Spadki w USA wyhamowały pod koniec sesji

Przemek Barankiewicz
opublikowano: 2002-08-12 22:07

Nerwowo rozpoczął się nowy tydzień na światowych rynkach. Amerykańscy inwestorzy ciągle nie mogą dociec, czy dobre dla rynku byłoby cięcie stóp na wtorkowym posiedzeniu Fedu. Do głosu dochodzą zwolennicy tezy, że kolejna redukcja stanowiłaby dowód bezradności i paniki kierowanej przez Alana Greenspana instytucji. Do realizacji ubiegłotygodniowych zysków skłaniało także bankructwo US Airways i spekulacje, że podobna przyszłość czeka konkurencyjne linie lotnicze.

Pod koniec sesji indeksy za oceanem zdołały jednak odrobić większość strat. Słabsi od rynku byli przedstawiciele producentów półprzewodników. Analitycy Salomon Smith Barney obniżyli ocenę Intelowi, a specjaliści z CSFB dobili kursy Applied Materials i KLA-Tencor.

Dziennik „Wall Street Journal” uznał United Airlines za następnego potencjalnego bankruta i kurs przewoźnika stracił ponad 20 proc. W Europie nastroje jeszcze pogorszyły dane z londyńskich lotnisk, które dowodzą, że ludzie nadal boją się podróżować w powietrzu. Akcje British Airways spadły o 4 proc., a Lufthansy o 5 proc. Spadły notowania producentów samolotów: Boeinga i EADS.

Na całym świecie sprzedawano akcje spółek finansowych. W USA przeceniono Citigroup i JP Morgan, która przewodziły wzrostom w ostatnich dniach. Początkowo wyjątkiem był Commerzbank. Później jednak właściciel polskiego BRE Banku zaprzeczył prasowym spekulacjom na temat możliwego przejęcia przez HVB Group, który kontroluje krakowski BPH PBK, co wywołało zniżkę jego notowań. Jeszcze gorzej było wśród ubezpieczycieli. Najsłabszy okazał się Zurich Financial, którego upadek WorldComu może kosztować aż 100 mln USD.

Dalsza koniunktura zależy od wtorkowej decyzji Fedu, a zwłaszcza komentarza ją uzasadniającego. W środę kończy się natomiast okres zatwierdzania sprawozdań przez zarządy w USA. Do tego czasu istnieje ryzyko ich weryfikacji.

ONO