To może być wojna nie tylko handlowa

Maciej Kalwasiński, Bankier.pl
22-07-2018, 22:00

Juan osłabił się wobec dolara do najniższego poziomu w tym roku. Na pomoc ruszyły państwowe banki.

W piątek 20 lipca, tuż przed godz. 4 polskiego czasu, za jednego dolara płacono ponad 6,81 juana, po tym, jak Ludowy Bank Chin zwiększył kurs referencyjny (czyli osłabił juana) USD/CNY najmocniej od czerwca 2016 r. — o 0,9 proc. (605 pipsów), do najwyższego poziomu od lipca 2017 r. — 6,7176. Była to siódma podwyżka z rzędu. Chiński bank centralny steruje kursem juana poprzez codzienne ustalanie kursu referencyjnego. Dopuszczalne dzienne pasmo wahań wynosi +/- 2 pkt. proc.

Wyświetl galerię [1/2]

Fot. Artyom Ivanov-TASS-Forum

Decyzja Pekinu wpisuje się w nastroje panujące na rynku — od połowy kwietnia juan wyraźnie osłabia się wobec dolara, a w ostatnich dniach deprecjacja waluty jeszcze przyspieszyła. Mimo że przedstawiciele Ludowego Banku Chin, popierani obecnie przez najwyższe władze Państwa Środka, podkreślają decydującą rolę sił rynkowych w ustalaniu kursu, to gwałtowny ruch renminbi w dół ma na tyle negatywne efekty, że w końcu zdecydowano się na interwencję. Jak donoszą media (m.in. agencja Reutera i Bloomberg), po tym, jak juan przebił poziom 6,81, do akcji wkroczyły chińskie państwowe banki i zaczęły sprzedawać dolary za juany, umacniając chińską walutę.

Dzień wcześniej na „spadającego jak kamień” juana zwrócił uwagę Donald Trump.

— Nasza waluta idzie w górę i to stawia nas w niekorzystnej sytuacji — powiedział prezydent Stanów Zjednoczonych.

Gwałtowna deprecjacja renminbi w ostatnich pięciu miesiącach dopiero teraz obudziła Donalda Trumpa. W trakcie kampanii prezydenckiej, ale również już po wyborze na stanowisko, Donald Trump mówił, że Chiny są „mistrzami świata w manipulowaniu walutą”. Potem, na fali ocieplenia relacji na linii Waszyngton — Pekin na skutek nawiązania „przyjaźni” z przewodniczącym Xi, Amerykanin oficjalnie zmienił zdanie.

Eskalacja konfliktu

W tym roku Donald Trump ponownie zaczął się głośno skarżyć na relacje z Państwem Środka, podkreślając ogromny deficyt Stanów Zjednoczonych w dwustronnej wymianie handlowej, i w końcu zdecydował się na nałożenie dodatkowych ceł na część importu zza Wielkiego Muru. Pekin odpowiedział analogicznymi sankcjami, więc konflikt eskaluje. Jako że doszło do etapu, gdy amerykańska administracja zamierza objąć taryfami tak szeroką grupę produktów, że Chiny nie mogą zastosować podobnych retorsji, świat zastanawia się, po jakie środki sięgnie teraz Pekin.

Jedną z możliwości jest przeniesienie konfliktu handlowego na inne pola gospodarki, choćby na rynek walutowy. Takie rozwiązanie uwiarygodnia fakt, że od połowy kwietnia juan osłabił się wobec dolara o 8 proc. Warto jednak podkreślić, że podobnie zachowywały się także inne waluty (euro straciło 6 proc., a złoty ponad 10 proc.) i było to głównie efektem jastrzębich komunikatów amerykańskiego Fedu oraz obaw przed rozpętaniem wojny handlowej przez Donalda Trumpa.

Pojawiły się opinie, że to celowe działanie, które ma zminimalizować negatywne efekty nałożenia ceł na przedsiębiorstwa eksportujące towary z Chin. A taki ruch z pewnością nie przypadłby do gustu Donaldowi Trumpowi, dążącemu przecież do zmniejszenia deficytu w handlu z Państwem Środka, i mógłby skłonić Amerykanów do osłabienia dolara, co wywołałoby reakcję łańcuchową na rynku walutowym.

Nie tak prędko

Gwałtowna deprecjacja renminbi nie jest jednak wcale na rękę Pekinowi, ponieważ zagraża stabilności finansowej państwa, co pokazały lata 2015-16. Ówczesna dewaluacja doprowadziła do zmasowanego odpływu kapitału zza Wielkiego Muru i spadku na giełdzie. W tym roku na chińskich parkietach również obserwujemy spadek, wspierany przez prowadzoną (a obecnie prawdopodobnie przynajmniej na jakiś czas wstrzymaną) kampanię delewarowania. Lepiej jest na odcinku wypływu pieniędzy za granicę — w tym przypadku zadziałały dość drakońskie regulacje, uniemożliwiające ich wywóz poza Chiny.

Osłabienie waluty nie leży również w interesie spółek zadłużonych w dolarach i kupujących importowane produkty Chińczyków. A sektor nieruchomości ma kluczowe znaczenie dla gospodarki Państwa Środka, podobnie jak konsumpcja, która ma być w „nowej normalności” silnikiem napędowym wzrostu PKB oraz przyczyniać się do poprawy standardów życia ludności.

Można zatem domniemywać, że niewielkie osłabienie juana jest rzeczywiście na rękę władzom w Pekinie, jednak gwałtowniejsza deprecjacja już nie. Dlatego dopuszczono do deprecjacji renminbi na skutek działania sił rynkowych i dlatego w końcu powstrzymano ją widzialną ręką państwa. Nie oznacza to przy tym, że to już koniec spadkuwartości chińskiej waluty.

Na umocnienie juana pozytywnie zareagowały chińskie giełdy. Indeks szerokiego rynku Shanghai Composite wzrósł o 2 proc., a CSI300, zrzeszający największe spółki z parkietów w Szanghaju i Shenzhen, zyskał 1,9 proc. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Kalwasiński, Bankier.pl

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Waluty / To może być wojna nie tylko handlowa