Społeczeństwo nie pamięta, gdyby w ulicznym sondażu zapytano o konkretny dzień uchwalenia Konstytucji RP, to odpowiedzi prawidłowe nie przekroczyłyby 1 proc., w sam rok trafiłoby może 15-20 proc. respondentów. Datę znają politycy, ale np. obecni władcy kraju demonstracyjnie nie chcieli o niej pamiętać. Uroczystość w Sali Kolumnowej Sejmu zorganizowała opozycja i wyłącznie ona wzięła w niej udział. Lejtmotywem konferencji była perspektywa startu w wyborach parlamentarnych w 2023 r. – w zjednoczonym bloku czy w kilku. Skoro taki wątek zdominował jubileusz, to oczywistością była nieobecność strony rządowej oraz wyzerowanie 25-lecia fundamentu III RP przez PiS i zasilaną miliardami upartyjnioną tubę propagandową – TVP.
Tuż przed jubileuszem PiS rzuciło pomysł nowelizacji tak bardzo nielubianej Konstytucji RP. Jej twórcy postawili jednak w 1997 r. wysokie progi przed koniunkturalnymi zmianami. Nowelizację Sejm uchwala większością 2/3 (czyli teoretycznie 307 głosami), zaś Senat zatwierdza ten sam tekst, bez możliwości wprowadzania poprawek, większością bezwzględną (czyli teoretycznie potrzeba 51 głosów). Dobrze zabezpieczona Konstytucja RP nie jest jednak niewzruszalna absolutnie. W minionym ćwierćwieczu najpierw poprawiono dwie oczywiste literówki, zaś w latach 2006 i 2009 dwie korekty jednak zostały wprowadzone – objęcie polskich obywateli europejskim nakazem aresztowania oraz zakaz kandydowania do parlamentu skazanych z oskarżenia publicznego na więzienie za przestępstwo umyślne. Oba przykłady potwierdzają, że warunkiem powodzenia jest sensowność zmiany oraz osiągnięcie ponadpartyjnej zgody.

Niestety dla władców obecnie do zmian zabrali się od jak najgorszej strony. Warunkiem wstępnym powodzenia jest zebranie pod projektem podpisów posłów – potrzeba co najmniej 92 – ze wszystkich klubów. Tymczasem jeśli obiecany projekt wreszcie wpłynie, to z podpisami wyłącznie klubu PiS – tym samym jego losy już na starcie będą przesądzone, ustawa nawet nie wyjdzie do Senatu. Jedynym nadającym się do dyskusji punktem byłoby wyjęcie wydatków zbrojeniowych z rygoru zapisanego w konstytucyjnym art. 216 ust. 5: „Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto”. Jako głosujący w 1997 r. w referendum konstytucyjnym na TAK – osobiście nie zgadzam się na zniesienie tej bariery. 25 lat temu długo się wahałem, mój konstytucyjny wstręt wywoływało np. utrzymanie Senatu – oczywiście wtedy bez jakichkolwiek odniesień do jego oblicza w konkretnej kadencji! – który w państwie unitarnym, a nie federalnym z definicji jest ustrojową zakałą. Za moim TAK przeważyły właśnie zapisy finansowe, które miały przeciwdziałać przekleństwu hiperinflacji. Jeśli PiS planuje zwiększenie wydatków na armię, musi pieniądze wygospodarować. W rozbuchanych bez opamiętania od 2015 r. wydatkach publicznych leżą naprawdę grube miliardy, które można przesunąć na militaria bez tykania jubilatki.