Rycerz umknął kolekcjonerom

opublikowano: 17-12-2015, 22:00

Polscy malarze mieli na aukcji towarzystwo mistrzów z Luwru — Czachórski poradził sobie nieźle, ale Michałowski już tego nie udźwignął.

19 grudnia na londyńską aukcję XIX-wiecznego malarstwa w Sotheby’s trafiło kilka olejnych obrazów krajowych autorów i — w przeciwieństwie do grudniowej oferty polskiej sztuki współczesnej, jaką Sotheby’s przygotowało trochę wcześniej — zdecydowana większość z nich została wylicytowana. W całym katalogu rekordową cenę uzyskała natomiast Helene Schjerfbeck, przy czym jeśli mamy jakieś trudności ze skojarzeniem jej nazwiska z gronem naszych monachijczyków, są właściwym objawem, bo to malarka znana, ale głównie w Finlandii.

Dużo bardziej swojsko brzmiący Władysław Czachórski znalazł się natomiast w pierwszej dziesiątce twórców najdrożej sprzedanych prac, chociaż znając wcześniejsze wyniki lokalnych aukcji, można się było spodziewać, że cena będzie trochę wyższa niż 112,5 tys. GBP (667,4 tys. zł). 6 grudnia datowany również na 1890 r. obraz tego autora sprzedany został za ponad 1 mln zł, chociaż malarstwoakademickie ewidentnie kiedyś było rozchwytywane bardziej niż podczas dzisiejszych licytacji. W tym przypadku termin akademizm należy jednak rozumieć nie jako dobór mitologicznych i historycznych tematów, ale jako oddającą każdy detal precyzję warsztatową.

Od migotliwie opracowanych zdobień atłasowej sukni, złoceń tapety i tłustego połysku szlachetnej tkaniny sofy przejść można do dwóch trochę mniej drobiazgowo oddanych scen Józefa Brandta i Alfreda Wierusza-Kowalskiego, z których pierwsza przedstawia zaprzęg zmierzający do lasu, a druga obchody dożynek. Praca Brandta osiągnęła cenę 81,3 tys. GBP (482,3 tys. zł), a Wierusza-Kowalskiego 60 tys. GBP (356 tys. zł), czyli tyle, ile wynosiła górna granica estymacji obrazu Piotra Michałowskiego, który jednak nie został sprzedany.

„Odważny rycerz” na koniu, w porównaniu z pozostałymi pracami polskich reprezentantów, był przy tym na końcu szeregu ustawionego od najdokładniej oddanego detalu po najbardziej śmiałe impasty — czyli grube pociągnięcia farby — które czasem dają efekt brawury, a czasem plączą tylko koniom nogi.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy