Czytasz dzięki

Ubrania do oddania, pomagania i zarabiania

Agnieszka Rodowicz
opublikowano: 26-03-2020, 22:00

Misją twórców portalu Ubraniadooddania.pl jest rewolucja na rynku odzieży używanej w Polsce oraz kształtowanie prospołecznych i proekologicznych postaw wśród Polaków. Dają przykład, że możliwy jest biznes, który łączy zarabianie pieniędzy z działalnością charytatywną i ochroną środowiska.

Zofia Zochniak studiowała dziennikarstwo i komunikację społeczną na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego. Jeszcze na studiach zaczęła pracować w ogólnopolskim dzienniku. Potem tworzyła magazyn o trendach. Pięknie wydawany, właściwie broszura reklamowa dla marek, przynosił intratne kontrakty reklamowe. Później dostała pracę przy tworzeniu centrum tenisowego. Oznaczało to odpowiedzialne zadania, duży stres i jeszcze większe pieniądze.

Plany. Zespołowi portalu Ubraniadooddania.pl marzy się przynajmniej jeden własny cyrkularny butik odzieży używanej. Z wyselekcjonowanym, wypranym i wyprasowanym towarem. Dobrym wystrojem i muzyką. Połączony z punktem, w którym można oddać niepotrzebne rzeczy. Pracują także nad tym, by rzeczy podniszczone odświeżać przy pomocy nowoczesnych metod upcyklingu i tworzyć z nich „nowe” kolekcje
Wyświetl galerię [1/4]

Plany. Zespołowi portalu Ubraniadooddania.pl marzy się przynajmniej jeden własny cyrkularny butik odzieży używanej. Z wyselekcjonowanym, wypranym i wyprasowanym towarem. Dobrym wystrojem i muzyką. Połączony z punktem, w którym można oddać niepotrzebne rzeczy. Pracują także nad tym, by rzeczy podniszczone odświeżać przy pomocy nowoczesnych metod upcyklingu i tworzyć z nich „nowe” kolekcje Fot. Michał Radchoński

— Bardzo ciężko pracowałam, żeby mieć pieniądze. A za nie dobre ciuchy, kosmetyki, piękne mieszkanie, supersamochód i wakacje dwa razy w roku. Uważałam, że posiadanie oznacza dobre życie. Po pracy szłam na zakupy do galerii handlowej — przyznaje Zofia Zochniak.

W ramach rozrywki latała na zakupy do Londynu. Mieszkała tam u znajomych.

Jak nie wiadomo, o co chodzi…

Do ich skrzynek na listy wpadały tzw. charity bags. Na torebkach były komunikaty: „Spakuj niepotrzebne rzeczy, pomóż ratować koty”. Albo: „Oddaj ubrania, pomóż dzieciom walczyć z rakiem”. Na niektórych reklamówkach widniały napisy: „część pieniędzy…” albo „całkowity zysk ze sprzedaży pomoże…”.

— Pomyślałam: Świetnie. Ale zaczęło mnie też interesować, jak to się odbywa i jaka część pieniędzy trafia do potrzebujących — wspomina Zofia Zochniak. Dowiedziała się, że fundacje dogadują się z firmami prowadzącymi zbiórki, udostępniają im swoje logo w zamian za część pieniędzy ze sprzedaży. Zastanawiała się, na ile ta działalność jest transparentna? Okazało się, że nie bardzo. W międzyczasie odezwała się do niej firma zajmująca się zbiórką odzieży używanej w Wielkiej Brytanii, Polsce i w Niemczech. Chcieli zrobić coś, co wpłynęłoby na ich rozpoznawalność.

— Zaproponowałam, by połączyli zbiórki door-to-door czy kontenerowe z fundrisingiem. I pokazali, że każdy kilogram ubrań to konkretne pieniądze przekazane organizacji — opowiada była dziennikarka.

Transparentny model miał pomóc budować zaufanie, ale też uświadamiać darczyńcom, że przekazywane rzeczy zazwyczaj nie trafiają bezpośrednio do potrzebujących.

— Bo fundacje nie potrzebują znoszonych ubrań, tylko pieniędzy, które pozwolą im działać. A pieniądze pochodzą ze sprzedaży darowanych rzeczy — wyjaśnia Zofia Zochniak.

Pomysł się spodobał, zaczęła pracę nad projektem w Wielkiej Brytanii. I badała, jaka jest skala wykorzystywania fundacji przez firmy zajmujące się handlem używaną odzieżą i o jakie pieniądze chodzi. Okazało się, że ogromne. Rynek odzieży używanej na świecie szacuje się na około 40 mld dolarów rocznie.

— Z moją ówczesną kontrahentką nie dogadywałam się w wielu kwestiach. Branża odzieży używanej często traktuje fundacje wyłącznie jako narzędzie do zarabiania pieniędzy. A ja czułam już potrzebę zrobienia czegoś wartościowego. Męczyłam się więc, choć widziałam, że mój pomysł ma sens — wspomina Zofia Zochniak.

Wtedy jej partner, Tomasz Bocian, specjalista od bankowości, powiedział: „Masz rok doświadczenia, zdobywania wiedzy, poznawania środowiska. Zostaw Wielką Brytanię. Zróbmy rewolucję w Polsce!”.

Dziki Zachód na Wschodzie

Trzy lata temu zajęli się researchem rynku odzieży używanej w Polsce. Przyglądali się metodom pozyskiwania tekstyliów, sprawdzali, co o tym myślą ludzie i fundacje. Stwierdzili, że jest do zrobienia znacznie więcej niż w Wielkiej Brytanii.

