Rynek kupuje koniec wojny w Ukrainie

Marek ChądzyńskiMarek Chądzyński
opublikowano: 2025-02-17 20:00

Wizja zakończenia wojny w Ukrainie sprzyjała wycenom polskich obligacji i umacniała złotego. Inwestorzy czekali na informacje o rozmowach pokojowych tak bardzo, że sam kształt porozumienia miał dla nich drugorzędne znaczenie. Na razie.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Na rynku obligacji i złotego to geopolityka gra dziś pierwsze skrzypce. W spadku rentowności polskiego długu, co dla Ministerstwa Finansów jest bardzo dobrą wiadomością, nie przeszkodziła nawet zaskakująco wysoka inflacja w styczniu. W poniedziałkowe popołudnie rentowność obligacji 10-letnich wynosiła 5,73 proc. Po osłabieniu z początku roku, gdy rentowność przekraczała 6 proc., nie ma już śladu. Złoty też był mocny wobec euro — za wspólną europejską walutę płacono 4,16 zł. I ta druga wycena szczególnie zasługuje na uwagę — to poziom widziany ostatnio na początku 2018 r.

MF ma więcej z obligacji

Minister finansów może zacierać ręce — spadek rentowności obligacji oznacza, że rosną ich ceny. Zatem za nowo emitowane papiery można uzyskać większe wpływy ze sprzedaży. Przy planowanym rekordowym pułapie potrzeb pożyczkowych to bardzo dobra wiadomość. Resort w tym roku musi pożyczyć ponad pół biliona złotych, by sfinansować deficyt w budżecie państwa, niedobór w budżecie środków europejskich i jeszcze zapłacić odsetki od wcześniej zaciągniętego długu. To tzw. potrzeby pożyczkowe brutto.

Ekonomiści zachodzą w głowę, skąd tak dobre notowania polskich obligacji w ostatnich dniach. Z jednej strony wielkość potrzeb powinna wywierać presję na ceny — inwestorzy wiedząc, że minister finansów będzie musiał uplasować na rynku dużo papierów, mogą żądać dodatkowej premii w postaci wyższej rentowności. Tak się zresztą działo na przełomie ubiegłego i tego roku. W połowie stycznia rentowność dziesięciolatek sięgnęła 6,07 proc. Po tamtych nastrojach na rynku nie ma śladu. Ekonomiści ING Banku Śląskiego zwracali uwagę w poniedziałkowym komentarzu, że rentowność obligacji długoterminowych spadła w ciągu poprzedniego tygodnia o około 7 pkt baz. To niemało, biorąc pod uwagę okoliczności, a wśród nich zaskakujące dane o inflacji w styczniu. Według GUS wyniosła 5,3 proc. — więcej, niż oczekiwali ekonomiści — i może być dodatkowym argumentem za utrzymaniem wysokich stóp procentowych.

„Ten ruch [spadek rentowności — red.] był o tyle imponujący, że nie napędzały go analogiczne trendy na rynkach bazowych, a kierunek i skala zaskoczenia w krajowych danych o inflacji powinny sprokurować wzrost rynkowych stóp, a nie ich spadek” — podkreślają również ekonomiści Pekao.

Złoty trzyma się mocno

Imponująco wygląda rajd złotego. Tu akurat inflacja mogła pomóc — wzmocnienie oczekiwań opóźnienia początku cyklu obniżek stóp procentowych może sprzyjać wycenie złotego zwłaszcza do euro. Powód to rosnąca różnica w poziomie stóp między strefą euro a Polską. W takim stanie rzeczy polskie aktywa, gdzie zwrot zależy od stopy procentowej, w naturalny sposób przyciągałyby inwestorów, a to wzmacniałoby złotego. Ekonomiści podejrzewają jednak, że przyczyn jest więcej.

„Z braku innych wyjaśnień zaryzykujemy stwierdzenie, że obserwujemy kontynuację pozytywnych geopolitycznych wiatrów (koniec wojny w Ukrainie, udana wizyta nowego sekretarza obrony USA w Polsce). Jak długo te wiatry mogą pomagać polskim aktywom? Wydaje się, że jest tu jeszcze przestrzeń do zdjęcia rozmaitych premii za ryzyko z ich wycen” — oceniają eksperci Pekao, dodając, że skoro inflacja nie zrobiła na rynku stopy procentowej większego wrażenia, to tym bardziej inne dane z gospodarki takiego nie zrobią.

Ryzyko nie znika

Zdania wśród ekonomistów są jednak podzielone co do perspektyw utrzymania obecnego trendu. Jedna grupa uważa, że samo zakończenie wojny to wystarczająco dobra informacja, by kupować polskie aktywa. Inni zwracają jednak uwagę na sposób zakończenia konfliktu. Wiele wskazuje na to, że USA chcą jak najszybciej do tego doprowadzić (w nieoficjalnych doniesieniach pada data 20 kwietnia), co może oznaczać skłonność do dużych ustępstw wobec Rosji kosztem Ukrainy. Ekonomiści ING Banku Śląskiego podkreślają, że nie byłyby to dobre informacje dla wspólnej europejskiej waluty — euro znów może tracić wobec dolara. Tym bardziej że w grze są też inne ryzyka, jak niedzielne wybory w Niemczech z potencjalnie dobrym wynikiem skrajnie prawicowej partii AfD.

„Złoty zyskiwał w ostatnich tygodniach m.in. na nadziejach na zawieszenie broni w Ukrainie, ale warunki, na jakich USA i Rosja chcą zamrozić konflikt, rozczarowują. W efekcie nie można wykluczyć korekty ostatniej aprecjacji złotego i wzrostu euro-złotego w kierunku 4,18-4,20, a dolar-złotego powyżej 4,00” — napisali w poniedziałkowym komentarzu.

Podobnie jest z notowaniami obligacji. Spadek rentowności w Polsce to jeden z nielicznych wyjątków na rynku. W krajach Europy Zachodniej obligacje w poniedziałek taniały (rentowność rosła), bo rynek zaczyna grać pod zwiększone emisje długu w Unii Europejskiej (i nie tylko) ze względu na konieczność wyższych wydatków na wojsko. Do zwiększenia nakładów na armię wzywa państwa NATO prezydent Donald Trump, a USA ustami swoich przedstawicieli jasno dają do zrozumienia, że Europa sama musi zadbać o swoje bezpieczeństwo. Ursula von der Leyen, przewodnicząca Komisji Europejskiej, w czasie konferencji w Monachium powiedziała, że ​​zaproponuje uruchomienie budżetowej klauzuli nadzwyczajnej, podobnej do zastosowanej w czasie pandemii COVID-19, dzięki której państwa członkowskie UE nie musiałyby przejmować się limitami deficytu i długu. Wydatki na obronność nie byłyby wliczane do ściśle kontrolowanych limitów deficytu budżetowego. A to oznacza większy deficyt, który trzeba będzie finansować emisją długu.