Tauron zrobił manewr pod wiatr

Państwowy gigant najpierw spółkę zlikwidował, a ostatnio przywrócił do życia. W ten sposób próbuje się wyplątać z umów z farmami wiatrowymi.

W branży wiatrowej państwowy Tauron gra jak szachista. Najnowszy ruch wprawił w konsternację inwestorów, którzy od 2014 r. spierają się z państwowym gigantem o to, czy miał prawo wypowiedzieć im wieloletnie umowy na sprzedaż energii elektrycznej i świadectw pochodzenia, czyli tzw. zielonych certyfikatów. Ruch dotyczy spółki zależnej Tauronu, czyli firmy Polska Energia — Pierwsza Kompania Handlowa (PKH). To ona jest stroną spornych umów. W 2014 r. Tauron zagrał ostro: postawił ją w stan likwidacji, a następnie wypowiedział kontrahentom umowy. Kontrahenci odpowiedzieli pozwami, ruszyły sprawy sądowe. Tymczasem kilka tygodni temu Tauron… cofnął likwidację PKH.

— To świadczy o naszej woli osiągnięcia porozumienia — mówi Filip Grzegorczyk, prezes Tauronu. Jego sądowi przeciwnicy mają odmienną opinię.

Umowy na miliardy

Konflikt dotyczy relacji Tauronu z trójką inwestorów wiatrowych: Polenergią (należącą do rodziny Kulczyków), a także Enerco-INV Energy oraz In.ventusem. Kilka lat temu te trzy firmy, właściciele farm wiatrowych, podpisały z PKH 15-letnie umowy na sprzedaż energii i zielonych certyfikatów. Dla przykładu, umowy Polenergii warte były łącznie ok. 4 mld zł. Takie umowy mają kluczowe znaczenie dla stabilności finansowej farm wiatrowych. W tym wypadku wytwórcy zgodzili się, by ceny odsprzedaży energii i certyfikatów były niższe o 15- -20 proc. od ówczesnych rynkowych. W zamian miały być niezmienne przez 15 lat. Początkowo biznes przynosił Tauronowi korzyści, ale w 2012 r. ceny prądu i certyfikatów zaczęły spadać. Energetyczny gigant rozpoczął próby zmiany kontraktów, a nie mogąc ich po prostu wypowiedzieć, postawił spółkę w stan likwidacji. Po decyzji o likwidacji umowy jednak wypowiedział.

— Cofnięcie likwidacji oznacza dodatkowe skomplikowanie prowadzonych spraw sądowych. Nie można wykluczyć, że kolejnym krokiem będzie wniosek o upadłość PKH — uważa Tomasz Podgajniak, prezes Enerco.

— Jeśli chodzi o bieg spraw sądowych, to cofnięcie likwidacjiniczego nie zmienia. Widzimy natomiast ryzyko, że Tauron teraz postawi PKH w stan upadłości. Będziemy wtedy analizować możliwość dochodzenia naszych roszczeń od spółki matki, czyli szeroko pojętej grupy Tauron — dodaje Michael von Schubert, członek zarządu In.ventusa. Tauron nie odpowiedział na nasze pytania o przyczyny cofnięcia likwidacji PKH.

Trudny czas dla wiatru

Trwający od 2014 r. spór z Tauronem obrazuje tylko jeden z wielu problemów branży wiatrowej w Polsce. W inwestorów uderzają głównie niskie ceny energii i niskie ceny zielonych certyfikatów, które wpływają na bieżącą płynność i możliwość obsługi zadłużenia. Do tego doszła nowa legislacja, czyli ustawa odległościowa (zablokowała rozwój nowych inwestycji) i nowe przepisy podatkowe (zwiększyły obciążenia nawet trzykrotnie). Ponadto nowy system wsparcia, aukcyjny, nie jest dla wiatraków sprzyjający. W efekcie w wietrze moc zainstalowana sięga dziś 5,8 GW (na koniec 2016 r.) i nie rośnie. Planów inwestycyjnych w tym sektorze nie ma ani Enerco, właściciel największej farmy w Polsce, w Darłowie, ani Polenergia, największy gracz na tym rynku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Magdalena Graniszewska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Tauron zrobił manewr pod wiatr