Schyłek boomu na polskie produkty

Marta Filipiak
20-08-2004, 00:00

Dane GUS świadczą o tym, że zachodni popyt na polskie towary nie będzie rósł w nieskończoność. Ale nie ma powodów do niepokoju. Na razie.

W środę GUS podał, że produkcja przemysłowa w lipcu 2004 r. wzrosła o 6,0 proc. Po czerwcowym skoku o 15,8 proc. wynik wydaje się rozczarowujący.

— Dane o produkcji przemysłowej nie są rewelacyjne, ale są dobre. Nie można się spodziewać, że produkcja będzie rosła o kilkanaście procent w nieskończoność — mówi Bohdan Wyżnikiewicz, wiceprezes PKPP.

Skąd ta zadyszka?

Spadek dynamiki produkcji przemysłowej można tłumaczyć dwoma czynnikami. Po pierwsze aktywność gospodarcza wyraźnie topnieje z powodu wakacji i urlopów. Co jednak ważniejsze, powoli spada atrakcyjność naszych produktów na zachodnich rynkach. Związany z wejściem Polski do UE ogromny popyt na polskie i często lepsze towary po prostu się stabilizuje.

— Według ostatnich danych, 70 proc. naszego eksportu trafia do krajów Europy Zachodniej. Jednak wzrost gospodarczy w krajach Unii jest stosunkowo niski i nie jest w stanie na dłuższą metę wchłaniać naszych produktów na taką skalę — wyjaśnia Richard Mbewe z WGI.

Tylko spokojnie

Słabsze wyniki w lipcu nie są jeszcze powodem do paniki.

— Nie można wysuwać wniosków na bazie danych za jeden miesiąc. Sporo przemawia za tym, że trend spadkowy nie będzie podtrzymany. Szacuję prawdopodobieństwo poprawy do końca roku na 70 proc. — przekonuje Ryszard Petru, główny ekonomista Banku BPH.

— Pozytywna tendencja utrzyma się, ale nie na taką skalę. Przemysł w Polsce generuje około 25 proc. dochodu narodowego. To sporo, jednak nie tyle dużo, żeby decydować o wzroście gospodarczym — mówi Bohdan Wyżnikiewicz.

III kwartał może nie przynieść jeszcze znaczącej poprawy, jednak w ostatnich miesiącach roku tradycyjnie następuje mobilizacja. Oprócz przedświątecznego ożywienia jest to ostatni dzwonek na wykonanie planów, co bardzo zwiększa wysiłki firm. Jeśli jednak nie spełnią się optymistyczne scenariusze, to 6-proc. wzrost PKB stoi pod znakiem zapytania.

— Jeśli spadki będą się powtarzać, to rok zakończymy wzrostem na poziomie 5,5 proc. — ocenia Richard Mbewe.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Filipiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Schyłek boomu na polskie produkty