Czytasz dzięki

To nie koniec hossy na obligacjach

Choć obligacje rządów jeszcze nigdy nie były wyceniane tak wysoko, to zdaniem niektórych ekspertów wciąż mogą być preferowaną inwestycją

W pięć miesięcy po szoku dla globalnej gospodarki, jakim było rozlanie się epidemii COVID-19 na świat, na rynku obligacji polskiego skarbu wciąż widać presję na spadek rentowności. Pod koniec lipca rentowności 10-latek zeszły najniżej od dwóch miesięcy, sięgając w poniedziałek 1,28 proc., a od historycznego dna z końca maja dzieliło je już ledwie 14 pkt baz. Hossa na rynkach obligacji spycha ich rentowności do wcześniej trudnych do wyobrażenia pułapów. Według stanu na koniec czerwca obligacje odpowiadające za 60 proc. globalnego rynku są notowane przy rentownościach poniżej 1 proc., wynika z danych firmy ICE Data Services.

W rynku, którego kapitalizacja sięga 60 bln USD, papiery o dochodowościach powyżej 2 proc. mają zaledwie 14-procentowy udział. Rentowności idą w dół, bo płynność, jaką Fed i inne banki centralne wstrzyknęły do światowego systemu finansowego, zasila w dużej mierze właśnie obligacje. Od początku roku rynki akcji zanotowały odpływy na ponad 39 mld USD, a na rynki surowców, w tym metali szlachetnych, napłynęło 69 mld USD. W tym samym czasie rynki papierów dłużnych zasiliło prawie 135 mld USD, oblicza Bank of America na podstawie danych ośrodka EPFR Global.

Za zupełnie nieracjonalne obecne wyceny obligacji uznanoby zapewne jeszcze kilka lat temu, a co dopiero we wcześniejszych dekadach. Jeszcze pod koniec lat 90., zanim główne banki centralne zaczęły reagować na pojawiające się kryzysy nadzwyczajnym łagodzeniem polityki pieniężnej, rentowności powyżej 5 proc. oferowały obligacje stanowiące 75 proc. globalnego rynku. O ile przed dwudziestoma kilkoma laty ledwie co dziesiąta obligacja oferowała mniej niż 2 proc., o tyle teraz do rzadkości należą rentowności sięgające 5 proc. lub więcej. Oferują je obligacje odpowiadające za 3 proc. rynku, mniej niż kiedykolwiek wcześniej. Tendencje panujące na globalnych rynkach obligacji najlepiej pokazują realne rentowności amerykańskich 10-latek.

Choć od marcowego tąpnięcia rentowności obligacji konwencjonalnych były względnie stabilne, to dochodowość analogicznych papierów indeksowanych do inflacji spadły głęboko poniżej marcowego dołka. Nabywcy obligacji 10-letnich USA godzą się na stopę zwrotu niższą od inflacji o pełny punkt procentowy rocznie. Równie głęboko na minusie rentowności nie były nawet w 2012 r., kiedy kulminowały działania Fedu mające na celu wydobycie gospodarki z letargu po kryzysie finansowym. Tak ogromne przewartościowanie obligacji skarbowych to dla wielu inwestorów argument za uciekaniem z nich w kierunku wyżej rentownych aktywów.

Nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić, bo szereginstytucji ma statutowo ograniczone możliwości inwestowania w bardziej ryzykowne aktywa. Tymczasem niepewne perspektywy globalnej gospodarki skutecznie zniechęcają przed bardziej zdecydowanym sięganiem po aktywa cykliczne. Zdaniem Grega Petersa, dyrektora w towarzystwie PGIM, bezpieczne obligacje rządów mogą być dobrą inwestycją w perspektywie kolejnych sześciu miesięcy, a nawet dłuższej.

— W środowisku, w którym wzrost gospodarczy odbije się po zniesieniu lockdownu, ale jednak pozostanie bardzo powolny, obligacje wyglądają na rozsądnie wyceniane — ocenia specjalista, który gościł na antenie telewizji Bloomberg w programie „Bloomberg Surveillance”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marek Wierciszewski

Polecane