Koniec marzeń o niskiej inflacji po ataku na Iran? Jest kilka antyinflacyjnych buforów

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2026-02-28 08:00

Atak Stanów Zjednoczonych na Iran stał się faktem. Czy to oznacza trwale podwyższone ceny ropy i wyższą inflację? Do pewnego stopnia tak, ale jest kilka buforów chroniących rynek przed największym wstrząsem.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Mgła wojny sprawia, że nigdy nie znamy wszystkich uruchomionych przez nią procesów. Tak samo jest z rozpoczętą w sobotę wojną Stanów Zjednoczonych z Iranem, w którą zaangażowało się już więcej krajów Bliskiego Wschodu. Konsekwencje destabilizacji przez nią wywołanej będziemy odczuwać przez wiele lat. Ale w krótkim okresie najbardziej oczywistym efektem będzie wzrost cen energii. Pytanie, jak duży?

Jeszcze kilka miesięcy temu dyskusje o cenach ropy koncentrowały się na tym, jak mocno spadną one w 2026 roku. Popyt na surowiec rośnie bardzo wolno, a z kolei produkcja szybko, co prowadzi do rekordowych nadwyżek podaży. Przez dwa lata ceny systematycznie spadały, pomagając też obniżać się inflacji konsumenckiej w takich krajach jak Polska. Jednak od początku roku ceny ropy wzrosły o jedną piątą, a teraz pewnie wzrośnie dalej.

Czy to koniec marzeń o dalszym dezinflacyjnym spadku cen ropy? Koniec marzeń, że inflacja w Polsce może spaść nawet poniżej 2 proc.? Każde 10 proc. zmiany cen ropy to 0,2 pkt proc. zmiany w polskiej inflacji, a tym razem efekty mogą również dotknąć cen gazu. Jeżeli konflikt będzie się przedłużał, a ceny surowców znacznie i trwale wzrosną, wówczas możemy sobie wyobrazić powrót inflacji powyżej 3 proc. Ale warto pamiętać, że rynek ropy ma wbudowanych kilka mechanizmów stabilizacyjnych, które dają szansę na to, że skok cen energii nie będzie trwały.

O potencjalnych scenariuszach rozmawiałem jeszcze w piątek z analitykiem Łukaszem Skibą, którego komentarze na temat rynku ropy w ostatnich miesiącach wydawały mi się trafne. Kiedy jesienią banki inwestycyjne ścigały się na prognozy spadku cen, on pisał o tym, że ten spadek wcale nie musi się zmaterializować. Zwracał uwagę, że duża część nadwyżkowej podaży ropy uwięzionej w tankowcach na morzach podlega sankcjom, które są stosowane w coraz ostrzejszy sposób. Pisał też, że Chiny zaczęły odgrywać rolę „kupca ostatniej szansy" na rynku ropy, akumulując duże zapasy w warunkach spadku cen. Wiele jego obserwacji się spełniło.

Ogólny wniosek z rozmowy ze Skibą sprzed kilku dni jest taki, że o ile jesienią rynek przeceniał możliwość spadku cen z powodu nadpodaży, to teraz przeceniane może być ryzyko eksplozji cen. Rynek ropy ma dziś wbudowanych wiele naturalnych hamulców uruchamiających się przy nadzwyczajnym przyspieszeniu cen. „Z jednej strony Chiny działają jako kupiec ostatniej szansy, który przy niskich cenach podnosi popyt poprzez akumulację zapasów, a z drugiej strony Arabia Saudyjska działa jako producent ostatniej szansy, który zwiększa wydobycie w warunkach wzrostu cen" – mówi Skiba.

Te mechanizmy właśnie są poddawane testowi. Arabia Saudyjska i OPEC+ reagują błyskawicznie. Rijad zwiększył wydobycie i eksport jeszcze przed atakiem, w ramach planów awaryjnych. W niedzielę zbierała się OPEC+ i podniosła limit produkcji o 200 tys. baryłek dziennie – więcej niż planowane wcześniej 137 tys. baryłek. To potwierdza tezę o roli Arabii Saudyjskiej jako producenta ostatniej szansy.

Wojna oznacza oczywiście ryzyko wyższych cen, bo przez Cieśninę Ormuz transportowane jest 20 proc. światowych dostaw eksportowych ropy (ok. 15 mln baryłek dziennie). I tutaj jest największy problem. Nawet jeżeli Iran nie zamknie cieśniny, co może być mu trudno zrobić, to wzrośnie ryzyko transportu, a tym samym zmniejszy się przepustowość tego szlaku. Część surowca można przekierować na inne szlaki, ale to może nie zrekompensować ograniczenia dostaw. Co więcej, nie wszystkie towary da się przekierować, na zaburzenia znacznie bardziej narażone są rynki diesla i nafty. Aczkolwiek warto pamiętać, że duża część surowców transportowanych przez Ormuz trafia też do Chin, czyli sojusznika Iranu.

Na czynnik Chin warto zwrócić szczególną uwagę. Z ostatniego raportu BloombergNEF wynika, że w grudniu akumulacja zapasów ropy przez Chiny sięgnęła aż 2,7 miliona baryłek dziennie, absorbując tym samym dwie trzecie globalnej nadwyżki produkcji nad konsumpcją. To jest jeden z ważnych powodów, dla których pod koniec 2025 r. ceny przestały spadać. Gdyby jednak doszło do zaburzeń dostaw z Iranu, Chiny mogłyby teoretyczne zmniejszyć przyrost zapasów. Choć oczywiście nie jest to pewne.

Przed rynkiem może się wciąż otworzyć perspektywa gwałtownych spadków cen, gdyby doszło do deeskalacji. „Jeśli doszłoby do porozumienia z Iranem i ta ropa przestałaby być objęta sankcyjnym piętnem, to uwolnienie irańskich baryłek na morzu oraz powrót irańskiego eksportu do UE, Japonii i Korei byłby bardzo niedźwiedzim sygnałem" – wskazuje Łukasz Skiba. Dodaje, że pozycjonowanie funduszy algorytmicznych jest teraz tak silnie nastawione na wzrost cen, że odwrócenie narracji mogłoby spowodować gwałtowną reakcję w drugą stronę. Tyle że droga do jakiegokolwiek porozumienia właśnie się znacząco wydłużyła.

Wspominany raport BloombergNEF zawiera prognozę, zgodnie z którą cena ropy spadnie do końca roku do 56 dolarów, czyli o ponad 20 proc. względem poziomów sprzed ataku. Miałoby się tak stać pod wpływem wspomnianej nadpodaży. Na razie jednak ten scenariusz wygląda wciąż odlegle.

Możesz zainteresować się również: