Zapowiedziany w ubiegłym roku podział giełdowego Synektika, znanego głównie z dystrybucji robotów chirurgicznych, idzie zgodnie z planem.
- Wszystko wskazuje na to, że w okolicy 16 kwietnia na giełdzie będą notowane już dwie odrębne spółki - mówi Cezary Kozanecki, prezes i założyciel warszawskiej firmy.
Po drodze jest jeszcze decyzja walnego zgromadzenia i sprawy formalne na GPW, ale prezes jest też głównym akcjonariuszem Synektika z 24-procentowym udziałem w kapitale.
Dwie firmy, dwa poziomy ryzyka
Projekt podziału zakłada, że inwestorzy posiadający akcje Synektika 1 kwietnia dostaną później automatycznie tyle samo akcji wydzielonej firmy Syn2bio. Ile taki walor może być wart? Na potrzeby podziału niezależny doradca mInvestment Banking (z grupy mBanku) wyliczył wartość całego Synektika na 2,11 mld zł, czyli 247,54 zł na akcję. Z tego 163 mln zł, czyli 19,14 zł na akcję, przypadło na wartość majątku przenoszonego do Syn2bio. To znaczy, że wartość nowej firmy to 7,73 proc. grupy w dotychczasowym kształcie. Tyle że wycena była dokonywana na połowę zeszłego roku. Obecnie akcje Synektika wyceniane są na parkiecie na ok. 270 zł, czyli na nową spółkę wypada ok. 21 zł.
Podział grupy ma zwiększyć efektywność działania.
- Dwie powstałe spółki będą miały odmienny profil i będą mogły przyciągnąć inwestorów, którzy mają różne apetyty na ryzyko. Pozwoli to na bardziej adekwatną wycenę uwzględniającą potencjał każdej z tych spółek - wyjaśnia prezes.
W Synektiku pozostanie dotychczasowa działalność grupy, czyli powtarzalne przychody z dystrybucji sprzętu medycznego, przede wszystkim robotów chirurgicznych i urządzeń jednorazowych do nich. Zarząd zapewnia, że podział wpłynie na poprawę wyników finansowych spółki i zwiększy wykazywane marże.
- Koszty badań do tej pory były finansowane z zysków Synektika. Przeniesienie tych wydatków do osobnego podmiotu zwiększy możliwości dywidendowe - zapewnia Dariusz Korecki, wiceprezes firmy.
A inwestorzy już teraz nie mają co narzekać. W styczniu walne zgromadzenie przeznaczyło na dywidendę 99,7 proc. zysku spółki, co daje 10,75 zł na akcje (rok wcześniej było to 8,25 zł).
Gotówki starczy bez emisji
Syn2bio skupi się na badaniach nad kardioznacznikiem Syn2 i przyszłą komercjalizacją radiofarmaceutyku do diagnozowania chorób serca.
- Spodziewam się, że to będzie sukces rynkowy. Syn2 ma potencjał, by stać się nowym standardem w obrazowaniu perfuzji mięśnia sercowego i zrewolucjonizować sposób diagnozowania choroby wieńcowej - twierdzi Cezary Kozanecki.
Prezes liczy głównie na rynek amerykański, gdzie rocznie wykonuje się ok. 7 mln tego typu badań. Każde kosztuje ok. 2,7 tys. USD, z czego na wartość znacznika przypada 25-30 proc.
- To daje pewien punkt odniesienia - mówi Cezary Kozanecki.
Ale na radarze spółki jest też Europa i wybrane kraje azjatyckie.
Preparat jest już w trzeciej, czyli ostatniej fazie badań klinicznych. Dzięki wydzieleniu mniejszy podmiot, jakim jest Syn2bio, ma większe szanse na pozyskiwanie finansowania w postaci grantów czy funduszy dla małych i średnich przedsiębiorstw. Synektik z racji rozmiaru się do tego nie kwalifikował. Na razie starszy brat zapewni jeszcze Syn2bio 50 mln zł finansowania (liczone od 1 lipca 2025, pomniejszone o wydatki do 30 marca), co wystarczy na kontunuowanie badań przez 12-14 miesięcy.
- Nie bierzemy pod uwagę emisji akcji, przynajmniej w horyzoncie kilkunastu miesięcy, tym bardziej że nakłady spadają. Spółka będzie miała wystarczająco gotówki z grantów i zewnętrznych źródeł finansowania. W razie potrzeby skorzysta z instrumentów dłużnych, jeżeli to w ogóle będzie potrzebne - zapowiada Dariusz Korecki.
Szukanie partnera w toku
Kiedy preparat ma szansę wejść w fazę komercyjnej sprzedaży? Potrzeba jeszcze czasu. Badania potrwają jakieś 20 miesięcy przy obecnie założonej liczbie 200 pacjentów. Potem trzeba 6-12 miesięcy na zebranie oraz złożenie dokumentów i jeszcze kilka miesięcy na rejestrację.
- Ale efekty finansowe mogą się pojawić wcześniej - twierdzi prezes Synektika.
Spieniężanie projektu może nastąpić jeszcze w przed rejestracją, jeśli znajdzie się dobry partner, z którym będzie można podpisać na przykład umowę licencyjną czy dystrybucyjną. W tej grupie prezes widzi przedstawicieli globalnych koncernów farmaceutycznych, producentów sprzętu medycznego czy też renomowanych inwestorów finansowych. Może to być jeden partner o zasięgu światowym albo kilku mniejszych na poszczególne rynki.
- Wstępne rozmowy już prowadzimy. Zainteresowanie rynku jest duże. Na razie jesteśmy w fazie prezentowania naszego produktu, pokazywania, co spółka ma do zaoferowania. To jeszcze nie jest faza uzgadniania szczegółów - mówi Cezary Kozanecki.
