Rynki zapatrzone w ropę i NBP

opublikowano: 05-07-2017, 22:00

Choć gospodarka jest rozgrzana, inwestorzy nie spodziewają się podwyżki stóp procentowych. Świadczą o tym… ceny surowców

Polska gospodarka jest mocno rozgrzana. Wiele danych makroekonomicznych od lutego było wręcz doskonałych — wzrost PKB powyżej 4 proc., spadek bezrobocia poniżej 5 proc., dalszy solidny wzrost zatrudnienia, przyspieszenie płac czy wyraźna zwyżka inflacji bazowej (niewliczającej cen energii i żywności). To niemal podręcznikowy przykład momentu, w którym czas na studzenie rozgrzanej gospodarki za pomocą podwyżki stóp procentowych. Inwestorzy nie spodziewają się jej jednak w najbliższych miesiącach. Po pierwsze, bazują na oficjalnym stanowisku władz banku centralnego. Adam Glapiński, prezes NBP, od miesięcy powtarza, że na razie nie chce podnosić kosztu pieniądza. Na zakończonym w środę posiedzeniu RPP podjęła decyzję o utrzymaniu parametrów polityki pieniężnej na niezmienionym poziomie. Po drugie, od kilku lat widać, że uważniej niż na dane makro inwestorzy patrzą na ceny surowców.

W ostatnich latach rentowność polskich obligacji dwuletnich, które są 
dobrą miarą prognoz dotyczących stóp NBP, była mocniej skorelowana z 
cenami ropy niż z lokalną inflacją czy krajową koniunkturą gospodarczą.
Wyświetl galerię [1/3]

W ostatnich latach rentowność polskich obligacji dwuletnich, które są dobrą miarą prognoz dotyczących stóp NBP, była mocniej skorelowana z cenami ropy niż z lokalną inflacją czy krajową koniunkturą gospodarczą. Fot. Krystian Maj-Forum

Surowce przecierają szlaki

Rynek stopy procentowej jest zapatrzony w światowe trendy inflacyjne, a szczególnie w rynek surowców. W zeszłym roku drożejące surowce były traktowane jak zapowiedź powrotu inflacji na całym świecie, a w ostatnich miesiącach ponowny spadek cen surowców rynki uznały za sygnał odwołania alarmu inflacyjnego. To, jak mocno ocena perspektyw dla stóp procentowych w Polsce jest zależna od wahań ropy, ilustrują proste korelacje. W ostatnich latach rentowność polskich obligacji dwuletnich, które są dobrą miarą prognoz dotyczących stóp NBP, była mocniej skorelowana z cenami ropy niż z lokalną inflacją czy krajową koniunkturą gospodarczą. Zjawisko to było dobrze widoczne w ostatnich miesiącach — rentowność 2-letnich obligacji skarbowych weszła w trend spadkowy w lutym, a więc dokładnie wtedy, gdy zaczęły spadać ceny ropy.

Zdaniem Grzegorza Zatryba, głównego stratega w Skarbcu TFI, sumienne dyskontowanie przez rynek cen surowców w tym przypadku nie jest do końca słuszne.

— Reakcja inwestorów obligacyjnych na ceny surowców jest przesadzona, bo za kilka lat to, czy ropa kosztuje dziś 45 czy 55 USD za baryłkę, tak naprawdę nie będzie miało znaczenia dla inflacji — argumentuje Grzegorz Zatryb.

Wybiórcze podejście

Sygnały wysyłane przez naszą gospodarkę nie są jednak całkowicie obojętne inwestorom.

— Obserwowany od kilku miesięcy spadek rentowności obligacji skarbowych, w szczególności 2-letnich, to odpowiedź rynku m.in. na poprawę kondycji polskich finansów publicznych, widoczną chociażby w ściągalności VAT czy ogólnie budżecie państwa [deficyt budżetowy po maju był najniższy w historii — red.] — mówi Bartosz Sawicki, kierownik departamentu analiz DM TM Brokers.

Wielu lokalnych ekonomistów, m.in. ceniony przez inwestorów obligacyjnych zespół analityków mBanku, prognozuje, że w przyszłym roku NBP będzie w końcu musiał podnieść stopy procentowe, by lekko ostudzić rozgrzaną gospodarkę. Nie brakuje jednak argumentów za odwlekaniem podwyżek.

— Na początku roku mieliśmy szczyt inflacji. Obecnie, mimo relatywnie wysokich cen żywności, inflacja w polskiej gospodarce nie rośnie. W przyszłym roku, właśnie ze względu na wysoką tegoroczną bazę, ceny żywności nie będą motorem wzrostu inflacji. Wręcz przeciwnie, mogą dołować — mówi Bartosz Sawicki.

— Jeżeli chodzi o potencjalne ruchy RPP zacieśniające politykę monetarną, spodziewam się co najmniej dwunastu miesięcy spokoju — chyba że inflacja wyraźnie pójdzie w górę. Na razie jednak nie widzę czynników, które mogłyby to spowodować — komentuje Grzegorz Zatryb.

WYPOWIEDZI Z KONFERENCJI PO POSIEDZENIU RPP

Status quo w mocy

PROF. ADAM GLAPIŃSKI, prezes NBP

Naszej gospodarce nie grozi ani spowolnienie, ani przyspieszenie powodujące nierównowagę. To umacnia mnie w przekonaniu, że stopy procentowe w najbliższym czasie nie powinny ulec zmianie. Osobiście będę prawdopodobnie obstawał przy tym, aby zachować status quo w tej sprawie do końca 2018 r. W połowie przyszłego roku zaczną się zapewne ożywione dyskusje na temat tego, w którym momencie rozpocząć podwyższanie kosztu pieniądza. Ich przebieg będzie jednak uzależniony od obserwacji inflacji. W ostatnim czasie natomiast wydarzeniem bez precedensu jest stabilizacja cen ropy w okolicach 50 USD za baryłkę. Jeżeli zaś chodzi o kwestię realnych stóp procentowych, na razie nie dostrzegam negatywnych skutków, przynajmniej biorąc pod uwagę, raportowane przez podmioty gospodarcze.

Niepewność i niepokój

PROF. EUGENIUSZ GATNAR, członek RPP

Przed nami okres ujemnych realnych stóp procentowych. Jestem osobą, którą to martwi. Ciężko przewidzieć, jak Polacy zareagują na długi okres ujemnego realnego kosztu pieniądza, bo do tej pory taka sytuacja trwała najdłużej trzy miesiące. W maju z depozytów złotowych odpłynęło 5 mld zł. Kapitał płynie prawdopodobnie częściowo do funduszy inwestycyjnych, ale może też trafiać do instytucji parabankowych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Justyna Dąbrowska, współpraca Ignacy Morawski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu