Szukają Malini Alles albo jej pieniędzy

Grzegorz Nawacki
opublikowano: 06-10-2008, 00:00

Grunt to dobry pomysł — tak przez lata brzmiała recepta na sukces w biznesie. To już przeszłość. Teraz cash is the king.

Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa — mówią biznesmeni

Grunt to dobry pomysł — tak przez lata brzmiała recepta na sukces w biznesie. To już przeszłość. Teraz cash is the king.

Malini Alles należy do najbardziej poszukiwanych osób na polskim rynku kapita- łowym.

— Malini Alles była gwiazdą ubiegłego tygodnia. Warszawska finansjera podzieliła się na tych, którzy poznali Malini, i tych, którzy by chcieli ją poznać — mówi zarządzający funduszem venture capital.

Wystarczy mieć kasę

To efekt naszego tekstu, w którym ujawniliśmy, że amerykańska miliarderka z malezyjskimi korzeniami szuka możliwości zainwestowania w Polsce. Otrzymaliśmy po nim sporo telefonów i e-maili. Treść była podobna:

"W nawiązaniu do pańskiego artykułu o pani Malini Alles zwracam się z pytaniem, czy jest możliwe podanie kontaktu mailowego do wspomnianej osoby lub do jej podmiotu, albowiem poszukuję kapitału dla firmy" — napisał jeden z czytelników.

"Od kilkunastu lat jestem związana z rynkiem private equity. Kontrakt z obecnym pracodawcą wkrótce wygasa i zastanawiam się nad przyszłością. Z tego, co przeczytałam w pana artykule, mam podobne spojrzenie na biznes, co pani Malini. Czy mógłby pan przekazać moje CV?" — napisała inna.

Niektóre zapytania pochodziły z dużych, znanych firm, w tym spółek giełdowych. Skąd takie nagłe zainteresowanie Malini Alles? Odpowiedź jest prosta: pieniądze. Ona ma ich dużo, a na rynku kapitału brakuje.

— Teraz ten, kto ma gotówkę, wygrywa. Rynek się "usztywnił", dużo trudniej o kapitał na realizację projektów. Dla niektórych projektów, które powstawały z myślą o szybkim zdobyciu pieniędzy z giełdy, może to być problem. Ich realizacja się opóźni albo nawet projekty upadną — mówi Maciej Hazubski, prezes IQ Partners.

Choć jego fundusz musiał się wycofać z planów zdobycia kapitału z emisji akcji, to prezes nie rozważał kontaktu z inwestorką z Malezji.

Koniec eldorado

Ludzie z branży inwestycyjnej zgodnie mówią, że ze znalezieniem okazji nie ma żadnego problemu.

— Cash is the king. Wyceny są tak niskie, że jest mnóstwo okazji. Tylko trzeba mieć za co kupować — mówi zarządzający funduszem.

Firmom, które potrzebują kapitału na rozwój, niewesoło.

— Formalnych problemów ze zdobywaniem kapitału firmy nie mają. Ale w praktyce warunki stały się dużo mniej korzystne. Wzrost kosztów finansowania zewnętrznego zmusza banki do podnoszenia marż na kredytach. Spowolnienie skłoni je do zacieśnienia polityki kredytowej — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.

Jeszcze kilkanaście miesięcy temu, w szczycie hossy, chętnych do kupowania było wielu i trwało polowanie na najlepsze pomysły. Nawet średnie znajdowały amatorów.

— Giełda przez długi czas była najprostszym i pewnym źródłem uzyskiwania kapitału dla firm. To się to skończyło. Banki są coraz bardziej konserwatywne. Skrócił się okres kredytowania, wymagane są większe zabezpieczenia — dodaje Marta Petka, ekonomistka Raiffeisen Banku.

To otwiera drogę innym podmiotom.

— To okazja dla funduszy private equity, które mogą dyktować warunki przy wycenie firm. Jeśli firma bardzo potrzebuje kapitału, musi przystać na warunki kupującego — potwierdza Maciej Hazubski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu