Obligacje korporacyjne: emisji jak na lekarstwo

Marek MuszyńskiMarek Muszyński
opublikowano: 2022-11-01 20:00

W trzecim kwartale przeprowadzono zaledwie kilka emisji obligacji korporacyjnych. Wysokie koszty zniechęcają emitentów, a umorzenia w funduszach dłużnych sprawiają, że nie ma komu kupować.

Z tego artykułu dowiesz się:

  • dlaczego firmy rzadko korzystają z emisji obligacji korporacyjnych,
  • czy warto inwestować na rynku wtórnym obligacji,
  • kto chce pozyskać finansowanie z obligacji.
Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Od końca czerwca przeprowadzono 10 emisji obligacji korporacyjnych. Dominują w tym gronie stali bywalcy – firmy działające na rynku nieruchomości oraz windykacyjne i faktoringowe.

– Emisji praktycznie nie ma. W trzecim kwartale było kilka wyjątków zazwyczaj związanych z refinansowaniem długu. Kierowane były one do wąskiego grona inwestorów - albo banki brały na książkę, albo PFR, albo EBOiR. Takich emisji, gdzie firma wchodzi na rynek i robi szeroką ofertę do inwestorów instytucjonalnych nie ma wcale – mówi Emil Szweda, twórca serwisu Obligacje.pl.

Dwukrotnie po finansowanie sięgał Incepti Development, pozyskując 4,9 mln zł w sierpniu oraz 4,4 mln zł we wrześniu na zakup ziemi w Krakowie. Za drugim razem musiał już podnieść stałe oprocentowanie obligacji z 10 do 11 proc. We wrześniu Echo Investment pozyskało 25 mln zł, oferując oprocentowanie na poziomie WIBOR 6M plus 4 pkt proc. Niższą marżę, bo 3,3 pkt proc. ponad WIBOR3M, udało się uzyskać Krukowi w sierpniu.

– Emitentów z jednej strony odstraszają koszty odsetkowe, które są dwukrotnie wyższe niż rok temu. To jest grubo powyżej 10 proc., a nawet 14 proc. Trzeba mieć mocny biznes, żeby po takie finansowanie móc sięgać. Z drugiej strony nie ma też kupujących. Cały czas są umorzenia w funduszach dłużnych, więc nie ma tam pieniędzy, aby brać udział w nowych emisjach. Dlatego rynek stanął – mówi Emil Szweda.

We wrześniu z funduszy dłużnych (gros ich aktywów to obligacje skarbowe, ale część stanowią też obligacje firm) odpłynęło 0,8 mld zł, co dało łączne aktywa na poziomie 78 mld zł. A jeszcze w zeszłym roku było tam ponad 100 mld zł.

– Trzeba pamiętać, że nie widzimy całego rynku, bo są fundusze private debt – widzimy tylko w rejestrze emisji obligacji, że takie emisje się pojawiają. Aktywa tych funduszy w Polsce też się kurczą. Na świecie jest to bardziej popularne. Rentier [FIZ z grupy Noble Funds – red.] zrobił ostatnio emisję publiczną i uzyskał 600 tys. zł, czyli praktycznie nic. Jeśli chodzi o tę grupę inwestorów, to jest to trudny do sprzedania produkt – trzeba pokazać wyniki, które się pogorszyły, choć nie ze względu na upadłości. Odpisy co prawda zmniejszyły wyniki, ale powiększyły rentowność portfela – Rentier teraz ma 15 proc. – mówi Emil Szweda.

Seria:
Seria:
Prezes Cavatiny Rafał Malarz opanował korzystanie z obligacji korporacyjnych w Polsce do perfekcji. W tym roku spółka pozyskała już 100 mln zł, a to nie koniec.

Dobry czas na inwestycję

Ceny obligacji na rynku wtórnym poleciały w dół w ślad za obligacjami skarbowymi, które w poprzednim tygodniu osiągnęły rentowności powyżej 9 proc.

