Szef Białego Domu uznał, że negocjacje z Pekinem przynoszą zbyt wolne efekty i zagroził, że jeszcze w tym tygodniu może karnie podwyższyć cła z 10 do 25 proc. na importowane chińskie produkty o wartości 200 mld USD. A w kolejce czekają jeszcze dobra za 350 mld USD.

Giełdowi inwestorzy odebrali te deklaracje bardzo negatywnie pozbywając się bardziej ryzykowanych aktywów, w tym przypadku akcji na rzecz bezpieczniejszych papierów jak choćby obligacji rządowych. Przejawiało się to w spadku rentowności papierów dłużnych, w tym benchmarkowych 10- i 2-letnich obligacji rządu USA.
Po bardzo słabym otwarciu sesji na Wall Street kolejne godziny stały jednak pod znakiem postępującej poprawy nastrojów i ograniczania wcześniejszych strat.
Szczególnie nieudany dzień miały spółki z dużą ekspozycją na chiński rynek, które mogą stać się największymi ofiarami konfliktu handlowego. Jak choćby w przypadku Boeinga, który gros kontraktów realizuje dla chińskich przewoźników. Producent samolotów jest największym pojedynczym eksporterem do Chin.
Mocno taniały też udziały spółek technologicznych, w tym takich gigantów jak Apple czy Amazon, Microsoft oraz Intel.
Ostatecznie na finiszu sesji indeks blue chipów Dow Jones IA tracił 0,25 proc. podczas gdy na otwarciu było to 1,8 proc. Wskaźnik szerokiego rynku S&P500 zniżkował na zamknięciu o 0,45 proc. a technologiczny Nasdaq spadał o 0,50 proc.