W drugiej połowie dnia złoty, niesiony chwilowym
powrotem optymizmu na światowe rynki, uległ aprecjacji wracając do wartości z
początku tego tygodnia. Środowy poranek przyniósł ponowne osłabienie polskiej
waluty do poziomów 2,8150 zł za USD oraz 3,8220 za EUR. Wszystkie te wahania
odbywają się w ścisłej korelacji ze zmianami kursu eurodolara. Złoty pozostaje
pod wpływem rynków zagranicznych, nie reagując na doniesienia z areny
politycznej w Polsce. Na rynku polskich obligacji panuje marazm, co może
świadczyć o tym, że inwestujący w nie w dalszym ciągu nie wiedzą, w którą stronę
podążą rynkowe trendy.
Duża ilość danych makroekonomicznych napływająca spoza
naszego kraju w tym tygodniu i reakcje inwestorów na ich wartości w dalszym
ciągu będzie wskazywać kierunek dla naszego rynku, z tym, że raczej nie będzie
to północ. Dzisiaj spodziewamy się deprecjacji złotego do poziomów 2,83 zł za
amerykańską walutę oraz 3,84 zł za europejską.
Warszawska GPW odnotowała
wczoraj umiarkowane wzrosty. Ważną informacją jest to, że WIG20 utrzymał się
powyżej poziomu 3600 punktów, rosnąc o 0,8%. Jednak dzisiaj będzie się musiał
bronić przed spadkiem, który może zostać spowodowany złymi informacjami z
Japonii, gdzie tamtejszy Nikkei obniżył swą wartość o 1,6%. Nieco optymizmu może
dodać wczorajsze zamknięcie "na plusie" amerykańskiej giełdy.
Wczorajszy powrót na rynki finansowe inwestorów zza
Oceanu poprawił nastroje bykom na Starym Kontynencie. Indeksy giełd
amerykańskich wyraźnie zyskały, głównie dzięki wzrostom akcji spółek
technologicznych, jak Yahoo czy Apple, którego sprzedaż może przekroczyć
prognozy. Drożały też spółki paliwowe (m.in. Exxon Mobil), gdyż wzrastająca cena
ropy, której zwyżka napędzana jest spekulacjami przed posiedzeniem OPEC oraz
aktywnością huraganów, zwiększa marże tego typu przedsiębiorstw. Inwestorzy
wracający z przedłużonych wakacji rozpoczęli kupowanie akcji. Zachęcały ich do
tego relatywnie niskie ceny - wskaźnik C/Z dla spółek z indeksu S&P 500
spadł w sierpniu do poziomu 16,8, co jest najniższym wynikiem od 12 lat. Dobre
nastroje inwestorów w USA przełożyły się na efektowne zakończenie sesji
giełdowej w kraju. Osłabił się znacząco jen i dolar, główna para walutowa w
okolice poziomu 1,3630, zaś złoty odrobił część strat. Wydawałoby się, że
sytuacja stabilizuje się, jak określił to wczoraj prezes Deutsche Banku,
Ackermann.
Dodatkowo zgodny z oczekiwaniami odczyt wskaźnika ISM dla
przemysłu za VIII (52,9) oraz dynamika wydatków konstrukcyjnych, która na
przestrzeni dwu miesięcy wypadła nienajgorzej zmniejszyły obawy przed recesją
podkręciły apetyt na ryzyko.
Z mojego punktu widzenia niepokojące jest,
jednak kilka aspektów tego pozornego uspokojenia. W dużej mierze jest ono
budowane na nadziei, że FED jeszcze przed planowym posiedzeniem (18. września)
obniży stopy procentowe o 0,5%. Notowania fed funds dają takiemu scenariuszowi
około 54% szans. Bardziej umiarkowani liczą na cięcie o 25 pb. Giełdowe wzrosty,
do których bodźcem są takie oczekiwania mogą okazać się nietrwałe. Rezerwa
Federalna niejednokrotnie pokazała, bowiem, że najważniejsza dla niej jest walka
z inflacją, ta zaś nie spada wyraźnie i wciąż znajduje się w okolicach
2-procentowego celu. Co więcej wyniki gospodarcze USA za II kw. zaprzeczają
tezie o recesji - dynamika PKB rzędu 4% r/r znacząco przekracza rezultat
europejski, a przypomnijmy, że w miesiącach kwiecień - czerwiec "kryzys
nieruchomościowy" był już odczuwalny. Można spodziewać się, że amerykańska
gospodarka w III kw. zwolni, jednak w całym roku tempo jej rozwoju powinno być
przyzwoite, nieprzypominające recesji. Nie jest przypadkiem, że MFW podniósł
wczoraj szacunki wzrostu gospodarczego USA na 2007 r. z 2,0% do 2,2% r/r. Z
piątkowych słów B. Bernanke wynika, że FED będzie w dalszym ciągu prowadził na
dużą skalę operacje otwartego rynku oraz wprowadzał regulacje ułatwiające
zawieranie przez dłużników ugod z bankami, co też czyni. Nie można natomiast
mieć pewności co do cięcia oprocentowania bazowego, gdyż, jak zaznaczył szef
FED, nie jest jego rolą branie odpowiedzialności za nierozsądne decyzje
inwestorów i kredytobiorców, kredytobiorców właśnie taki byłby wydźwięk cięć.
Poza tym byłoby to ze strony FED przyznanie, że sytuacja na rynku kredytów
hipotecznych jest bardzo poważna, co mogłoby mocno przestraszyć inwestorów.
Kolejnym niepokojącym sygnałem jest zignorowanie przez rynek raportu Merrill
Lyncha, który obniżył prognozy zysków dla 12 banków, jako powód podając
spowolnienie gospodarcze w USA. Martwić też mogą niezbyt pokaźne obroty stojące
za zwyżkami na giełdach oraz wciąż zauważalna nerwowość. O ile europejskie rynki
kapitałowe nieznacznie rosły pod nieobecność Amerykanów, o tyle w Azji brakowało
wiary by wyprowadzać indeksy "ponad kreskę", dopóki parkiety w USA nie
zainaugurują giełdowej jesieni. Nastroje wciąż są bardzo rozchwiane, zaś słowa
nowego regulatora rynków finansowych w Japonii o konieczności monitorowania
strat zw. z kryzysem subprime oraz wycofywania się banków z operacji carry trade
wywołały odwrót na północ w notowaniach jena. Dodatkowo "jastrzębi"
przedstawiciel BoJ zaznaczył, że istnieje potrzeba dalszych podwyżek stóp. W
reakcji eurodolar odbił się od 55-dniowej średniej (1,3630) i zniżkował do
1,3570, zaś pary jenowe spadły poniżej linii trendu spadkowego. Można spodziewać
się, że w oczekiwaniu na jutrzejsze posiedzenie ECB rynek nie obierze dziś
wyraźnego kierunku i EUR/USD będzie wahał się w przedziale 1,3550 - 1,3600, lecz
kolejne dni, po komunikacie J.C. Trichet powinny przynieść deprecjację tej pary.
Dlatego górne ograniczenie przedziału wahań warto wykorzystać do sprzedaży.
Sporządził:
Tomasz Regulski
Kamil Gaworecki
Departament
Doradztwa i Analiz
DM TMS Brokers S.A.