Zjawia się znienacka lub tropiony latami. Pozwala zapomnieć o świecie lub odwrotnie: przypomina to, co miłe, dobre, ciepłe. Ulubiony mebel, czajnik, świecznik. Rzecz — po prostu.
1.
Wojciech Chybowski,
prezes PentaComp
Systemy Informatyczne
Ten czajnik stał najpierw długo w domu, w końcu przyniosłem go do pracy. Wtedy nabrał znaczenia. Zyskał na wartości przez pozytywną energię, jaką niewątpliwie roztacza, gdy się przy nim siada. Ale najpierw rytuał: rano i po południu w całej firmie unosi się woń parzonej herbaty. Co dzień innej, bo lubię eksperymentować ze smakami. Mieszam gatunki i parzę. Dzięki tej atmosferze pomysły same przychodzą. Wystarczy je tylko ogarnąć i poukładać. A to za sprawą jednego, niepozornego czajniczka z gliny, z rączką owiniętą rózgami… Stoi na honorowym miejscu — na moim biurku.
2.
Andrzej Pągowski,
plakacista, właściciel kreatywnej agencji reklamowej Kreacja Pro
Lubię ładne przedmioty. Zwłaszcza designerskie, bo są dopracowane w szczegółach. Do moich ulubionych należy fotel o nazwie Spring, który dostałem kilka lat temu od żony — na imieniny. Pochodzi z numerowanej serii i jest opatrzony liczbą 18 000. Zaprojektował go w 1990 r. Massimo Scolari dla włoskiej firmy Giorgetti.
Wykonany z litego polerowanego buku, ma oparcie z intarsjami z hebanu. Co ważne dla mojej wygody: jest ono ruchome, dzięki czemu dostosowuje się do pozycji pleców. Siedzisko, z wierzchu pokryte skórą, wykonano z poliuretanu, dlatego nie ulega odkształceniom. Dzięki temu fotel od lat wygląda tak, jakby właśnie wyjechał z fabryki.
Cieszy mnóstwem starannie dopracowanych detali: podstawą zbudowaną z pięciu ramion, z kółkami osłoniętymi drewnem. Na każdym ramieniu znajduje się aluminiowa wstawka do opierania stóp. Podłokietniki i oparcie połączono z siedziskiem litym bukowym elementem, w którym ukryto metalowy mechanizm zapewniający dodatkową sprężystość i elastyczność ruchów oparcia, dostosowującego się do pleców.
To wszystko sprawia, że siedząc w nim i pracując, czuję się dopieszczony. Dodatkową frajdę sprawia mi to, że fotel jest sygnowany czyimś nazwiskiem. Że ktoś pomyślał, żeby zrobić coś sprawiającego przyjemność oczom i służącego z pożytkiem przez długie lata!
A ktoś inny pomyślał, by mi poprawić komfort pracy i mi go sprezentował…
Beata Gessel,
wspólnik zarządzający kancelarią prawniczą Gessel
Smoczyca zjawiła się w moim życiu znienacka. Któregoś dnia przyszłam do domu, a ona już siedziała nad kominkiem. Wielka, z blachy, z czterema odnóżami zakończonymi chwytakami z izolatorów elektrycznych — dwóch czarnych i dwóch białych. Jak śmiał się autor rzeźby, amator spawania i właściciel restauracji w Bukowinie, zwłaszcza te czarne izolatory bardzo rzadko spotyka się w przyrodzie. Smoczyca to świecznik, który dostałam w prezencie. Długo nie mogłam się do niego przyzwyczaić, ale teraz nie wyobrażam sobie bez niego mojego domu. Autor rzeźby-świecznika, jak sam siebie określa: „spawacz estradowy”, sporządził również byka zdobiącego budynek warszawskiej giełdy. Jego prac nie da się nie zauważyć.
4
Magdalena Grzybowska,
tenisistka, menedżer sportowy, wydawca miesięcznika „Tenis”
Bardzo lubię swój regał z pamiątkami. Nie ma na nim sombrero z Meksyku ani wieży Eiffla —kryje zbieraninę drobiazgów z mego życia. Każda rzecz przypomina mi o kimś bądź o czymś. Książka, którą ktoś mi podarował, figurki, obrazki... Również pamiątki z turniejów: akredytacje z moim nazwiskiem, gadżety, długopisy z hoteli, w których się zatrzymywałam. Są również pamiątki ze studiów. Nie gromadzę maniakalnie, bo lata spędzone na walizkach nauczyły mnie cenić wygodę, a im więcej zabiorę pamiątek, tym ciężej będzie nieść walizkę.
Ten regał z pamiątkami to jedyne, co przywędrowało ze mną z Krakowa do nowego lokum w Warszawie. Oprócz niego wszystko tutaj jest nowe: mieszkanie, meble, życie… Choć przyzwyczajenia dawne. Większość czasu spędzam w podróżach. W tym roku dwa miesiące mieszkałam w USA, miesiąc w Australii. Jedyne, co przywożę z tych wypraw, to przedmioty —często zgromadzone przypadkowo — które w różny sposób i z różnych powodów znalazły się w moich rękach. Położone później na regale, przypominają mi minione sytuacje.
5
Krzysztof B. Kruszewski,
prezes i dyrektor generalny MillwardBraun SMG/KRC
Nie myślałem nigdy w kategoriach: mój ulubiony mebel. Może to banalne, ale dla mnie najważniejszy i najlepiej kojarzący się pozostaje stół. Stary, dostałem go od babci. Pochodzi jeszcze sprzed czasów okupacji. W normalnej wersji to zwyczajny, duży stół. W wersji biesiadnej — gdy go się rozłoży —przybiera gigantyczne rozmiary. Mieści się przy nim co najmniej kilkanaście osób. Przy tym stole odbywają się wszelkie spotkania. Pamięta najważniejsze wydarzenia w naszym domu — huczne imprezy, popijawy itp. Pamięta również wiele innych rzeczy… Ale to już tajemnica.
