Rada Ministrów jak co roku wydała rozporządzenie korygujące podział administracyjny kraju. Ogłaszane jest zawsze do 31 lipca, a w życie wchodzi od 1 stycznia następnego roku. Tym razem nie zawiera punktu tak sensacyjnego, jakim było rok temu wydzielenie dwóch nowych gmin Szczawa i Grabówka. Obie ostatecznie… nie powstały, ponieważ tuż przed sylwestrem 2015 r. rząd PiS cofnął kontrowersyjną decyzję rządu PO-PSL.
Niestety, tegoroczne rozporządzenie w jednym punkcie ugruntowało ostry konflikt społeczny.
Rozszerzone zostały granice wojewódzkiego miasta Opole, które od 1 stycznia 2017 r. wchłonie przylegające sołectwa z czterech gmin: Dąbrowa, Dobrzeń Wielki (m.in. dochodowy teren elektrowni Opole), Komprachcice i Prószków. Przejmowane tereny tworzą półpierścień od zachodniej strony miasta. Piątą gminę przewidzianą do okrojenia, Turawę, ostatecznie pozostawiono w spokoju.
Argumentacja skonfliktowanych stron zajmuje tomy, ale da się ją streścić w dwóch zdaniach. Władze Opola twierdzą, że miasto stanęło
przed barierą rozwojową, a wchłaniane tereny są zurbanizowane. Władze gmin oraz ziemskiego powiatu opolskiego akcentują niewykorzystanie możliwości rozwojowych Opola w dotychczasowych granicach. Prawie 1/3 miasta zajmują tereny rolnicze i zielone, dzięki czemu Opole już teraz zaludnione jest zdecydowanie najrzadziej ze wszystkich miast wojewódzkich. Konsultacje społeczne potwierdziły miażdżący sprzeciw mieszkańców sołectw wobec Opola. Głosy za i przeciwko wchłonięciu rozłożyły się mniej więcej 2:98, a w sołectwie Borki, gmina Dobrzeń Wielki, wręcz 0:100.
Rozrastanie się metropolii to zjawisko nieuchronne, przebiegające bardzo różnie. Przypadek Opolama jednak wyjątkowy kontekst polityczno-narodowościowy. Wystarczy zestawić wyniki wyborów samorządowych, a zwłaszcza odsetki głosów sejmowych z 25 października 2015 r. Miasto Opole: PO — 32,0, PiS — 22,7, Mniejszość Niemiecka (MN) — 2,9. W tracących sołectwa gminach ta mniejszość jest natomiast potęgą, najlepszy wynik osiągnęła w Prószkowie: MN — 35,4, PO — 21,7, PiS — 17,1. Gdyby nie ta okoliczność, rząd PiS nie poważyłby się na zlekceważenie zdecydowanych wyników konsultacji.
Ogromne znaczenie decyzyjne miał jeszcze inny wątek partyjno- -prywatny. Prezydentem Opola i inicjatorem rozszerzenia granic jest Arkadiusz Wiśniewski — niegdyś działacz PO, który po usunięciu z tej partii wystartował w 2014 r. po prezydenturę pod własnym szyldem, ale z poparciem prawicy, a szczególnie Solidarnej Polski i posła Patryka Jakiego. Tamta taktyka okazała się skuteczna, a obecnie opolski wiceminister sprawiedliwości roztacza nad bliskim mu włodarzem miasta parasol ochronny. O tym, że mimo wyników konsultacji Patryk Jaki dopilnuje — chociaż to jurysdykcja MSWiA — wydania rozporządzenia oczekiwanego przez Arkadiusza Wiśniewskiego, było wiadomo od dawna. Gdyby prezydent wywodził się z opcji nieprzyjaznej tzw. dobrej zmianie — podopolskie gminy mogłyby spać spokojnie, nawet zdominowane przez MN. © Ⓟ