Dlaczego z helikoptera? Absolwenta MBA rozpoznaje się po tym, że — opisując pozyskaną wiedzę — zawsze użyje anglojęzycznego terminu „helicopter view”.
MBA to takie studia — zapewniają absolwenci — które pozwalają spojrzeć na działalność firmy z dystansu, z góry. Dopiero oddalenie pozwala rozpoznać wpływy i zależności, określić słabe punkty, wreszcie wskazać sposoby usprawnienia działania organizmu — firmy.
No to wsiadajmy do helikoptera. W Gdańsku. Tutaj naucza menedżerów — lokowana w tym roku przez tygodnik „Wprost” w rankingu studiów MBA na trzecim miejscu w Polsce — Gdańska Fundacja Kształcenia Menedżerów.
Studia to za mało
Anna Łyczak-Czepukojć od dziesięciu lat pracuje w SAS jako przedstawiciel handlowy. Koordynuje marketing, promocję i sprzedaż w północnej Polsce.
— Ukończyłam skandynawistykę. To studia humanistyczne, na których nie uczą, jak pisać kontrakty, jak je negocjować. W SAS przeszłam wiele wartościowych szkoleń wewnętrznych. Nosiłam jednak w sobie przekonanie, że powinnam pogłębić wiedzę — opowiada Anna Łyczak-Czepukojć.
Studia magisterskie nie dały też wiedzy niezbędnej do zarządzania firmą dwóm medykom — Justynie Fox i Januszowi Kabacie.
Klucz do biznesu
Justyna Fox ukończyła studia medyczne w 1992 r. w Gdańsku. II stopień specjalizacji z chorób wewnętrznych przydaje się jej rzadko. Praca administracyjna zajmuje bowiem znacznie więcej czasu niż leczenie pacjentów. Justyna Fox jest zastępcą dyrektora ds. lecznictwa prywatnego centrum medycznego, kieruje też w nim gdańskim ZOZ. W praktyce — w skali roku — troszczy się o blisko 4 tysiące stałych pacjentów centrum, niewielu mniej trafiających z ulicy, prawie 50 lekarzy i średni personel.
— To, że jestem lekarzem, pomaga mi współzarządzać placówką medyczną — opowiada Justyna Fox. — Wydaje mi się, że mam predyspozycje do zarządzania, a i intuicję oraz zdrowy rozsądek. Potrzebuję jednak narzędzi. Po co wywarzać otwarte drzwi?
Janusz Kabata porzucił laboratoryjny fartuch w 1995 r. Wraz z kolegą — także pracownikiem naukowym gdańskiej Akademii Medycznej — zaczął prowadzić firmę. Jako fachowcy laboratoryjni dobrze byli rozpoznawani w Polsce, a nawet poza jej granicami — o biznesie wiedzieli jednak niewiele.
Balast braku wiedzy
Janusz Kabata zasiadł w zarządzie spółki, której posiadaczem był wówczas skandynawski koncern medyczny. Dziś Nova Medical, należąca do grupy międzynarodowych laboratoriów Medicover, bierze udział w tworzeniu pierwszej w Europie Środkowej i Wschodniej sieci laboratoriów medycznych. Dostarczają one usługi do siedmiu krajów — od odbiorców prywatnych począwszy, a na koncernach farmaceutycznych skończywszy. Dwa laboratoria Nova Medical w Polsce rocznie obsługują około 200 tysięcy pacjentów. Janusz Kabata jest dyrektorem ds. badań klinicznych i rozwoju, a jednocześnie pełnomocnikiem zarządu.
— Brak wiedzy biznesowej był balastem — Janusz Kabata wspomina pierwsze lata pracy.
O studiach MBA mówi jako o ważnej decyzji biznesowej. W oku błyska mu iskra pioniera.
— W obszar wiedzy laboratoryjnej wnosimy dzięki tym studiom elementy rozpoznane na Zachodzie: zarządzanie jakością czy technologie informatyczne — podkreśla.
Adam Makarski z Działdowa w województwie warmińsko-mazurskim planuje, że dyplom MBA powiesi na ścianie i powie wnukom: „Patrzcie. Dziadek w wieku 55 lat skończył renomowane studia”.
— I niech idą w moje ślady —śmieje się.
Żona szefa
Adam Makarski w 1989 r. rozstał się z Państwowym Ośrodkiem Maszynowym w Działdowie, gdzie piastował funkcję dyrektora technicznego. Otworzył własną firmę. Eltrim produkuje przewody elektryczne, ale i zajmuje się budownictwem szkieletowym oraz ogólnym. Zatrudnia blisko 150 pracowników. Niedawno Adam Makarski odebrał nagrodę Biznes Centre Club za budowę domów ekologicznych.
— Po 15 latach pracy w komunistycznym przedsiębiorstwie i 15 latach we własnej firmie sądziłem, że niewiele już mogę nauczyć się na studiach — wspomina Adam Makarski. — A jednak...
W studenckiej ławie obok Adama Makarskiego zasiadła jego żona, wieloletni nauczyciel geografii, od 6 lat na emeryturze.
— Żeby nie mieć Alzheimera, trzeba ćwiczyć mózg — żartuje Jadwiga Makarska. — To wyzwanie, ale są efekty i nieźle mi poszło...
W sierpniu państwo Makarscy złożyć mają końcową pracę. Zdaje się, że już teraz, nie tylko grzecznościowo, załoga Eltrimu zwracać się będzie do żony szefa: „szefowo”.
— Zasmakowała w biznesie. Będziemy wspólnie zarządzać firmą — zapewnia Adam Makarski.
Zastrzyk w szufladce
Dżamil Pruszak siedem lat temu ukończył na Uniwersytecie Gdańskim studia z zarządzania. Od pięciu lat i pół roku pracuje w firmie Dr. Oetker Polska. Kieruje działem marketingu handlowego.
— Na co dzień korzystałem w pracy z wiedzy teoretycznej, zdobytej podczas studiów — opowiada Dżamil Pruszak. — MBA dał mi nową perspektywę. Za kilka lat będę pewnie jednak potrzebował kolejnego zastrzyku wiedzy.
Rafał Mołas również studiował w Gdańsku. Ukończył Wydział Telekomunikacji na Politechnice Gdańskiej. Od III roku studiów pracował i szkolił się w kraju i poza jego granicami. Dziś ma 33 lata. Od 2001 roku pracuje w Brukseli, jako niezależny konsultant ds. wdrażania zintegrowanych systemów do zarządzania przedsiębiorstwem dla firm transportowych na terenie UE.
— Studia MBA systematyzują wiedzę. Poszufladkowały moje doświadczenia z 9 lat pracy, w tym 7 na Zachodzie — przekonuje Rafał Mołas.
Pragmatyzm i cena
Z szóstki studentów tylko państwo Makarscy wybrali na miejsce nauki Warszawę (studia prowadzi tam też od 2 lat, na zaproszenie Biznes Centre Club, Gdańska Fundacja Kształcenia Menedżerów). Działdowo, gdzie mieszkają, niemalże tyle samo kilometrów dzieli zarówno od Gdańska, jak i od Warszawy.
— O wyborze stolicy zdecydował fakt, iż tam zajęcia prowadzone w języku angielskim zawsze opatrzone były tłumaczeniem — opowiada Jadwiga Makarska.
Rafał Mołas swój wybór argumentuje krótko:
— Jeśli chcesz siedzieć w ławce z członkiem zarządu, jedź na studia do Warszawy. Jeżeli jednak chcesz poznać ludzi z regionu i poszerzyć wiedzę na dobrym poziomie, i za mniejsze pieniądze, zostań na miejscu — argumentuje.
Anna Łyczak-Czepukojć wahała się, czy opuścić Gdańsk.
— Jak wyjeżdżać, to dalej, może do Skandynawii — zastanawiała się.
— Dwuletnie studia MBA w Warszawie kosztowałyby mnie ponad 100 tys. zł, czyli trzykrotnie więcej, niż te same studia w Gdańsku — zimno skalkulował Dżamil Pruszak.
Trampolina
Czy studia MBA w Polsce stają się dla absolwentów trampoliną do awansu? A może okazją do znalezienia nowej pracy?
Anna Łyczak-Czepukojć i Dżamil Pruszak nie liczą na awans pionowy. Rokują jednak, że możliwy jest rozwój poziomy.
— Intryguje mnie rozwiązywanie zadań wspólnych dla całej firmy, działającej w różnych krajach — mówi Anna Łyczak-Czepukojć.
Janusz Kabata nie liczy ani na podwyżkę, ani na awans.
— Wyzwanie, które przede mną postawiono, jest satysfakcjonujące. Nie podbijam świata, ale wychodzę w region. Nadzoruję prowadzenie badań klinicznych w laboratoriach w Polsce i Rumunii — wyznaje.
— Firma ruszy z kopyta — Adam Makarski jest optymistą.
Rafał Mołas zastanawia się, czy już teraz wracać do Polski.
— Kto ma zmieniać Polskę na lepsze, jeśli nie my? — uśmiecha się.
Elita
Na plakacie wywieszonym w Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów, opiewającym korzyści ze studiowania MBA, już na trzeciej pozycji — zaraz po „dyplomie uznawanym na całym świecie” i „prestiżu w swoim środowisku” — czytamy: „nawiązanie nowych kontaktów”. MBA to niewątpliwie sieć nieformalnych powiązań. Na wspomnienie układu niczym Stowarzyszenie Ordynacka, MBA-owcy uśmiechają się.
— Inaczej zaczęły wyglądać moje kontakty z szefem naszego klienta, gdy ten dowiedział się, że, jak i on, studiuję MBA. Doceniliśmy się — wspomina Anna Łyczak.
Podczas studiów kusiły ją spotkania z ludźmi z innych branż.
— Ich doświadczenie było bardzo pomocne, a w mojej branży niekiedy nowatorskie — argumentuje. — Zakończyłam jednak studia z niedosytem kontaktów.
— Wspólny trud studiów staje się mandatem zaufania — mówi Janusz Kabata. — Jednemu z lekarzy, studiujących w systemie MBA, dałem kontakt, który być może zaowocuje nową, atrakcyjną pracą.
— Absolwenci MBA to elita — ludzie, którzy wyznają podobne wartości, wiedzą, po co studiowali i do czego dążą. Nie wywyższający się — kwituje Adam Mołas.