Snajper jak marzenie

Tadeusz Prusiński
opublikowano: 2005-09-20 00:00

Maniak paintballu — mówi o sobie Przemek Gerlaczyński. Z drużyną Aliens jeździ na zawody w kraju i Europie.

Przemek Gerlaczyński ze strzelania plastikowymi kulkami z barwnikiem utrzymuje się od pięciu lat. Teraz myśli o zatrudnieniu dwóch pracowników.

— Coraz trudniej ogarniać to, co robimy, we dwóch z bratem — przyznaje Przemek Gerlaczyński, właściciel firmy Sniper.

Wysoki, szczupły, z młodzieńczą brodą. 29 lat. Absolwent zarządzania po Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Jego młodszy o trzy lata brat skończył informatykę.

Znajomi nie wierzą

Pierwsze pieniądze na rozkręcenie Snipera dostał od matki. Jej dwumiesięczne wynagrodzenie szkolnej świetliczanki wystarczyło na cztery karabinki do paintballu. Teraz ma ich pięćdziesiąt. Rok po roku 80–90 proc. przychodów z powrotem wrzuca w firmę. Inwestuje. Na początku sierpnia otworzył w Olsztynie paintball park, drugi w Polsce.

— Nikt ze znajomych nie wierzy w ten paintball park. A ja tak, bo jest zapotrzebowanie na coś takiego — mówi z przekonaniem.

Są dwa rodzaje paintballu: w paintballu leśnym gracze ubrani są w mundury, a gra jest symulacją konfliktu zbrojnego. Natomiast w paintballu sportowym gracze walczą na polu o wymiarach 50 x 25 m. W parku Snipera przy al. Sikorskiego, w lasku obok hipermarketu Real, są dwa pola sportowe.

Kulki, quady, zorby

Dziesięć lat temu Gerlaczyński, ze świeżo odebranym dowodem osobistym, poszedł zarejestrować działalność gospodarczą. Wymyślił sieć bufetów w szkołach Olsztyna. W piątym roku działania szkolny biznes przestał być opłacalny.

Miał już wtedy swą pasję — paintball. Połączył przyjemne z pożytecznym i założył firmę — Sniper. Zaczynał od organizowania drobnych imprez integracyjnych. Teraz robi je dla dużych firm za duże pieniądze — od 10 do 20 tys. zł.

— W mojej branży to średnia półka, dla 50-100 osób. Wysoka półka, a więc impreza z wynajęciem hotelu i innymi atrakcjami, kosztuje od 50 tys. zł w górę — wyjaśnia Przemek Gerlaczyński.

Klientów przyciąga własnym sprzętem — dwoma autami terenowymi, dwoma quadami (motocykle czterokołowe), pięcioma wiatrówkami, sprzętem do organizacji strzelnic (kulochwyty, materace dla strzelców, różnego rodzaju wiatrówki), sprzętem alpinistycznym.

Problem w tym, że co roku inny sprzęt jest na topie. W zeszłym roku — paintball, w tym — quady, a za rok — prognozuje Przemek – pewnie zorby (kule sferyczne o średnicy 4 m, w których obraca się człowiek).

— Ludzie potrzebują coraz to nowych wrażeń — tłumaczy zainteresowanie takimi zabawami.

Sniper swój sprzęt wynajmuje też innym firmom. Zajmuje się również dystrybucją kulek paintballowych. Co sześć tygodni do Snipera jedzie z Włoch piętnaście palet z kulkami (na każdej 200 tys. sztuk). Kulka to utwardzona żelatyna z barwnikiem w środku.

Kowbojski rodowód

Idea paintballu zrodziła się w Stanach Zjednoczonych. Na amerykańskich farmach do znakowania bydła używano markerów — urządzeń pistoletopodobnych, strzelających kulkami z farbą. Ktoś wymyślił, że może być z tego biznes.

Zabawa ma status gry i coraz więcej zwolenników na świecie. Można powiedzieć, że są już armie paintballowych graczy. W USA jest ich 30 milionów, w Polsce trzy tysiące. Pogrupowani w 5-osobowe drużyny, a te w dywizjony, walczą ze sobą na zawodach — mistrzostwach Polski, Europy, świata.

Europa ma dwa dywizjony. Millenium grupuje drużyny zachodnioeuropejskie, Centurio — drużyny z byłych państw socjalistycznych i Austrii. W dywizjonie Centurio jest około dwustu drużyn. Aliens — 8-osobowy oddział Gerlaczyńskiego (trzech rezerwowych) w klasyfikacji generalnej dywizjonu Centurio zajmuje trzecie miejsce.

Goni Europę

— Polska w paintballu jest sześć lat za Europą, dziesięć za USA. Przed nami więc piętnaście- szesnaście lat wzrostu — mówi Przemek.

W Olsztynie Sniper ma czterech konkurentów, w Polsce — stu. Ale jego właściciel już się nie martwi, że firma splajtuje, bo miesiąc po miesiącu są przychody, a renoma rośnie.

— Jeżeli paintball park wypali, to zrobię obok i quad park. To jest wielka działka, 7 ha. Dzierżawię tylko 1,2 ha. Wezmę dodatkowy teren, pokopię rowy, porobię górki i inne przeszkody terenowe. Jak jest się kreatywnym, wiele można zrobić. Cóż mogę powiedzieć jeszcze...? Trzeba kreować swoje życie! Ja się cały czas nudzę — uśmiecha się.

Możesz zainteresować się również: