Ryzyko geopolityczne straszy na rynkach

Adam Stańczak, Analityk DM BOŚ
opublikowano: 2022-02-14 08:59

W zakończonym tygodniu globalne rynki akcji musiały operować w kontekście skumulowanych zmiennych, które w ostatnim czasie straszyły popyt.

Pierwszą była amerykańska inflacja i jej konsekwencje w postaci wzrostu obaw przed agresywną polityką amerykańskiego banku centralnego. Najwyższy od dekad odczyt inflacji CPI w USA wymieszał się z wypowiedziami przedstawicieli Fed o potrzebie szybkiego podniesienia ceny kredytu. Na plan pierwszy wybił się głosujący członek FOMC i jeden z szefów regionalnego oddziału Rezerwy Federalnej mówiący, iż widzi potrzebę podniesienia stóp procentowych w marcu o 50 punktów bazowych i kredyt droższy już w lipcu o 100 punktów bazowych. Za Jamesem Bullardem poszli amerykańscy analitycy, którzy oczekują już nie czterech podwyżek stóp procentowych do końca roku, ale siedmiu. Przy standardowej ścieżce oznaczałoby to, iż stopy procentowe w końcówce roku będą wyższe o 175 punktów bazowych. Drugą zmienną były sygnały z USA, iż wojna między Rosją i Ukrainą może zacząć się w perspektywie kilki dni, a nie tygodni. Ostatni element przesądził o wyniku sesji piątkowych o obrazie tygodnia w USA. W istocie piątkowy spadek S&P500 o 1,9 procent spowodował, iż indeks zakończył tydzień stratą o 1,8 procent. Podobnie zachowały się indeksy DJIA i Nasdaq Composite, gdy średnie europejskie nie zdążyły zareagować na trzy godzinną, piątkową wyprzedaż na Wall Street i zakończyły tydzień wzrostami.

Z perspektywy końca tygodnia do odnotowania jest, iż indeksy w USA zdołały szukać zwyżek mimo zamieszania wokół Fed. Dopiero perspektywa wojny w Europie pchnęła indeksy w dynamiczną przecenę, co wskazuje, iż zamieszanie wokół zmiany w polityce Rezerwy Federalnej na bardziej jastrzębią jest w części wycenione przez giełdy, a gracze od tygodni mają świadomość nadchodzących ruchów. W istocie, zgodnie z modelem wyprzedzania wydarzeń przez rynki w perspektywie kilku tygodni czy miesięcy materializująca się właśnie zmiana w polityce Rezerwy Federalnej zaczęła być wyceniania przez indeksy – zwłaszcza Nasdaqa Composite – już w listopadzie. Wówczas amerykański rynek technologiczny zaczął pozycjonować się pod redukowanie programu luzowania ilościowego oraz podwyżki stóp procentowych za kilkanaście tygodni. Oczywiście nie wszystko zostało wycenione, bo polityka Fed jest dziś budowana na danych makro, ale dzisiejsze zachowanie giełd mówi więcej o tym, czego inwestorzy oczekują za dwa lub trzy kwartały niż za dwa lub trzy tygodnie. W takim ujęciu część graczy pozycjonuje się pod nowy układ sił w gospodarce w końcówce roku, kiedy Fed swoimi działaniami wygasi jednak dynamiczny wzrost inflacji, a popandemiczny układ sił w gospodarce złagodzi napięcia inflacyjne, które – warto podkreślić – są jednak w dużej części pochodną zapchania się łańcuchów dostaw i wzrostu cen wrażliwych na efekty pandemii.

Pomijając zamieszanie wokół wojny Rosji z Ukrainą oraz wzrost napięcia geopolitycznego, który zawsze przynosi reakcje typu risk off, zeszły tydzień wskazuje, iż rynki jednak stale operują w modelu kontynuacji hossy i kupowania dołków. Oczywiście wojna na Ukrainie byłaby przyjęta wyprzedażą i ucieczką w stronę bezpiecznych aktywów, które zaszkodziłyby akcjom, ale bez tego elementu zachowanie giełd wskazuje, iż inwestorzy oczekują jednak powrotu rynków do scenariuszy wzrostowych. Z perspektywy strategii budowania swojej obecności na giełdach zagranicznych zachowanie giełd plus zredukowane spadkami wyceny – zwłaszcza amerykańskich spółek technologicznych – jawią się jako wskazania, iż hossa nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa. W bieżącym tygodniu warto oczekiwać handlu zdominowanego przez zmienność znaną z poprzedniego tygodnia i podporządkowanego tematom inflacji w USA, polityce Fed i wreszcie napięciu na linii Rosja-Ukraina. Odczyt inflacji PPI w USA i protokoły z ostatniego posiedzenia FOMC będą zapewne walczyły o uwagę z festiwalem prognoz na temat polityki Fed. Wojna Rosji z Ukrainą jest stale niewiadomą, ale akurat ryzyka z nią związane są ciągle większe dla giełd europejskich niż amerykańskich.