Spekulowanie daje i odbiera

opublikowano: 20-01-2022, 20:00

Mimo nadrabiania miną, władcy państwa są przerażeni potencjalnymi skutkami politycznymi przybierającej fali… nie, tym razem nie chodzi o zmutowanego koronawirusa, lecz o inflację.

Dlatego intensyfikują kampanię propagandową chowania pod dywan ważnego wątku inflacji popytowej, będącej konsekwencją naruszenia w Polsce równowagi pieniężnej wrzucaniem do obiegu pustych miliardów. Program osłonowych tarcz antycovidowych został całkowicie wyprowadzony poza konstytucyjny system finansów publicznych. Obok oficjalnego budżetu dodrukowano w różnych funduszach już co najmniej 350 mld zł i ta skumulowana kwota z każdym rokiem systematycznie rośnie. Dla porównania – w finalizowanej właśnie przez Sejm ustawie budżetowej na 2022 r. oficjalnie zapisane wydatki sięgają prawie 522 mld zł. Władcy bardzo nieuczciwie przekierowują fatalne nastroje społeczne na inflację wyłącznie kosztową, i to zawężoną do importowanej.

Chłopcem do bicia przez PiS i TVP – oba podmioty dawno się stopiły – stał się unijny ETS (Emissions Trading System). Rząd zapowiada podjęcie próby rewizji tego systemu, na co nie ma żadnych szans, albowiem wymagałoby to przecież zmiany aktów prawnych, współtworzonych przez Parlament Europejski oraz ministerialną Radę UE. Samo pogadanie sobie prezydentów/premierów na marcowym szczycie Rady Europejskiej nic nie da. Bardzo wstydliwa i całkowicie zamiatana pod dywan przez PiS jest okoliczność, że Polska stała się największym w Unii Europejskiej… handlarzem własnych gratisowych uprawnień. Od 2017 r. wskoczyliśmy na podium, zaś w 2020 r. zepchnęliśmy z pierwszego miejsca największe Niemcy. Notabene rząd sprzedaje polskie uprawnienia przez lipską European Energy Exchange (EEX). Na przykład w ostatniej aukcji w grudniu 2021 r. poszły one po 76,38 EUR za tonę dwutlenku węgla. W sumie w minionym roku rząd sprzedał ponad 105 mln uprawnień przemysłowych oraz 114 tys. uprawnień lotniczych. Budżet 2021 uzyskał z ETS około 5,6 mld EUR, czyli po przewalutowaniu ponad 25 mld zł. W ciągu dekady ten dochodowy strumień na pewno przekroczy rozmiary 100 mld zł.

Nawet taka dość nowoczesna elektrownia węglowa, jak w Jaworznie, należąca do grupy kapitałowej Tauron, potrzebuje unijnych pozwoleń emisyjnych.
Radoslaw Kazmierczak

Ze względu na węglową strukturę nasza energetyka jest z definicji ogromnym biorcą uprawnień emisyjnych. Dlatego wyprzedawanie na lipskiej giełdzie przyznanej państwu puli gratisowej to jednak decyzyjna paranoja. Jedynym jej sensem jest czysto księgowe zwiększanie dochodów budżetu, przynajmniej tego objętego ustawą. Ale jeśli już tak się źle dzieje, to wszystkie spekulacyjne dochody z ETS przynajmniej powinny być pieniędzmi „znaczonymi”, kierowanymi w całości na kosztowne zazielenianie krajowej energetyki. Niestety, władcy traktują je jako źródło łatania budżetowej dziury i finansowania rozdmuchanych programów społecznych. Notabene Polska jest także beneficjentem specjalnego unijnego mechanizmu solidarnościowego, czyli otrzymywania pewnej puli bezpłatnych uprawnień emisyjnych. Tych na szczęście rząd nie może na giełdzie w Lipsku spekulacyjnie opchnąć.

Reasumując – za znaczną część podwyżek rachunków za energię elektryczną odpowiadają bezpośrednio władcy kraju. Mają przecież możliwości unowocześniania energetyki budżetowymi pieniędzmi z różnych źródeł, również tymi z giełdowej sprzedaży pozwoleń ETS, która sama w sobie jest operacją niepojętą. Postawili jednak na wspieranie elektrowni węglowych pieniędzmi ściąganymi od odbiorców prądu. Bardzo czytelnym dowodem stało się np. dopisanie do konsumenckich rachunków tzw. opłaty mocowej. Obecnie tzw. Polski Ład rzecz jasna bezpośrednio w nich nie wystąpi, ale pośrednio…

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane