Służba męska we frakach

Jacek Konikowski
opublikowano: 23-01-2007, 00:00

Śladu nie ma po luksusie, obcych językach, dyplomacji, arystokracji. I grubych rachunkach. To letarg Hotelu Europejskiego. Szykuje się przebudzenie.

Jedna gwiazdka odpadła. Zostały trzy. I te na wyrost. Obrotowe drzwi wykręcono. I dobrze, bo i goście się nie kręcą. Wewnątrz mizeria podrzędnego hotelu. Stare dywany, olejne lamperie. Naftalina. A przecież kiedyś…

Windy i kaloryfery

To było tak. Pod koniec XVI wieku warszawski mieszczanin Siemiołek siał żyto na podmiejskim poletku. Pewnego dnia mu się przyfarciło. Kasztelan kupił je za tyle, że dzielny Siemiołek nabył kamienicę. A kasztelan Lubomirski postawił pałac. Po dwóch wiekach, w 1804 roku, odkupił go stolarz Gerlach i zamienił w „dom zajezdny” — z kawiarnią i cukiernią. Jakiś czas w Hotelu Gerlacha mieściła się Zachęta. Do czasu rozbiórki.

Za sprawą nowego właściciela, hrabiego Przeździeckiego, na jego miejscu stanął Hotel Europejski. Pierwszy w Warszawie prawdziwy hotel, drugi w Polsce (po poznańskim Bazarze). Już sama budowa wzbudzała emocje: „Środkowa część gmachu, tj. kassowa z westybulem ogrzewana będzie kaloryferami!” — obwieszczała w 1854 roku „Gazeta Warszawska”. A gdy w 1857 roku wstęgę przecięto i podwoje otwarto… „Pierwsza rzecz, która uderza po wejściu do hotelu to dwie windy hydrauliczne! Druga inowacya to podwójne drzwi w numerach. Gwarantuje ona ciszę lokatorowi i swobodne korzystanie z korytarza, na którym, rzecz to zaiste niepojęta, położono dywan. Wszędzie poprowadzone oświetlenie i kanalizacye. Właściciele oparli się projektom zainstalowania ogrzewania centralnego. Bo nowość ta ma więcej stron złych aniżeli dobrych. Wysusza ono nadmiernie powietrze, co powoduje wysychanie skóry i obniżenie jej elastyczności” — donosił „Kurier”. A „Gazeta Warszawska” pisała: „W pokoju sypialnym wszystkie potrzeby do damskiej toalety, umywalnie mahoniowe z Wrocławia sprowadzone, dotąd tu nieznane”. Co więcej: „Służba hotelowa ma obowiązek sprzątania codziennie numerów”, a „W sali jadalnej czeka gości atrakcja: wszystkie pisma periodyczne warszawskie. Rzecz to nowa i niesłychana dotąd”.

To, że po gości wyjeżdżał na dworzec hotelowy omnibus, zaskakuje nawet współczesnych hotelarzy. Innymi słowy: Hotel Europejski był cudem techniki i wytworności. Bolesław Prus (to właśnie w Europejskim Wokulski wydał bankiet z okazji poświęcenia magazynu) w swoim kajecie zanotował: „Służba męska we frakach, żeńska w balowych sukniach, a kto stanie w Europejskim, zobaczy to samo, co by widział za granicą, a mniej wyda pieniędzy”.

Bohema, clubbing

Hotel latami tętnił wytwornym życiem. Któż w nim mieszkał czy bywał! Adamowi Chmielowskiemu pozowała tam Helena Modrzejewska, Józef Chełmoński miał atelier na poddaszu. Przez długi czas w Europejskim mieszkali Stanisław Witkiewicz i Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Nieprzypadkowo. Właściciele hotelu wspierali bohemę, która eleganckim wnętrzom dodawała intelektualnego kolorytu.

Jan Kiepura miał w Europejskim ulubiony narożny pokój, z widokiem na pomnik księcia Poniatowskiego. Często wychodził na balkon i urządzał wielbicielom bezpłatne koncerty. W hotelowej kawiarni spotykali się: Klub Pickwicka oraz członkowie Klubu Piernika, w którym rej wodził Władysław Reymont. Wieniawa Długoszowski siadał przy oficerskim stoliku, aby po chwili urwać się na pogawędkę z Tuwimem. W przykawiarnianym ogródku można było spotkać marszałka Piłsudskiego: po udanych ucieczkach przed ochroną zabierał córki na ciastka.

