Miniony tydzień pokazał, jak ważną rzeczą jest, ażeby nie ulegać emocjom i rozmaitym naciskom. Poniedziałkowa sesja wydawała się spełniać czarne proroctwa wszystkich wieszczących silną korektę, jednak w rzeczywistości była bezlitosną pułapką zastawioną na posiadaczy akcji.
Trzeba przyznać, że przecena na małych i średnich spółkach wyglądała groźnie i przywołała wspomnienie zeszłorocznej korekty majowej. Przypomniała jednak raz jeszcze, jak łatwo można popełnić błąd, sprzedając akcje w panice.
Na samym początku przeceny zazwyczaj trudno określić, czy mamy do czynienia ze zmianą trendu, czy też to tylko niegroźna korekta. A korekty są niezbędnym elementem zawartym w sinusoidzie trendów. Co więcej — w bardzo silnych trendach wzrostowych korekty powinny być wypatrywane i postrzegane jako okazje do zakupów, a nie traktowane jak zło konieczne.
Nie należy od razu popadać w drugą skrajność i przekonywać, że „korekta przyjść musi”. Tyle że w silnym trendzie korekta dla graczy długoterminowych nie stanowi większego zagrożenia, zaś dla wytrawnych graczy krótkoterminowych to raczej pożądana okazja niźli niebezpieczeństwo.
Taka właśnie okazja pojawiła się w zeszły poniedziałek i wykorzystali ją kupują- cy. Oczywiście, każda korekta niesie zagrożenie, że właśnie ona zakończy dotychczasowy trend, jednak jedna z giełdowych zasad mówi, że kontynuacja trendu jest bardziej prawdopodobna niż jego zmiana.
Ta konkluzja działa na korzyść obecnego trendu, który trwa od połowy 2003 r., a zaczął się z 1000 pkt na WIG20. Reszta zależy od naszej strategii i tego, do jakiej grupy inwestorów chcemy się zaliczać. Wydaje się to dość banalne, jednak jeżeli ktoś nie ma własnej strategii i nie wie, czy ma reagować na sygnały krótko- czy długoterminowe, to jego zguba jest wcześniej czy później bardzo prawdopodobna.