Transport zdrożeje nie tylko na Słowacji

Marcin Bołtryk
opublikowano: 2010-01-07 07:12

Od pierwszego stycznia działa nowy system poboru myta na Słowacji. Słowaccy przewoźnicy boją się, że Polacy odbiorą im towary.

Dotychczasowe winiety dla pojazdów o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t zastąpił na Słowacji w pełni elektroniczny system oparty o technologię GNSS. Aby z niego korzystać, trzeba wyposażyć samochody w urządzenia On-Board Unit (OBU). Rozwiązanie nie jest nowe, bo już od wielu lat podobne systemy są znane w Niemczech, Austrii czy w sąsiednich Czechach. Słowackie OBU działa, po podłączeniu do gniazda zapalniczki, zarówno w trybie Post-Pay, jak i Pre-Pay.

Unia Przewoźników Drogowych Słowacji żąda obniżenia kosztów myta dla krajowych przewoźników o 60 procent. Myto nie jest jednak największym problemem Słowaków. Jest nim nadpodaż samochodów, co w czasie spowolnienia gospodarczego dotkliwie daje się we znaki całemu sektorowi.
- Zmniejszanie liczby ładunków to efekt spowolnienia gospodarczego, a nie wprowadzenia myta. Polscy przewoźnicy nie zabiorą ładunków, których nie ma. Węgrzy też tego nie zrobią. Jak zawsze w takich sytuacjach potrzeba czasu na oswojenie się z sytuacją i analizę kosztów. Europa ujednolica system drogowy i to się nie dzieje bez zapowiedzi - mówi Katarzyna Nowakowska z Pekaesu.

Pierwsze dni działania nowego systemu u Słowaków zdenerwowały jednak także polskich kierowców, którzy po odbiór urządzeń musieli czekać w kolejkach po kilkanaście godzin. Gorąco było również na 137 stacjach benzynowych w całej Słowacji, gdzie protestowali słowaccy przewoźnicy żądający wstrzymania systemu opłat na pół roku i obniżenia kosztów drogowych opłat elektronicznych. Czy to zamieszanie może być szansą dla polskich przewoźników?

Na nowym słowackim systemi poboru myta stracą także Polacy.
Na nowym słowackim systemi poboru myta stracą także Polacy.
None
None

Więcej - w czwartkowym Pulsie Biznesu