Topór wojenny został zakopany

Jacek Kowalczyk, Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 2011-05-26 00:00

Wiele wskazuje na to, że reguła samorządowa, którą chciał wprowadzić resort finansów, odejdzie w niebyt.

Premier obiecuje, że nie będzie mordował inwestycji samorządów ani narzucał im sztywnych reguł

Wiele wskazuje na to, że reguła samorządowa, którą chciał wprowadzić resort finansów, odejdzie w niebyt.

Premier Tusk ogłosił porozumienie z samorządami, którym — w ramach walki z deficytem finansów publicznych — rząd chciał mocno ograniczyć możliwości zadłużania.

— Osiągnęliśmy częściowe porozumienie, z którego jestem bardzo zadowolony. Sprawa nie jest jednak jeszcze definitywnie zakończona — zastrzega Marek Wójcik, dyrektor biura Związku Powiatów Polskich.

Wygląda jednak na to, że reguła samorządowa (zakładająca, że deficyt mógłby w 2012 r. wynosić maksymalnie 4 proc. dochodu i co roku zmniejszać się o 1 pkt proc.) trafi do kosza.

— Tak bym to odebrał — mówi Ryszard Grobelny, prezydent Poznania i szef Związku Miast Polskich.

— Najważniejsze, że rząd przestał mówić o oszczędnościach w poszczególnych samorządach i zaczyna patrzeć na nie jako na jeden sektor i to od niego oczekuje ograniczania deficytu. Czyli dotychczasowe propozycje ministra finansów przestają być aktualne — tłumaczy Marek Wójcik.

To także ważna wiadomość dla firm, które są kontrahentem gmin, powiatów i województw co roku wydających na inwestycje około 40 mld zł.

— Ani Ministerstwo Finansów, ani rząd nie chcą mordować inwestycji na poziomie samorządów ani narzucać im sztywnego rygoru — twierdzi premier Tusk.

No problem

Rząd chce, by sektor samorządowy ograniczył w 2012 r. deficyt o 0,4 pkt proc. (około 6 mld zł). Poprosił organizacje samorządowe, by w ciągu trzech-czterech tygodni wypracowały mechanizm, który pozwoli to osiągnąć. Ma być on "możliwie elastyczny". Według Marka Wójcika, z zaspokojeniem oczekiwań premiera nie będzie żadnych problemów.

— Zgodnie z wypowiedzią ministra Rostowskiego z lutego, punktem odniesienia jest deficyt w 2010 r., czyli niespełna 16 mld zł. Od tego poziomu deficyt sektora musi obniżyć się o 6 mld zł. Tymczasem już w tym roku deficyt samoczynnie spadnie do 7-8 mld zł — tłumaczy Marek Wójcik.

Czyli w praktyce, samorządy wcale nie będą musiały zaciskać pasa, żeby ograniczyć deficyt do oczekiwanego poziomu.

— Chodzi wyłącznie o wypracowanie ostrożnościowego mechanizmu. Nie będziemy czekać na efekty prac resortu finansów, przedstawimy własną propozycję w tej sprawie — mówi Ryszard Grobelny.

Dlaczego w takim razie rząd przez kilka miesięcy forsował regułę, która zmusiłaby wiele miast do drastycznych cięć wydatków inwestycyjnych?

— Bo resort finansów błędnie, zbyt pesymistycznie, prognozował deficyt samorządów. Sądził, że skoro w ostatnich latach szybko rósł, to tak samo będzie rósł w przyszłości. Tymczasem ten skok wynikał tylko z cyklu inwestycyjnego. Diabeł jest nie taki straszny, jak rząd go malował — mówi Marek Wójcik.

Nieformalny sojusz

Sytuację rządu komplikował fakt, że koalicja sojuszników samorządu rosła w siłę z każdym dniem. Najpierw jednym głosem przemówiły organizacje samorządowe. Argumentowały, że gminy, miasta, powiaty i województwa są potężnym inwestorem, który podtrzymuje wzrost gospodarki i de facto zapewnia wysoki poziom dochodów budżetowych. Samorządowcy posunęli się do tego, że zerwali debaty z resortem finansów, żądając rozmów z premierem.

Potem na łamach "PB" sprzeciw wobec planowanych ograniczeń wyraziło koalicyjne PSL. Do grona sceptyków dołączyli ministrowie Boni i Bieńkowska. Wreszcie w tym tygodniu poinformowaliśmy, że Bruksela zasugeruje naszym urzędnikom, iż nakładanie kagańca na samorządy nie jest optymalną ścieżką walki z deficytem finansów publicznych.

— Wprowadzanie zmian w takim ekspresowym tempie spowodowałoby blokowanie rozwoju samorządności. Jeśli informacja o rezygnacji z "projektu 4,3,2,1" się potwierdzi, będzie to dobra decyzja rządu — kwituje Beata Orczyk, skarbnik powiatu wielickiego.

JuŻ pisaliśmy

"PB" z 4-6 lutego 2011 r.

W lutym informowaliśmy o pomyśle resortu finansów, który komplikuje projekty inwestycyjne wielu aktywnym samorządowcom. Ich zdaniem, na szczęście reguła 4,3,2,1 nie zostanie wdrożona.