– Sam rynek wtórny, jeżeli ktoś chce inwestować, wygląda całkiem nieźle. Można dostać wysoką rentowność nawet na obligacjach mocnych firm, gdzie nie ma większych obaw o wypłacalność. Sam moment dla inwestycji jest bardzo interesujący, gdyż ryzyko nie wzrosło znacząco względem tego, co było rok wcześniej. Dotyczy to emitentów o mocnych fundamentach – nie jest to grupa liczna, ale da się na niej zarobić – mówi Emil Szweda.

Rosnący WIBOR 3M, który przekroczył 7,4 proc. sprawia, że koszty finansowe firm pozyskujących finansowanie dłużne wystrzeliły. Dlatego obecnie trzeba wnikliwie oceniać ryzyko niewypłacalności danej firmy.

– Obniżki stóp procentowych niewiele pomogą, bo koszty odsetkowe tak wzrosły, że nie patrzy się na inflację i możliwe ruchy RPP, ale na wypłacalność. Polska przeznaczała na obsługę zadłużenia 20 mld zł rocznie, a przy rentowności 9 proc. to będzie kosztowało 100 mld zł, czyli 20 proc. wpływów budżetowych. W przypadku przedsiębiorstw wzrost kosztów odsetkowych mamy trzy-czterokrotny. Jeżeli ktoś ma niskie zadłużenie, to nie ma problemu. Ale jeżeli ktoś działał na niskiej marży operacyjnej, to ten wzrost zjadł mu cały zysk. I za jakiś czas nie będzie miał możliwości zrefinansowania obligacji, bo rynek wygląda tak, a nie inaczej. I nie będzie miał z czego spłacić. Perspektywy są w tej chwili dość mroczne – mówi Emil Szweda.

Deweloperzy się nie boją

Po pieniądze z obligacji w tej chwili chcą sięgnąć dwie firmy z rynku nieruchomości. Cavatina potrzebuje 20 mln zł, oferując papiery oprocentowane relatywnie wysoko - na WIBOR 6M plus 6 pkt proc. marży, czyli ponad 13 proc. Ten deweloper nieruchomości biurowych sięga po finansowanie po raz czwarty w tym roku, po tym, jak zebrał już 100 mln zł. W sektorze nieruchomości sytuacja wygląda lepiej niż u deweloperów mieszkaniowych, gdzie sprzedaż spadła o 50 proc. Tymczasem w sektorze biurowym stopa pustostanów w połowie roku wynosiła 15,3 proc., co dawało wzrost w skali roku o niecałe 2 pkt proc.

Uwaga na wtórny:
Uwaga na wtórny:
Moment dla inwestycji na rynku wtórnym jest bardzo interesujący, gdyż ryzyko nie wzrosło znacząco względem tego, co było rok wcześniej, a można dostać wysoką rentowność - mówi Emil Szweda, założyciel portalu Obligacje.pl

Arche chce pozyskać 12 mln zł, proponując kupon na poziomie WIBOR 3M plus 4,7 pkt. proc., czyli ponad 12 proc. Ma to pozwolić na zrefinansowania zapadającej w listopadzie serii obligacji z marżą o 0,2 pkt proc. niższą. To będzie druga w tym roku emisja, ale grupa dewelopersko-hotelowa chwaliła się w tym roku zarówno poprawą wyniku, jak również wcześniejszą spłatą zadłużenia. To pokazuje, że stali bywalcy tego rynku jeszcze potrafią uzyskać finansowanie.

– Grono emitentów na Catalyst mocno się uszczupliło ze względu na regulacje po aferze GetBacku. Nie ma już małych firm, a emisje do 5 mln zł nie mogą wejść na rynek. Wcześniej próg wynosił 1 mln zł. To sprawia, że są duże i średnie firmy, które regularnie korzystają z tego finansowania. Obligacje są droższe niż kredyty bankowe, więc nie każdemu jest po drodze z takimi papierami – mówi Emil Szweda.