibraltarską, ostatecznie jednak nie zdecydowałem się na to – przyznaje Adam Sobczak.
Po zakończeniu wyprawy wynajdywał ciekawostki związane ze swoją trasą. Okazało się, że minął wiele zabytkowych miejsc, podróżując dawnym szlakiem bursztynowym, a potem rzymskimi drogami handlowymi.
– Dopiero pod koniec odkryłem, dlaczego tak było. Wynikało to z ukształtowania terenu. Algorytmy dobierają trasy, które najłatwiej pokonać, a moje były zbieżne ze szlakami historycznymi. Dlatego przejeżdżałem przez wiekowe miejscowości z rzymskimi teatrami i budynkami – dodaje Adam Sobczak.
Zazwyczaj nie starczało mu czasu na dokładne zwiedzanie mijanych atrakcji. Dlatego zapisał sobie kilka miejsc, które planuje ponownie odwiedzić, m.in. winnice nad Rodanem, a także… 
– …uliczkę Via Vado w portowej dzielnicy Genui, gdzie jadłem najlepszy
makaron w życiu – twierdzi prezes Cenatorium.
Według niego niezapomniany jest też smak tradycyjnych potraw prowansalskich. Miał okazję ich spróbować, goszcząc w domu Prowansalczyka, którego poznał w podróży.
– W Aix-en-Provence miałem szczęście spotkać Oliviera i przenocować u niego. Mieszka w peryferyjnej dzielnicy Aix, w położonym nad rzeką domu, do którego dochodzi tylko wąska ścieżka, więc co za tym idzie, dojazd autem jest niemożliwy. Olivier ma własny ogród, ujęcie wody, panele fotowoltaiczne. Żyje tak, by jak najmniej kupować. Mimo zbliżającej się siedemdziesiątki, nadal jest zapalonym cyklistą i aktywistą postulującym ograniczenie używania samochodów – wspomina Adam Sobczak.

Wierny kompan Rondo

Sztuka pakowania. Bardzo lekki ekwipunek na długie dystanse rowerowe.

Niezawodnym towarzyszem jego długiej podróży był polski rower marki Rondo.
– Jest to rower typu gravel. Ma karbonową ramę zbliżoną kształtem do ram rowerów szosowych i opony trochę grubsze niż w szosie, ale węższe i dające mniejsze opory niż w rowerach górskich. Opony takie pozwalają sprawnie jechać drogami wiejskimi, a nawet górskimi ścieżkami. Zapakowałem bagaż w lekką sakwę podsiodłową, sakwę na kierownicę i niewielki plecak rowerowy. Oczywiście miałem też podstawowe narzędzia, dętki i sprej do uszczelniania niewielkich dziur – wylicza Adam Sobczak.
Cała podróż przebiegła pomyślnie – obyło się bez przebitych dętek i wypadków. Było jednak mocne zderzenie z pogodą.
– W Alpach Noryckich, przy granicy austriacko-słoweńskiej, złapała mnie intensywna burza. Stało się to oczywiście wtedy, gdy zjechałem z wytyczonej wcześniej drogi i zamiast asfaltem pojechałem szlakiem turystycznym – wspomina szef Cenatorium.
Dwa dni silnego wiatru wiejącego prosto w twarz to nie była jedyna ekstremalna przygoda. Kiedy w okolicy Beziers na południu Francji szukał na mapie swojego miejsca noclegowego – wiejskiego domku z basenem – nagle usłyszał szczekanie.
– Zorientowałem się, że pędzi wprost na mnie spory pies. Mimo że przejechałem tego dnia około 100 km, to instynktownie ruszyłem z dużym przyspieszeniem – mówi Adam Sobczak.
Udało mu się uciec i chociaż teraz opowiada o tym z uśmiechem, pamięta silne emocje. Potem odkrył społeczność warmshowers.org, łączącą ludzi, którzy polubili długie jazdy rowerem. Społeczność ta rekomenduje dobre noclegi. 

Maraton dla twardzieli

Wyzwanie. Adam Sobczak na trasie Maratonu Wisła 1200.

W całym 2019 r. prezes Cenatorium przejechał rowerem około 5 tys. km. W tym roku pokonał 1200 km w Rowerowym Maratonie Wisła 1200. Nie było łatwo, to naprawdę trudna trasa, często wytyczana na nieutwardzonym terenie. W kilku miejscach musiał sam przenosić swój rower. 
– To był mój największy życiowy wysiłek: 1200 km po nieutwardzonych drogach. Czasami trzeba było jechać przez błota, po wałach wokół Wisły – twierdzi menedżer.
Ten ultramaraton jest organizowany w formule self-supported: w przypadku awarii bądź kontuzji pomoc można uzyskać tylko od innych uczestników wyścigu. Zawodnicy sami muszą zorganizować sobie noclegi i wyżywienie na trasie. W tym roku wystartowali 4 lipca ze schroniska Przysłop pod Babią Górą (951 m n.p.m.) i zakończyli wyścig 12 lipca na wyspie Ołowianka w Gdańsku. Ich zadaniem było przejechanie wyznaczonego dystansu w jak najkrótszym czasie (limit to 200 godzin). Na trasie musieli pokonać około 4 km przewyższeń.
Adam Sobczak i jego przyjaciel Jakub Szalaty przejechali maraton w 150 godzin, z czego jazda zajęła im 72 godziny. Pozostały czas przeznaczyli na odpoczynek.
W tegorocznym Rowerowym Maratonie Wisła 1200 wystartowało 440 osób, dojechało około 300.
– Przyjechaliśmy mniej więcej na 180 miejscu. Pod względem sportowym byłem bardzo zadowolony – przyznaje Adam Sobczak.