Zdarzały się sceny jak z Bonda. Oto „Kurier”: „Chory psychicznie hrabia Dąbski przywiózł walizy wyładowane amunicją i dubeltówkami. W nocy wydostał się na dach hotelu i ostrzeliwał Krakowskie Przedmieście. Po długim oblężeniu udało się obezwładnić szaleńca”.

A restauracja! Kelnerzy mieli obowiązek władania trzema językami.

— Do przekąsek były specjalne wózki. Na każdym — 12 rodzajów potraw. Kelner podjeżdżał do stołu, a gość wybierał, na co miał ochotę. Szwedzki stół na kółkach. Zupełna nowość — mówi Stanisław Gawlak, przedwojenny pikolak.

W „Europie” miewał początek szlak imprezowy międzywojennej stolicy. Clubbing zaczynało się od dwóch wódek zakrapianych wermutem w hotelowej kawiarni, by z upływem wieczoru zmieniać lokale na coraz mniej wykwintne.

Niemcy, bajzel i panienki

Wojna nie oszczędziła hotelu. Niemcy zburzyli go po upadku powstania warszawskiego. Wcześniej wciąż był otwarty — jako hotel dla oficerów Wehrmachtu. Niemcy zmusili wręcz właścicieli do jego dalszego prowadzenia. Na własny koszt. Zgodzili się też, aby pracowała w nim ta sama polska obsługa, co przed wojną. W hotelowej restauracji stołował się Wilm Hosenfeld, oficer, który uratował Władysława Szpilmana. Ale nie uchroniło to wielu Czetwertyńskich przed obozami i więzieniami.

Po wojnie Stefan Czetwertyński po powrocie z oflagu dostał zgodę ówczesnych władz na odbudowę hotelu. Uruchomił restaurację. Nie minęły dwa lata, a „państwo” wywłaściło właściciela, szacując wartość budynku na… zero złotych. Hotel odradzał się w bólach. „Sto procent normy” nie dotyczyło ruin przy Krakowskim Przedmieściu. Odbudowę odwlekano z roku na rok. Nic dziwnego: wszak było to „gniazdo reakcji i dekadentyzmu”. Co ciekawe, ówczesna prasa widziała to inaczej. „Prawie ćwierć miliona dolarów tracimy rocznie wskutek opóźnienia robót” — lamentował w 1960 roku Wojciech Natanson na łamach „Stolicy”.

Rok później Europejski przyjął pierwszych gości — m.in.: Artura Rubinsteina, Indirę Gandhi, senatora Roberta Kennedy’ego, księcia Fajsala czy ekipę prezydenta Nixona. Najkrócej gościła Marlena Dietrich. Po kwadransie przeniosła się do Bristolu, gdzie w pokoju były ponoć większe szafy, zdolne pomieścić zawartość jej kufrów.

W hotelowej restauracji i kawiarni znowu pojawili się profesorowie uniwersyteccy, artyści i politycy. Zabrakło pułkowników. W kawiarni hotelowej na fortepianie grywał Wiktor Osiecki, ojciec Agnieszki. Ludwik Sempoliński napisał w książce skarg i zażaleń: „Jednego dnia nie mogę się obejść bez kawiarni”. Poranną kawę (i koniak) pijał Józef Cyrankiewicz.

Po południu zaś i wieczorem wpadali handlarze i czarnogiełdziarze. „Wieczorem, w Europejskim zasiadają szulerzy i bajzel pierwszego sortu. O tej porze przy stoliku w restauracji rezyduje piękna Iza, pierwsza kurtyzana stolicy. Dopiero wieczorem w kawiarni zasiada szef koników — jego ludziom wstęp tutaj jest wzbroniony. Szef organizuje dolary, czasem złoto” — donosiła „Trybuna Ludu”.

Fakt, że do czasu otwarcia hotelu Victoria rezydowały tu najdroższe „panienki”, a na początku lat 70. po raz pierwszy w powojennej Polsce pokazano striptiz!

