Rząd USA liczy na duże obniżki ceł w rozmowach w Chinami

Bloomberg
opublikowano: 2025-05-09 08:20

Administracja Donalda Trumpa liczy na znaczącą redukcję ceł podczas weekendowych rozmów z Chinami w celu deeskalacji napięć i złagodzenia szkód gospodarczych, które już zaczyna odczuwać, informuje Bloomberg.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Podczas weekendu w Genewie odbędą się rozmowy przedstawicieli rządów USA i Chin. Na czele amerykańskiej delegacji stanie sekretarz skarbu Scott Bessent, a chińskiej wicepremier He Lifeng. Według informatorów Bloomberga mających wiedzę co do przygotowań do rozmów, strona amerykańska wyznaczyła cel obniżenia ceł poniżej 60 proc. w pierwszym kroku, który w jej ocenie Chiny mogą zaakceptować. W przypadku osiągnięcia postępu w ciągu dwóch dni zaplanowanych dyskusji wdrożenie tych cięć mogłoby nastąpić już w przyszłym tygodniu.

Inni anonimowi rozmówcy agencji zwracają jednak uwagę, że rozmowy prawdopodobnie będą miały charakter zapoznawczy i będą bardziej ukierunkowane na zgłaszanie skarg, a nie rozwiązywanie długiej listy problemów. Sytuacja jest zmienna, co oznacza, że nie ma pewności, że cła spadną w najbliższym czasie.

Na amerykańskiej liście życzeń jest zapewnienie zniesienia chińskich ograniczeń eksportowych dla metali ziem rzadkich, ponieważ szereg branż boryka się z trudnościami. Poczyniono również postępy w kwestii fentanylu. Rozmówcy agencji twierdzą, że wkrótce mogą nastąpić oddzielne rozmowy na temat zmniejszenia chińskiego eksportu składników używanych do produkcji opiatów.

W komentarzach w czwartek przedstawiciele administracji Donalda Trumpa wyrazili się jasno, że chcą obniżyć cła na chiński import dochodzące do 145 proc., na co Pekin odpowiedział nałożeniem cła wysokości 125 proc. na import z USA.

- Nie może być wyższe, sięga 145 proc., więc wiadomo, że spadnie - powiedział o cle na import z Chin prezydent Trump w czwartek, ogłaszając zarysy umowy handlowej między USA a Wielką Brytanią. - Myślę, że będziemy mieli dobry weekend z Chinami – dodał.

Podobny był ton wypowiedzi sekretarza handlu Howarda Lutnicka.

- Deeskalacja, sprowadzenie tych stawek do tego, gdzie powinny być, myślę, że to cel Scotta Bessenta. Myślę, że jest to również cel chińskiej delegacji – powiedział. - Wynik, na osiągnięcie którego ma nadzieję prezydent, to deeskalacja na świecie, w którym wracamy do siebie, a potem pracujemy razem nad wielką sprawą – dodał.

Chiny: pierwszy ruch należy do USA

Przedstawiciele władz Chin nie wypowiadali się na temat celu rozmów. W czwartek Pekin powtórzył swój apel do administracji Trumpa o anulowanie jednostronnych ceł na Chiny, a rzecznik ministerstwa handlu He Yadong powiedział, że USA „muszą okazać szczerość w rozmowach i być przygotowane do naprawienia swoich wykroczeń”.

Song Hong, zastępca dyrektora Instytutu Ekonomii w Chińskiej Akademii Nauk Społecznych, czołowego rządowego think tanku w Pekinie, uważa, że władze Chin będą gotowe iść na kompromis z USA.

- Stany Zjednoczone będą musiały podjąć inicjatywę i obniżyć cła na Chiny, ponieważ wojna handlowa została rozpoczęta przez nie - powiedział. - Jeśli zmniejszy je, powiedzmy do 60 proc. lub mniej, wierzę, że Chiny pójdą w ich ślady i obniżą cła na amerykańskie towary – dodał.

Zaznaczył, że jest jednak mało prawdopodobne, aby wszystkie cła zostały zniesione. Przypomniał, że USA przez lata określają Chiny jako strategicznego rywala.

- Chiny nie ulegają już złudzeniu, że polityka USA wobec Chin się zmieni – powiedział Song.

Według wyliczeń Bloomberg Economics istniejące cła na Chiny i resztę świata podniosły średnią stawkę celną USA o ponad 20 punktów procentowych do 23 proc. Obniżenie ogłoszonego 2 kwietnia cła wzajemnego na import z Chin do 34 proc. zmniejszyłoby wzrost średniej stopy do 12,6 punktu procentowego. Nadal oznaczałoby to największą podwyżkę ceł w USA od 1930 roku i pozostawiło bardzo wysoką barierę celną wokół największej gospodarki świata.

Bloomberg Economics szacuje, że przy obecnych stawkach cła obniżyłyby PKB USA o 2,9 proc. i zwiększyłyby ceny bazowe o 1,7 proc. w ciągu dwóch do trzech lat. Przy połowie ich obecnej wysokości, hamowanie byłoby o połowę mniejsze, ale nadal znaczące dla gospodarki USA, która zanotowała spadek w pierwszym kwartale tego roku.

Możesz zainteresować się również: