Solorz: po postępowaniu Elektrim wróci na GPW

Katarzyna Latek
opublikowano: 2008-08-06 10:25

Elektrimowi coraz dalej do bankructwa. Jego długi na liście opracowanej przez zarządcę to tylko 306 mln zł. Wierzyciele już piszą zażalenia.

Prawie rok po tym, jak sąd ogłosił upadłość Elektrimu, zarządca byłej giełdowej spółki zakończył pracę nad listą wierzytelności. Ci, którzy chcieli pieniędzy od „Elka”, są w szoku.

— Odtąd sierpień można śmiało nazywać miesiącem cudów elektrimskich — komentuje Aleksander Kobecki, doradca Vivendi.

Jedni się cieszą…
Wierzyciele domagali się w sumie od spółki 42,284 mld zł. Józef Syska, zarządca firmy, odmówił uznania. 41,97 mld zł — oszacował długi Elektrimu zaledwie na 306 mln zł.

Oznacza to, że firmie bez wątpienia starczyłoby pieniędzy na spłatę wierzycieli, i to bez redukcji. Rynkową wartość majątku wyceniano na różne sumy. W ostatnim piśmie, w którym sędzia wypowiadał się na temat wynagrodzenia dla zarządcy, padła kwota 828,32 mln zł. Jednak niektóre źródła (w tym „Parkiet”) pisały o majątku wartym 4,9 mld zł — powołując się na wycenę biegłego (nie została ona jednak dołączona do akt sądowych).

Mimo że w kasie pojawia się nadwyżka, Zygmunt Solorz-Żak — pośrednio większościowy udziałowiec Elektrimu, nie sądzi, żeby spółka szybko wróciła na giełdę.

— Lista już jest gotowa, ale sądzę, że do zakończenia postępowania jest jeszcze daleko. Spodziewam się teraz wielu zażaleń do sędziego — mówi Zygmunt Solorz-Żak.

Dodaje jednak, że podtrzymuje wcześniejsze plany dotyczące powrotu spółki na giełdę. Oczywiście, po zakończeniu postępowania.

…inni smucą
Dla spółki i jej akcjonariuszy wczorajsza wiadomość jest wyśmienita, choć przedstawiciele zarządu nie znaleźli czasu na udzielenie komentarza. Zgodnie z przewidywaniami Zygmunta Solorza-Żaka, najpoważniejsi wierzyciele szykują zażalenia. Są wśród nich Vivendi, obligatariusze Elektrimu, T-Mobile i skarb państwa. W niektórych przypadkach zarządca uznał nieznaczne kwoty roszczeń, związane np. z kosztami sądowymi.

Elektrim Telekomunikacja, czyli joint venture Elektrimu i Vivendi, zgłosił m.in. roszczenia sięgające 8,8 mld zł. Law Debenture Trust (LDT — powiernik obligatariuszy) dorzucił kilka wierzytelności. W tym była kwota główna obligacji, które zostały już spłacone — na takiej podstawie zarządca odmówił uznania roszczenia. Drugą znaczną wierzytelnością były 3 mld zł tzw. płatności końcowej. Zarządca również jej nie uznał. Identyczne roszczenie jak LDT złożył w imieniu obligatariuszy Citibank.

— Lista wymaga analizy. Jeśli potwierdzi się, że zarządca odmówił uznania wierzytelności zgłoszonych przez powiernika obligacji, to powiernik będzie dochodził swoich praw, korzystając ze wszelkich dostępnych środków prawnych, w tym złożenia sprzeciwu do sędziego komisarza — mówi Mirosław Obarski, przedstawiciel obligatariuszy.

Za uprawnionego wierzyciela zarządca nie uznał także Vivendi, które zgłosiło kilka wierzytelności — jako Vivendi Telecom i Vivendi. Ta druga firma zażądała prawie 7 mld zł i kolejne 2 mld odsetek. Pół miliarda chciał skarb państwa, z tytułu tzw. kontraktów tureckich.

Ciąg dalszy losów Elektrimu najszybciej zawsze na pb.pl