Sen szalonego cukiernika

opublikowano: 29-11-2018, 22:00

Większość Polaków kojarzy Pragę przede wszystkim z Placem Wacława, Mostem Karola i zamkiem na Hradczanach.

Niektórym przychodzi też na myśl Rynek Starego Miasta ze słynnym zegarem Orloj i malownicza dzielnica Malá Strana. Bywa, że ktoś doceni jeszcze piękno dawnej żydowskiej dzielnicy Józefów lub zapuści się na Wyszehrad. Trzeba być prawdziwym koneserem, by — zwiedzając Pragę — wybrać szlak unikalnego na skalę światową architektonicznego kubizmu. W czeskiej stolicy możemy się jednak natknąć również na przykłady zupełnie innego stylu — znanego nam z niektórych polskich miast socrealizmu. Niewątpliwie numerem jeden w tej kategorii architektonicznej w Pradze jest Hotel International.

Prażanie mawiają o nim:tort Stalina, a pisarzJan Werich opisywał go tak:„Stoi wieża, na niej jeszczejedna, na niej kolejna,a całość jest ohydna”.Czeska stolica również maswój pomnik socrealizmu.
Wyświetl galerię [1/6]

Prażanie mawiają o nim:tort Stalina, a pisarzJan Werich opisywał go tak:„Stoi wieża, na niej jeszczejedna, na niej kolejna,a całość jest ohydna”.Czeska stolica również maswój pomnik socrealizmu. FOT. BARTŁOMIEJ MAYER

Niski drapacz chmur

— To jedna z najciekawszych budowli w stolicy, choć trzeba przyznać, że stoi nieco na uboczu — ocenia Radomíra Sedláková, historyczka architektury z Politechniki Czeskiej w Pradze. Gmach znajduje się przy ul. Koulovej w Dejvicach, w dzielnicy Praga 6, w miejscu, w którym kiedyś stała cegielnia. Dzięki takiej właśnie, nieco peryferyjnej lokalizacji — w przeciwieństwie do postawionego w samym centrum Warszawy Pałacu Kultury i Nauki (PKiN) — szczęśliwie nie zdominował panoramy miasta.

Nie bez znaczenia jest i to, że w zestawieniu z PKiN, którego wysokość przekracza 230 metrów, praski Hotel International to „miniaturka”. Liczy bowiem „zaledwie” 88 metrów. Nie przeszkadzało to jednak reporterowi czechosłowackiej telewizji pod koniec lat 50. zeszłego wieku zachwycać się: „Oto mamy pierwszy praski drapacz chmur”. Liczący 16 pięter gmach mógł robić wrażenie, choć wcale nie był najwyższą budowlą w czeskiej stolicy. Średniowieczna wieża południowa Katedry św. Wita na Hradczanach ma bowiem 96,6 metra (a dziś w Pradze jest już kilka ponadstumetrowych wieżowców).

Socrealistyczny praski hotel jest niemal równolatkiem „daru narodu radzieckiego dla narodu polskiego”: budowa warszawskiego kolosa rozpoczęła się w 1952 r. i zakończyła w połowie 1955 r., jego praski odpowiednik postawiono w latach 1953-56. Oddanie go do użytku przeciągnęło się jednak na kolejny rok, ponieważ ówczesny minister obrony Czechosłowacji Alexej Čepička (prywatnie zięć Klementa Gottwalda, pierwszego komunistycznego prezydenta republiki) życzył sobie, by wcześniej dokładnie uprzątnąć i obsadzić zielenią otoczenie gmachu.

Wszystkich 44 generałów

W tym miejscu trzeba wyjaśnić, że dzisiejszy Hotel International początkowo miał mieć zupełnie inne przeznaczenie — był budowany z myślą o potrzebach kwatermistrzowskich. Planowano, że będzie miejscem zakwaterowania generałów Układu Warszawskiego, kiedy odwiedzaliby stolicę Czechosłowacji.

Jak wyjaśnia Radomíra Sedláková, centralna część miała być zarezerwowana dla najważniejszych dostojników, głównie sowieckich, a w bocznych skrzydłach mieli nocować niżsi rangą notable wraz z rodzinami. Nie przypadkowo zresztą gmach jest częścią większego kompleksu, w skład którego wchodzą także koszary. Do dziś ich budynki służą wojsku, z tą tylko różnicą, że oprócz czeskiej, powiewa nad nimi też flaga NATO-wska. Początkowo zakładano, że obiekt zostanie uroczyście otwarty w obecności samego Józefa Stalina.

— Alexej Čepička wyobrażał sobie, że sowiecki generalissimus wejdzie głównym wejściem, po czym uda się po schodach wprost do restauracji, gdzie będzie na niego czekać poczęstunek. Na każdym stopniu, po prawej i po lewej, stać miał jeden z 44 czechosłowackich generałów i salutować wchodzącemu dyktatorowi — wspominał przed laty przed kamerą ČT Felix Křížek, były dyrektor hotelu.

Pojawił się jednak problem, bo — jak napisała Kateřina Hubrtová w czasopiśmie „Dějiny a současnost”— generałów było więcej niż stopni, na których mieli stać, oddając honory Stalinowi. Aby zrealizować swoje marzenie, czechosłowacki minister obrony zarządził więc przebudowę gotowej już głównej klatki schodowej. Jego życzenie oczywiście spełniono, ale mimo to plany Alexeja Čepički legły w gruzach. Generalissimus umarł w 1953 r., kilka lat przed ostatecznym ukończeniem budowy. Minister zresztą też nie dotrwał na swoim stanowisku do uroczystego otwarcia wysokościowca, a jego następca doszedł do wniosku, że tak wielki gmach wcale nie jest potrzebny armii. Już w 1957 r. stał się częścią sieci hoteli Čedok, czyli odpowiednika naszego PRL-owskiego Orbisu. Był wtedy największym hotelem w całej Czechosłowacji. Początkowo nazywał się Družba (co po rosyjsku znaczy przyjaźń), ale zaledwie pół roku później przemianowano go na International. Choć potem funkcjonował także pod nazwami Holiday Inn i Crowne Plaza, to w pamięci prażan utrwalił się — i teraz znowu oficjalnie działa — jako International.