Dobry czas. Adamowi Sobczakowi i jego przyjacielowi Jakubowi Szałaty przejechanie Maratonu Wisła 1200 zajęło 150 godzin.

Do jazdy na rowerze zachęcił już ponad połowę rodziny. Dla tych, którzy dopiero chcieliby zacząć tę przygodę, ma kilka rad.
– Nie warto zbyt dużo czytać o sprzęcie. To błąd, bo dobry rower sporo kosztuje, co może się okazać wymówką, żeby zrezygnować. Myślę, że warto kupić najprostszy rower dostosowany do wzrostu i w miarę lekki – nie musi mieć bardzo drogich części – a następnie pojechać na 40-kilometrową wycieczkę – zachęca Adam Sobczak.
Sugeruje, że warto wybrać aplikację, która pomoże znaleźć dobrą trasę, np. Komoot. Poleca też drogę, którą niedawno przejechał – dookoła jeziora Wigry. Jego zdaniem jest doskonała na pierwszą dłuższą wyprawę. Podkreśla, że jazda na rowerze jest korzystna nie tylko dla zdrowia fizycznego, lecz także dla psychiki.
– Jadąc rowerem, zwłaszcza w samotności, skupiamy się na drodze, co pozwala spojrzeć na rzeczywistość z innej perspektywy i uspokoić umysł. Uświadamiamy też sobie, jak niewiele nam potrzeba – można przejechać przez całą Europę z dwoma niewielkimi sakwami i plecakiem, ważącymi łącznie kilka kilogramów – kończy Adam Sobczak.


Całoroczne hobby. Zimowa pętla dookoła Tatr.

Fot. Archiwum prywatne Adama Sobczaka

Puls Biznesu po godzinach
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
×
Puls Biznesu po godzinach
autor: Marcin Goralewski
Wysyłany raz w tygodniu
Marcin Goralewski
Newsletter, który pozwoli odpocząć od codziennych newsów. Sylwetki ludzi biznesu, trendy, reportaże i podcasty
ZAPISZ MNIE
Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Administratorem Pani/a danych osobowych będzie Bonnier Business (Polska) Sp. z o. o. (dalej: my). Adres: ul. Kijowska 1, 03-738 Warszawa. Nasz telefon kontaktowy to: +48 22 333 99 99. Nasz adres e-mail to: rodo@bonnier.pl. W naszej spółce mamy powołanego Inspektora Ochrony Danych, adres korespondencyjny: ul. Ludwika Narbutta 22 lok. 23, 02-541 Warszawa, e-mail: iod@bonnier.pl. Będziemy przetwarzać Pani/a dane osobowe by wysyłać do Pani/a nasze newslettery. Podstawą prawną przetwarzania będzie wyrażona przez Panią/Pana zgoda oraz nasz „prawnie uzasadniony interes”, który mamy w tym by przedstawiać Pani/u, jako naszemu klientowi, inne nasze oferty. Jeśli to będzie konieczne byśmy mogli wykonywać nasze usługi, Pani/a dane osobowe będą mogły być przekazywane następującym grupom osób: 1) naszym pracownikom lub współpracownikom na podstawie odrębnego upoważnienia, 2) podmiotom, którym zlecimy wykonywanie czynności przetwarzania danych, 3) innym odbiorcom np. kurierom, spółkom z naszej grupy kapitałowej, urzędom skarbowym. Pani/a dane osobowe będą przetwarzane do czasu wycofania wyrażonej zgody. Ma Pani/Pan prawo do: 1) żądania dostępu do treści danych osobowych, 2) ich sprostowania, 3) usunięcia, 4) ograniczenia przetwarzania, 5) przenoszenia danych, 6) wniesienia sprzeciwu wobec przetwarzania oraz 7) cofnięcia zgody (w przypadku jej wcześniejszego wyrażenia) w dowolnym momencie, a także 8) wniesienia skargi do organu nadzorczego (Prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych). Podanie danych osobowych warunkuje zapisanie się na newsletter. Jest dobrowolne, ale ich niepodanie wykluczy możliwość świadczenia usługi. Pani/Pana dane osobowe mogą być przetwarzane w sposób zautomatyzowany, w tym również w formie profilowania. Zautomatyzowane podejmowanie decyzji będzie się odbywało przy wykorzystaniu adekwatnych, statystycznych procedur. Celem takiego przetwarzania będzie wyłącznie optymalizacja kierowanej do Pani/Pana oferty naszych produktów lub usług.
© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Szymon Maj

Polecane