Srebrny jubileusz demonstracyjnie zlekceważony

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-04-03 20:00

Konstytucja RP, uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe 2 kwietnia 1997 r., ukończyła w sobotę 25 lat, jednak rocznica przebiegła nie tak, jak zasługiwała.

Społeczeństwo nie pamięta, gdyby w ulicznym sondażu zapytano o konkretny dzień uchwalenia Konstytucji RP, to odpowiedzi prawidłowe nie przekroczyłyby 1 proc., w sam rok trafiłoby może 15-20 proc. respondentów. Datę znają politycy, ale np. obecni władcy kraju demonstracyjnie nie chcieli o niej pamiętać. Uroczystość w Sali Kolumnowej Sejmu zorganizowała opozycja i wyłącznie ona wzięła w niej udział. Lejtmotywem konferencji była perspektywa startu w wyborach parlamentarnych w 2023 r. – w zjednoczonym bloku czy w kilku. Skoro taki wątek zdominował jubileusz, to oczywistością była nieobecność strony rządowej oraz wyzerowanie 25-lecia fundamentu III RP przez PiS i zasilaną miliardami upartyjnioną tubę propagandową – TVP.

Tuż przed jubileuszem PiS rzuciło pomysł nowelizacji tak bardzo nielubianej Konstytucji RP. Jej twórcy postawili jednak w 1997 r. wysokie progi przed koniunkturalnymi zmianami. Nowelizację Sejm uchwala większością 2/3 (czyli teoretycznie 307 głosami), zaś Senat zatwierdza ten sam tekst, bez możliwości wprowadzania poprawek, większością bezwzględną (czyli teoretycznie potrzeba 51 głosów). Dobrze zabezpieczona Konstytucja RP nie jest jednak niewzruszalna absolutnie. W minionym ćwierćwieczu najpierw poprawiono dwie oczywiste literówki, zaś w latach 2006 i 2009 dwie korekty jednak zostały wprowadzone – objęcie polskich obywateli europejskim nakazem aresztowania oraz zakaz kandydowania do parlamentu skazanych z oskarżenia publicznego na więzienie za przestępstwo umyślne. Oba przykłady potwierdzają, że warunkiem powodzenia jest sensowność zmiany oraz osiągnięcie ponadpartyjnej zgody.

Pamiątkowa plakietka zawierająca fragmenty z obszernej preambuły z 2 kwietnia 1997 r.: (…) my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej (…) ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej (…) Fot. KPRP/ARC

Niestety dla władców obecnie do zmian zabrali się od jak najgorszej strony. Warunkiem wstępnym powodzenia jest zebranie pod projektem podpisów posłów – potrzeba co najmniej 92 – ze wszystkich klubów. Tymczasem jeśli obiecany projekt wreszcie wpłynie, to z podpisami wyłącznie klubu PiS – tym samym jego losy już na starcie będą przesądzone, ustawa nawet nie wyjdzie do Senatu. Jedynym nadającym się do dyskusji punktem byłoby wyjęcie wydatków zbrojeniowych z rygoru zapisanego w konstytucyjnym art. 216 ust. 5: „Nie wolno zaciągać pożyczek lub udzielać gwarancji i poręczeń finansowych, w następstwie których państwowy dług publiczny przekroczy 3/5 wartości rocznego produktu krajowego brutto”. Jako głosujący w 1997 r. w referendum konstytucyjnym na TAK – osobiście nie zgadzam się na zniesienie tej bariery. 25 lat temu długo się wahałem, mój konstytucyjny wstręt wywoływało np. utrzymanie Senatu – oczywiście wtedy bez jakichkolwiek odniesień do jego oblicza w konkretnej kadencji! – który w państwie unitarnym, a nie federalnym z definicji jest ustrojową zakałą. Za moim TAK przeważyły właśnie zapisy finansowe, które miały przeciwdziałać przekleństwu hiperinflacji. Jeśli PiS planuje zwiększenie wydatków na armię, musi pieniądze wygospodarować. W rozbuchanych bez opamiętania od 2015 r. wydatkach publicznych leżą naprawdę grube miliardy, które można przesunąć na militaria bez tykania jubilatki.