Piętro pełne piasku

Gmach został zaprojektowany i wybudowany adekwatnie do swojego pierwotnego, wyjątkowego przeznaczenia. Ma więc dwa podziemne piętra, z których używane miało być jednak tylko niższe.

— Górne piwnice są w całości zasypane piaskiem, dlatego że pomieszczenia poniżej miały pełnić funkcję schronów. Pamiętajmy, że to był okres zimnej wojny — wyjaśnia były dyrektor hotelu.

Przeciwatomowe bunkry były tak zaprojektowane, by 600 osób mogło w nich przeżyć bez pomocy z zewnątrz aż dwa tygodnie. Istniały też korytarze ewakuacyjne, którymi można się było wydostać ze schronów, nawet gdyby zbombardowany budynek się zawalił. Wyjścia znajdują się kilkadziesiąt metrów od gmachu. Ponadto istniało też tajne przejście do sztabu generalnego. Teraz w dawnych bunkrach znajdują się szatnie i pomieszczenia służbowe, m.in. szatnie dla pracowników.

Dzisiejszy Hotel International był stawiany na zlecenie armii, a to oznaczało, że na niczym nie oszczędzano. Na budowę przeznaczono miliardy ówczesnych koron, a na wyposażenie poszły grube miliony. Wszystko, począwszy od okien, drzwi, poręczy, mozaik i innych wykończeń przez żyrandole, lustra, obrazy, meble, dywany i gobeliny po naczynia i sztućce było na specjalne zamówienie. Zdecydowana większość tych sprzętów to wysokiej klasy wyroby rzemieślnicze, wciąż będące w wyposażeniu hotelu.

Na 10. piętrze zaplanowano prywatne apartamenty ministra Alexeja Čepički, a trzy kondygnacje wyżej były wyjątkowo — zwłaszcza jak na stalinowskie lata 50. — urządzone i wyposażone ogród zimowy i czytelnia. Docelowo miał tam jednak funkcjonować klub nocny dla oficerów.

Gwiazda oznacza socjalizm

Najbardziej charakterystycznym elementem drapacza chmur przy ul. Koulovej 15 jest jednak wieńcząca budowlę 1,5-metrowa czerwona gwiazda. Za socjalistycznej Czechosłowacji wieczorem i nocą była podświetlana. Zgasła na bardzo długo (choć nie na zawsze) w połowie lat 80., gdy uderzył w nią piorun. Rozbłysła ponownie już w Czechach, w 1993 r., gdy w najbliższej okolicy... kręcono film „Bigbeatowe lato” (czes. „Šakalí léta”). Akcja tej muzycznej komedii rozgrywa się w 1959 r., a więc w czasach świetności Hotelu International.

— Pamiętam, że pewnego wieczoru odwiedził mnie w domu... patrol policji. Okazało się, że mieszkańców okolic hotelu poważnie zaniepokoiła płonąca gwiazda, uznali bowiem, że oznacza to powrót socjalizmu — wspomina Felix Křížek.

W złotych czasach Hotelu International mieszkali w nim goście z Europy Zachodniej i Ameryki. Prażanie przyjeżdżali specjalnie do Dejvic, by oglądać nowoczesne, kapitalistyczne samochody, które wtedy za żelazną kurtyną były rzadkością. Na początku lat 70. w centrumczechosłowackiej stolicy otwarto jednak pięciogwiazdkowy, znacznie nowocześniejszy Hotel InterContinental i to tam przeniosła się większość dewizowych turystów, zaś Hotelowi International pozostali goście z państw socjalistycznych. Jego pozycja, a i stan stopniowo się pogarszały. Na początku lat 90., już po aksamitnej rewolucji, hotel został sprzedany w ramach tzw. kuponowej prywatyzacji.

Nowi właściciele chcieli początkowo zdemontować i sprzedać prawie wszystko, co znajdowało się wewnątrz. Dyrekcji i pracownikom hotelu udało się jednak przekonać pryncypałów, by odstąpili od tych planów. Budynek został więc gruntownie zmodernizowany, m.in. we wszystkich 254 pokojach zamontowano klimatyzację, odnowiono również sale konferencyjne, jednak większość socrealistycznego wyposażenia pozostało na miejscu i służy do dziś.

— Dopiero przy okazji tego remontu w 1996 r. znaleziono poukrywane w pokojach kamery i urządzenia podsłuchowe, które musiały zostać zamontowane jeszcze w latach 50. lub 60. — ujawnia Zdeněk Kovařík, jeden z byłych menedżerów hotelu.

Ostatnią modernizację wnętrz przeprowadzono dwa lata temu, część noclegową powiększono wtedy o 24 pokoje. Już wtedy Hotel International znajdował się na liście narodowych zabytków kultury w Republice Czeskiej, na którą został wpisany w 2000 r. Starszy brat socjalistycznego gmachu z Pragi, czyli nasz Pałac Kultury i Nauki, na to, by zostać zabytkiem, musiał czekać do 2007 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Bartłomiej Mayer

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Sen szalonego cukiernika