Średni integratorzy: łatwiej w przetargach

Andrzej Ledwoch
17-11-1998, 00:00

Średni integratorzy: łatwiej w przetargach

Trudno o kontrakty z administracją

Rynek nie jest jeszcze nasycony rozwiązaniami informatycznymi wspomagającymi zarządzanie przedsiębiorstwem. Najwięcej kontraktów integracyjnych zawiera sektor finansowy, niełatwo współpracuje się na tym polu z administracją państwową. Liberalizacja zasad przetargów spowoduje, że być może bardziej będą się liczyć integratorzy średniej wielkości.

Jeszcze dwa lata temu użytkownicy zaawansowanych systemów informatycznych zapatrzeni byli w integrację sieciowo-systemową, w tej chwili bardziej interesują się aplikacjami. Oznacza to, że firmy i administracja nasyciły się sprzętem i teraz bardziej będą interesować się oprogramowaniem wspomagającym zarządzanie.

Tylko dla nielicznych

Nie jest jednak tak różowo. Zdaniem Gartner Group, firmy badającej rynki informatyczne, o prawdziwych kontraktach integracyjnych można mówić dopiero powyżej 11 mln złotych. W Polsce zaś aż 93 proc. kontraktów opiewało na mniej niż 1 mln zł. Z jednej strony oznacza to, że polski rynek kontraktów integracyjnych ma duże perspektywy rozwoju, z drugiej jednak, że ciągle jest niedojrzały i tylko nieliczni radzą sobie z jego obsługą. Do tej pory na polskim rynku łatwiej było działać dużym integratorom niż małym. Ci mniejsi mogli brać udział tylko w kilku przetargach w roku, bo nie stać ich było na wpłacenie większej liczby wadiów, na co mogli sobie pozwolić — korzystając z linii kredytowych — ci więksi.

— Zmiana ustawy o zamówienich publicznych liberalizuje sytuację podmiotów startujących do przetargu. Oczywiście standardowa umowa obejmuje wadium i zabezpieczenie należytego wykonania instalacji. Wadium oddawane jest jednak z odsetkami i wnosi się je na 45 dni, a nie na trzy miesiące, jak było pod rządami poprzedniej ustawy. Firmy ubezpieczeniowe chętnie udzielają pożyczek na ten cel, nie stosują tak szczegółowych procedur jak banki. Zabezpieczeniem zazwyczaj jest weksel in blanco — mówi Jerzy Bagiński, prezes średniej wielkości firmy integracyjnej NetLand.

Najmniej kontraktów w tej dziedzinie zawiera administracja państwowa i lokalna, wierząc, że lepiej jest utrzymywać (na poziomie budżetówki) sztaby informatyków, niż skorzystać z usług kosztownej firmy specjalistycznej. Być może jest to uzasadnione z punktu widzenia wydawania pieniędzy publicznych, ale niekoniecznie może wynikać z potrzeb informatycznych administracji.

Ból Bulla

Duża liczba takich kontraktów zakończyła się niepowodzeniem. Sztandarowym przykładem jest przetarg na informatyzację polskiego systemu podatkowego z 1989 roku. W połowie 1990 roku zawarto kontrakt z firmą Bull.

Termin zakończenia projektu przesuwano ośmiokrotnie. Wartość kontraktu zamknęła się kwotą ponad 100 mln USD. Umowa została zerwana w 1997 r. Innym przykładem jest system ALSO (Automation of the Labour and Social Welfare Organization).

Na początku lat 90. Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej zleciło firmie Coopers & Lybrand wykonanie projektu informatyzacji urzędów pracy i ośrodków pomocy społecznej. Na realizację programu przeznaczono blisko 50 mln USD, głównie z pożyczki Banku Światowego i Funduszu PHARE. Następnie umowę z Andersen Consulting i 2Si (400-500 mln USD) zerwano w 1998 r. Dalsza część tego kontraktu realizowana jest przez CSBI, należące do grupy ComputerLandu.

BĘDZIE LŻEJ: Liberalizacja ustawy o zamówieniach publicznych pomoże integratorom średniej wielkości. Łatwiej nam będzie startować w przetargach — mówi Jerzy Bagiński, prezes NetLandu. fot. ARC

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Andrzej Ledwoch

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Średni integratorzy: łatwiej w przetargach