Kelnerzy mogli liczyć na sowite napiwki. Ku utrapieniu kolegów z sąsiedniego Bristolu, którzy musieli zaszywać kieszenie... Gomułka zakazał brania napiwków, a w hotelach i restauracjach, z wyjątkiem Europejskiego, wisiała tabliczka: „Uprasza się o niezostawianie napiwków. Ich wręczanie uwłacza godności człowieka pracy”.

Będzie lux

Historia kołem się toczy. Po 14 latach zmagań sądowych hotel wrócił do rodziny Czetwertyńskich. Oprócz gmachu spadkobiercy dawnych właścicieli dostali także prawie 35 mln zł odszkodowania — za to, że Orbis przez kilkanaście lat prowadził hotel bez żadnej umowy. Co dalej?

— Hotel stanie na nogi. Chcemy, by już za kilka lat Europejski był nie tylko najbardziej luksusowy w Polsce, ale także w Europie — zapewnia Loic Guibourge, prezes Hotel Europejski sp. z o.o.

Łatwo powiedzieć. 35 mln odszkodowania nie wystarczy, by przywrócić hotelowi blask i renomę. Na to potrzeba…

— 50 mln euro. Tyle pochłonie remont i przebudowa. Gotowa jest już dokumentacja inwestycji. Trzeba m.in. wyburzyć wewnętrzne ściany, aby ponaddwukrotnie powiększyć stosunkowo małe dziś pokoje. Ponadto w budynku wydzielimy część biurową oraz przestrzeń z luksusowymi mieszkaniami. Ich lokatorzy będą mogli korzystać z obsługi hotelowej — wylicza prezes Guibourge.

Zawrotna suma! Skąd ją wziąć?

— Szukamy partnera finansowego. Kilka firm wyraziło zainteresowanie współpracą. Liczę, że formalności zostaną zakończone do jesieni 2008 r. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to pod koniec 2010 r. do Hotelu Europejskiego wprowadzą się pierwsi goście — zapewnia prezes.

Być może więc znowu ktoś wpisze w hotelowej księdze słowa podobne do tych Edwarda Griega: „ Kiedy wybierałem się do Warszawy, straszono mnie, że tam niedźwiedzie po ulicach chodzą. Tymczasem ofiarowano mi gościnę w tak wytwornym hotelu, że i w Paryżu trudno o lepszy”.

Cieszył się chyba największą międzynarodową sławą spośród polskich śpiewaków tenorowych nie tylko międzywojnia. Wystąpił w 12 filmach muzycznych — polskich i zagranicznych. Przyjazdy Kiepury do kraju stawały się sensacją, a jego występy wywoływały spontaniczne wybuchy entuzjazmu. Jego światowa kariera i małżeństwo ze słynną ak†orką i śpiewaczką Marthą Eggerth było spełnieniem snu jak z powieści groszowej — bo Termin „hollywodzka historia” nie był jeszcze wtedy w modzie. „Chłopak z Sosnowca” — poza udzielaniem się na sali koncertowej — śpiewał także zgromadzonym na ulicy tłumom z balkonu Hotelu Europejskiego, również z dachu samochodu, z okna wagonu, nieraz także przemawiał do publiczności.

Hotel Europejski zawsze był nowoczesny. Tu zainstalowano w 1877 roku pierwsze w Polsce windy. Było oświetlenie gazowe, kanalizacja i bieżąca woda. W 1907 r. pojawiły się podwójne drzwi, na korytarzach dywany, a w „numerach” telefony. Za PRL była nawet telewizja satelitarna. I prasa zagraniczna, ale tylko dla gości — i ocenzurowana.

Europejski był drogi. Musiał być, aby zyskać na renomie. W międzynarodowych przewodnikach tylko ten hotel zaliczano w Polsce do hoteli luksusowych. Doba w pokoju w stylu Ludwika XVI kosztowała 100 zł (pensja nauczyciela). Reklama hotelu z 1937 r. zachęcała: ceny od 8 zł za dobę, 250 pokoi komfortowo urządzonych, 100 z łazienkami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Konikowski

Polecane