Za cztery lata producent mebli chce mieć 150 mln zł przychodów.
Rada nadzorcza zaakceptowała strategię rozwoju Swarzędza do 2011 r., przygotowaną przez nowy zarząd, który działa od dwóch miesięcy. Głównym celem jest zwiększenie przychodów do 150 mln zł z prognozowanych 16 mln zł w tym roku. Kiedy spółka zacznie zarabiać, nie wiadomo. Po trzech kwartałach miała 11,1 mln zł straty netto.
— Wszystko wskazuje na to, że w przyszłym roku nie uda nam się wypracować zysku — mówi Łukasz Stelmaszyk, prezes Swarzędza.
Zarząd podkreśla, że ma wiele do zrobienia, bo spółka od lat jest w słabej kondycji. W poprawie wyników ma pomóc wyodrębnienie działów marketingu i sprzedaży, nastawionych na klientów indywidualnych i instytucjonalnych.
W części detalicznej Swarzędz chce odmłodzić markę, by trafiała do trzydziestolatków — dziś cieszy się powodzeniem w grupie 45 lat i powyżej. W części instytucjonalnej grupą docelową będą przede wszystkim hotele od trzech gwiazdek wzwyż.
Zmiany czekają też sieć sprzedaży. Dziś spółka ma 18 salonów. Część z nich, zlokalizowanych na obrzeżach miast, zostanie zamknięta. W zamian spółka chce otwierać nowe salony — w dużych centrach meblowych.
Zarząd obiecuje też ściąć koszty działalności. W tym celu przeniesie dwie fabryki z centrum na obrzeża miast.
— Możliwe są kolejne przejęcia — mówi Łukasz Stelmaszyk.
Wszystkie inwestycje sfinansuje z pieniędzy uzyskanych z tegorocznej emisji. Do wydania zostało 32 mln zł. Zarząd nie zamierza już prosić inwestorów o kapitał — w odróżnieniu od poprzednich lat, gdy Swarzędz przeprowadził wiele emisji, ale nie potrafił pieniędzy spożytkować.