Czytasz dzięki

To nie jest dobry rok dla piw rzemieślniczych

Złowrogie trio: podniesiona akcyza, pandemia i kapryśna pogoda doprowadza branżę do rozpaczy

Sprzedaż piwa w kwietniu — w pierwszych tygodniach epidemii — była niższa o 4,5-5 proc. w porównaniu z tym samym miesiącem w 2019 r., wynika z danych członków Związku Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego. To pokłosie izolacji społecznej, całkowitego zamknięcia gastronomii i restrykcyjnych obostrzeń w sklepach. Chociaż w kolejnych miesiącach najwięksi producenci piwa w Polsce poprawili sprzedaż, nad branżą zawisły czarne chmury. Dosłownie.

Niestabilna aura

— Według naszych szacunków w okresie kwiecień-czerwiec sprzedaż piwa w sklepach spadła o około 2 proc. w stosunku do roku poprzedniego. Dotyczyło to niemal wszystkich kanałów i kategorii piwnych. Spowolniła także dynamika wzrostu piw bezalkoholowych, która zależy od pogody i aktywnego trybu życia konsumentów, aczkolwiek ostrożnym optymizmem napawają dane rynkowe, które nadal pokazują dwucyfrowy wzrost tej kategorii. Oprócz lockdownu branżę piwną dotknęła niekorzystna aura w czerwcu — w porównaniu z czerwcem zeszłego roku spadek sprzedaży wyniósł prawie 8 proc. — wymienia Iwona Jacaszek-Pruś, dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej, która w swoim portfelu ma m.in. Tyskie, Książęce i Lecha.

To, co dla koncernów piwnych oznacza trudności, dla browarów rzemieślniczych, które dużą część sprzedaży ulokowały w zamkniętej przez wiele tygodni gastronomii, stanowi mocny wstrząs.

— W Polsce mamy około 350 browarów rzemieślniczych. Mniej więcej 30 proc. ich obrotów pochodzi z gastronomii. Dla porównania, dla całego rynku piwa w Polsce ta średnia wynosi 14 proc. Należy pamiętać, że mówimy o średniej, co oznacza, że zdarzają się przypadki, gdy browar rzemieślniczy kieruje całą swoją ofertę do gastronomii, bo np. sprzedaje piwo tylko w kegach [typ beczek stosowanych do przechowywania piwa — red.]. Chociaż nie odnotowaliśmy ostatnio upadłości wśród browarów rzemieślniczych, przez pandemię wszystkie znalazły się w dramatycznej sytuacji. Z naszych danych wynika, że w miesiącach lockdownu (marzec, kwiecień, maj) sprzedaż spadła średnio o 35 proc. w porównaniu z tym samym okresem ubiegłego roku — mówi Marek Kamiński, prezes Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych (PSBR).

Browarnicy mają pod górkę

Marek Kamiński podkreśla, że właścicielami browarów kraftowych są najczęściej osoby fizyczne, pasjonaci piwa, którzy nie mają dużych rezerw finansowych na wypadek chwilowych perturbacji, a te związane z wirusem trwają już dłuższą… chwilę. Ponadto większość browarników w znikomym stopniu skorzystała z tarcz antykryzysowych.

— Wsparcie z PFR było tak skonstruowane, że z pomocy mogły skorzystać głównie większe przedsiębiorstwa zatrudniające pracowników na umowę o pracę. Natomiast w browarach rzemieślniczych bardzo często pracują ich założyciele lub osoby zatrudnione na innych zasadach. Warto też zauważyć, że browary rzemieślnicze nie mogły się starać o pieniądze z programów Unii Europejskiej, ponieważ te wykluczały wsparcie dla producentów napojów alkoholowych — wyjaśnia prezes PSBR.

Nieszczęścia lubią chodzić parami, a w tym roku na rynku piw kraftowych nie brakuje kłopotów nie tylko przez pandemię.

— Od początku mamy pod górkę. Zaczynając od stycznia, kiedy wprowadzono 10-procentową podwyżkę akcyzy, która dotknęła całą branżę alkoholową, przez ponaddwumiesięczny lockdown związany z pandemią koronawirusa, a kończąc na pogodzie, która nie sprzyja nam w tym roku. Mieliśmy najzimniejszy od 29 lat maj, niestabilną pogodę w czerwcu i lipcu. Ze względu na restrykcje nie odbywają się też imprezy, podczas których mogłyby się wystawiać browary, a sporo ludzi nadal w znacznym stopniu się izoluje i rzadziej odwiedza puby — wymienia Marek Kamiński.

A piwo jest napojem chętnej spożywanym w towarzystwie.

Przepis do zmiany?

Członkowie Polskiego Stowarzyszenia Browarów Rzemieślniczych nie siedzą jednak z założonymi rękami. Apelują do rządu o poparcie ich postulatu. Jednego. I jak mówią, nie chodzi o wsparcie finansowe ani ulgę.

— Od dłuższego czasu walczymy o umożliwienie sprzedaży napojów alkoholowych z dostawą do domu, np. przy okazji zamawiania jedzenia z restauracji. Zapisy ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi z 1982 r. oraz późniejsze orzeczenia sądów nie pozwalają na sprzedaż napojów alkoholowych z dostawą. To jedna z najstarszych ustaw w polskim ustawodawstwie, która wymaga pilnej zmiany. Polska jest jedynym krajem UE, w którym sprzedaż napojów alkoholowych z dostawą jest niedozwolona, a sądzę, że nasze społeczeństwo nie różni się tak bardzo od innych społeczeństw europejskich. Dla naszego postulatu zyskujemy poparcie organizacji branżowych, biznesowych, społecznych, posłów i senatorów. Udało się nam przekonać do naszych racji posłów PSL-Kukiz’15, którzy złożyli w Sejmie poselski projekt ustawy zmieniającej te przestarzałe przepisy — mówi szef PSBR.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dominika Masajło

Polecane