Rynki nie zauważyły odejścia marszałka

Bartosz Krzyżaniak
opublikowano: 17-04-2007, 00:00

Wystąpienie Marka Jurka z PiS i jego rezygnacja z funkcji marszałka Sejmu nie wpłynęła na inwestorów. Skomplikowały jednak sytuację polityczną.

Wystąpienie Marka Jurka z PiS i jego rezygnacja z funkcji marszałka Sejmu nie wpłynęła na inwestorów. Skomplikowały jednak sytuację polityczną.

Marek Jurek zapewnił wczoraj premiera Kaczyńskiego, że jego decyzja o odejściu z PiS i rezygnacji z funkcji marszałka Sejmu jest ostateczna. Co na to inwestorzy? Kompletnie nic.

— Reakcja rynków finansowych na weekendowe doniesienia związane z Markiem Jurkiem, marszałkiem Sejmu, była wczoraj zerowa. Złoty nawet się umocnił — mówi Marek Nienałtowski, główny analityk Secus Asset Management.

Wynika to z tego, że przedterminowe wybory, o których od ostatniego piątku zaczęli mówić niektórzy komentatorzy, nie opłacałyby się dziś żadnej z partii tworzących koalicję.

— Mają zbyt małe poparcie, by decydować się na ten krok. Nie na rękę to także PiS, które przegrałoby wybory. Wielką sztuką byłoby teraz odsunięcie od władzy Jarosława Kaczyńskiego — dodaje Marek Nienałtowski.

Zdaniem Piotra Kalisza, ekonomisty Citibanku Handlowego, prawdopodobieństwo wcześniejszych wyborów wzrosło, jednak nieznacznie.

— Oceniam je na 15 proc. Zakładam, że zmiany na scenie politycznej będą miały bardzo ograniczony lub żaden wpływ na politykę gospodarczą. Skoro nic nie zapowiada się przyspieszonych wyborów, prace nad ustawami, niezależnie od tego, kto będzie marszałkiem, przebiegać będą w podobny sposób jak dotąd. Niewiele to zmieni dla postrzegania naszej gospodarki przez inwestorów — uważa Piotr Kalisz.

Przedterminowych wyborów nie zakłada też Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH. Choć przyznaje, że weekendowe wyda- rzenia skomplikowały sytuację polityczną i osłabiły pozycję Jarosława Kaczyńskiego.

— Jeśli powstanie nowa partia Marka Jurka, będzie skazana na popieranie rządu Jarosława Kaczyńskiego. Jednak zwykle im więcej partii w koalicji, tym trudniej nią zarządzać i tym większa groźba pojawiania się populistycznych propozycji: nowa partia będzie chciała pokazać wyborcom, jakie jest jej zdanie w innych niż ochrona życia kwestiach, np. gospodarczych. Dlatego spodziewam się utrudnień w przeprowadzaniu reform, a w skrajnym przypadku może to być groźne dla finansów publicznych — uważa ekonomista Banku BPH.

Tę opinię potwierdziła wczoraj Zyta Gilowska, minister finansów.

— Z punktu widzenia stanu finansów jesteśmy przygotowani do reform. Z punktu widzenia stabilności politycznej nie można wykluczyć, że wszystkiego nie uda się przeprowadzić — twierdzi sternik polskich finansów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartosz Krzyżaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu