Od końca czerwca przeprowadzono 10 emisji obligacji korporacyjnych. Dominują w tym gronie stali bywalcy – firmy działające na rynku nieruchomości oraz windykacyjne i faktoringowe.
– Emisji praktycznie nie ma. W trzecim kwartale było kilka wyjątków zazwyczaj związanych z refinansowaniem długu. Kierowane były one do wąskiego grona inwestorów - albo banki brały na książkę, albo PFR, albo EBOiR. Takich emisji, gdzie firma wchodzi na rynek i robi szeroką ofertę do inwestorów instytucjonalnych nie ma wcale – mówi Emil Szweda, twórca serwisu Obligacje.pl.
Dwukrotnie po finansowanie sięgał Incepti Development, pozyskując 4,9 mln zł w sierpniu oraz 4,4 mln zł we wrześniu na zakup ziemi w Krakowie. Za drugim razem musiał już podnieść stałe oprocentowanie obligacji z 10 do 11 proc. We wrześniu Echo Investment pozyskało 25 mln zł, oferując oprocentowanie na poziomie WIBOR 6M plus 4 pkt proc. Niższą marżę, bo 3,3 pkt proc. ponad WIBOR3M, udało się uzyskać Krukowi w sierpniu.
– Emitentów z jednej strony odstraszają koszty odsetkowe, które są dwukrotnie wyższe niż rok temu. To jest grubo powyżej 10 proc., a nawet 14 proc. Trzeba mieć mocny biznes, żeby po takie finansowanie móc sięgać. Z drugiej strony nie ma też kupujących. Cały czas są umorzenia w funduszach dłużnych, więc nie ma tam pieniędzy, aby brać udział w nowych emisjach. Dlatego rynek stanął – mówi Emil Szweda.
We wrześniu z funduszy dłużnych (gros ich aktywów to obligacje skarbowe, ale część stanowią też obligacje firm) odpłynęło 0,8 mld zł, co dało łączne aktywa na poziomie 78 mld zł. A jeszcze w zeszłym roku było tam ponad 100 mld zł.
– Trzeba pamiętać, że nie widzimy całego rynku, bo są fundusze private debt – widzimy tylko w rejestrze emisji obligacji, że takie emisje się pojawiają. Aktywa tych funduszy w Polsce też się kurczą. Na świecie jest to bardziej popularne. Rentier [FIZ z grupy Noble Funds – red.] zrobił ostatnio emisję publiczną i uzyskał 600 tys. zł, czyli praktycznie nic. Jeśli chodzi o tę grupę inwestorów, to jest to trudny do sprzedania produkt – trzeba pokazać wyniki, które się pogorszyły, choć nie ze względu na upadłości. Odpisy co prawda zmniejszyły wyniki, ale powiększyły rentowność portfela – Rentier teraz ma 15 proc. – mówi Emil Szweda.

Dobry czas na inwestycję
Ceny obligacji na rynku wtórnym poleciały w dół w ślad za obligacjami skarbowymi, które w poprzednim tygodniu osiągnęły rentowności powyżej 9 proc.
– Sam rynek wtórny, jeżeli ktoś chce inwestować, wygląda całkiem nieźle. Można dostać wysoką rentowność nawet na obligacjach mocnych firm, gdzie nie ma większych obaw o wypłacalność. Sam moment dla inwestycji jest bardzo interesujący, gdyż ryzyko nie wzrosło znacząco względem tego, co było rok wcześniej. Dotyczy to emitentów o mocnych fundamentach – nie jest to grupa liczna, ale da się na niej zarobić – mówi Emil Szweda.
Rosnący WIBOR 3M, który przekroczył 7,4 proc. sprawia, że koszty finansowe firm pozyskujących finansowanie dłużne wystrzeliły. Dlatego obecnie trzeba wnikliwie oceniać ryzyko niewypłacalności danej firmy.
– Obniżki stóp procentowych niewiele pomogą, bo koszty odsetkowe tak wzrosły, że nie patrzy się na inflację i możliwe ruchy RPP, ale na wypłacalność. Polska przeznaczała na obsługę zadłużenia 20 mld zł rocznie, a przy rentowności 9 proc. to będzie kosztowało 100 mld zł, czyli 20 proc. wpływów budżetowych. W przypadku przedsiębiorstw wzrost kosztów odsetkowych mamy trzy-czterokrotny. Jeżeli ktoś ma niskie zadłużenie, to nie ma problemu. Ale jeżeli ktoś działał na niskiej marży operacyjnej, to ten wzrost zjadł mu cały zysk. I za jakiś czas nie będzie miał możliwości zrefinansowania obligacji, bo rynek wygląda tak, a nie inaczej. I nie będzie miał z czego spłacić. Perspektywy są w tej chwili dość mroczne – mówi Emil Szweda.
Deweloperzy się nie boją
Po pieniądze z obligacji w tej chwili chcą sięgnąć dwie firmy z rynku nieruchomości. Cavatina potrzebuje 20 mln zł, oferując papiery oprocentowane relatywnie wysoko - na WIBOR 6M plus 6 pkt proc. marży, czyli ponad 13 proc. Ten deweloper nieruchomości biurowych sięga po finansowanie po raz czwarty w tym roku, po tym, jak zebrał już 100 mln zł. W sektorze nieruchomości sytuacja wygląda lepiej niż u deweloperów mieszkaniowych, gdzie sprzedaż spadła o 50 proc. Tymczasem w sektorze biurowym stopa pustostanów w połowie roku wynosiła 15,3 proc., co dawało wzrost w skali roku o niecałe 2 pkt proc.

Arche chce pozyskać 12 mln zł, proponując kupon na poziomie WIBOR 3M plus 4,7 pkt. proc., czyli ponad 12 proc. Ma to pozwolić na zrefinansowania zapadającej w listopadzie serii obligacji z marżą o 0,2 pkt proc. niższą. To będzie druga w tym roku emisja, ale grupa dewelopersko-hotelowa chwaliła się w tym roku zarówno poprawą wyniku, jak również wcześniejszą spłatą zadłużenia. To pokazuje, że stali bywalcy tego rynku jeszcze potrafią uzyskać finansowanie.
– Grono emitentów na Catalyst mocno się uszczupliło ze względu na regulacje po aferze GetBacku. Nie ma już małych firm, a emisje do 5 mln zł nie mogą wejść na rynek. Wcześniej próg wynosił 1 mln zł. To sprawia, że są duże i średnie firmy, które regularnie korzystają z tego finansowania. Obligacje są droższe niż kredyty bankowe, więc nie każdemu jest po drodze z takimi papierami – mówi Emil Szweda.
