W niedzielę Donald Trump oficjalnie potwierdził śmierć ajatollaha Alego Chameneiego, wskazując jednocześnie na ogromną skalę operacji prowadzonej przez siły USA i Izraela. Ataki objęły setki celów na terytorium Iranu, koncentrując się przede wszystkim na infrastrukturze Gwardii Rewolucyjnej oraz nowoczesnych systemach obrony powietrznej. Trump ostrzegł w mediach społecznościowych, że liczba ofiar może wzrosnąć przed zakończeniem konfliktu, podkreślając determinację w kontynuowaniu działań bojowych z pełną mocą.
Model wenezuelski jako plan dla Teheranu
Amerykańska administracja zakłada, że intensywne uderzenia potrwają od 4 do 5 tygodni, co ma zmusić irańskich generałów do oddania władzy w ręce obywateli. Trump w wywiadach otwarcie sugeruje wdrożenie scenariusza podobnego do tego z Wenezueli, gdzie nowy lider uległ żądaniom Waszyngtonu po usunięciu poprzedniego reżimu. Prezydent wspomniał również o posiadaniu 3 wyselekcjonowanych kandydatów do objęcia przywództwa w Iranie, choć zaznaczył, że skuteczność początkowych ataków była tak wysoka, iż wielu potencjalnych liderów zostało już wyeliminowanych. W jego ocenie obecna presja militarna jest jedyną drogą do trwałej zmiany układu sił w regionie.
Chaos w Zatoce Perskiej i paraliż światowego lotnictwa
Wojna błyskawicznie rozprzestrzeniła się poza granice Iranu, gdy Teheran odpowiedział falami pocisków wymierzonych w cele w wielu krajach goszczących amerykańskie bazy. Irańskie rakiety uderzyły w budynki w Tel Awiwie, a systemy obronne Arabii Saudyjskiej, Kataru, Bahrajnu i Kuwejtu pracowały z pełną wydajnością, by przechwycić nadlatujący ostrzał. Dramatyczna sytuacja zapanowała w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, gdzie eksplozje wstrząsnęły centrum finansowym Dubaju, niszcząc obiekty na wyspie Palm Jumeirah oraz luksusowy hotel Burdż Al-Arab. Całkowite zamknięcie cywilnego ruchu lotniczego w Zatoce Perskiej nastąpiło po uderzeniu w lotnisko w Dubaju, co odcięło jeden z najważniejszych węzłów komunikacyjnych świata.
Kryzys energetyczny i dyplomacja ostatniej szansy