— Chociaż tam jest daleko do ideału, to przynajmniej są instytucje, które starają się regulować rynek odpadów tekstylnych. U nas panują zasady Dzikiego Zachodu. Kto postawi kontener, ten zbiera — mówi Zofia Zochniak.

Wiele do życzenia pozostawia też komunikacja. Na kontenerach, ulotkach towarzyszących zbiórkom door-to-door są informacje o fundacjach, które przekazują rzeczy potrzebującym. Kiedy próbowali się z nimi kontaktować, okazywało się, że to martwe, choć zarejestrowane podmioty, które są tylko kamuflażem dla biznesu. Albo fundacje, których logo widnieje na kontenerach, jedynie współpracują z firmami zajmującymi się handlem używanymi ubraniami, otrzymując niewielkie pieniądze za brandowanie pojemników. Z kolei darczyńcy nie są świadomi, że ubrania, które oddają, nie trafiają do potrzebujących.

— Dotarło do nas, że jest wielka szara strefa handlu odzieżą używaną, fundacje są wykorzystywane, a pieniądze wielkie — mówi Zofia Zochniak.

Polski rynek odzieży używanej szacuje się na 6 mld zł rocznie. Postanowili wykroić porcję dla siebie, ale na uczciwych zasadach. Zofia Zochniak wpadła na pomysł, by odbierać rzeczy bezpośrednio od darczyńców przez firmę kurierską. Oni, jako pośrednicy, mieli sprzedawać odzież hurtownikom i przekazywać w imieniu darczyńców złotówkę od każdego kilograma wybranej fundacji. Znalazł się inwestor, powiedział: Świetny pomysł. Ile potrzebujecie pieniędzy? Policzyli, założyli spółkę New Solutions Group i w 2018 r. ruszyli z tworzeniem portalu Ubraniadooddania.pl. Wypracowali system, w którym darczyńcy i fundacje rejestrują się, by kurierzy wiedzieli, skąd odebrać paczki, a darczyńcy mogli śledzić cały proces aż do przekazania pieniędzy wybranej fundacji. Znaleźli chętną do współpracy firmę kurierską i magazynową.

Nawiązali kontakty z fundacjami. Na portalu zaczęli się rejestrować darczyńcy, pojawiły się pierwsze kartony z ubraniami, butami, akcesoriami… Zaoferowali towar większym i mniejszym firmom w Polsce zajmującym się recyklingiem i handlem ubraniami. Wszystkie odmówiły współpracy. Usłyszeli: Mamy własne metody pozyskiwania odzieży, zarabiamy i nie potrzebujemy się z wami dzielić. A już na pewno nie będziemy się rozliczać z każdego kilograma.

— Niesłusznie założyliśmy, że zmusimy branżę, by robiła to, co deklaruje. Właściwie powinniśmy się wtedy zamknąć — przyznaje Zofia Zochniak.

Druga runda

Cena niesortowanej odzieży waha się w Polsce między 40 gr a 1 zł. Żeby pokryć koszty operacyjne, przekazać pieniądze fundacjom i coś zarobić, New Solutions Group oferowała ją za 3 zł. Branża nie była zainteresowana. A im większy gracz, tym mniej. Bo kupując odzież w wielkich ilościach, na całym świecie płaci za nią grosze. Czasami pojawiał się kupiec i chciał tonę na próbę. Za 2 zł. Zgadzali się, myśląc, że dzięki temu dowiedzą się, czy rzeczy przychodzące w paczkach są wartościowe. Po tygodniu chciał znowu tonę „na próbę”.

— Po kilku takich sytuacjach mój partner stanowczo odmówił. A mi powiedział: Zweryfikowaliśmy, towar jest dobry, otwórzmy własną hurtownię — wspomina Zofia Zochniak.

Do tego potrzebne były jeszcze większe pieniądze. Zdecydowali się poszukać kogoś, kto zrozumie skalę i doceni potencjał rynku odzieży używanej w Polsce. Bo choć przez rok zebrali około 150 ton ubrań, to najwięksi gracze na jednej zmianie przerabiają 300 ton. Wierzyli, że są dopiero na początku drogi. Latem 2019 r. dołączyło do nich dwóch inwestorów, w tym znajomy przez lata związany z branżą produktów audiowizualnych.

— Wycofałem się właśnie z poprzedniego przedsięwzięcia i zastanawiałem się, co dalej. Chciałem zainwestować w coś, co byłoby nie tylko robieniem biznesu dla biznesu. Projekt Ubraniadooddania.pl mnie przekonał — mówi Tomasz Kliczkowski, absolwent zarządzania i marketingu na warszawskiej SGH.

Pod koniec października zeszłego roku New Solutions Group otworzyła w Górze Kalwarii magazyn i hurtownię ubrań Ecowear. Zatrudnili kilka osób do sortowania odzieży na kilkadziesiąt kategorii. Zmienili też firmę kurierską, bo pierwsza, z którą współpracowali, wymagała foliopaków do przewozu odzieży. Znaleźli taką, która zaakceptowała recyklingowe kartony z odzysku. I zajęli się tworzeniem oferty handlowej dla hurtowni i sklepów second hand.

— Zaczęliśmy od tych, które określają się jako eko albo stawiają na towar dobrej jakości. Ale chcemy namówić jak najwięcej hurtowni i sklepów second hand w Polsce do współpracy i wychodzenia z szarej strefy — mówi Tomasz Kliczkowski.

— Nagminnie spotykamy się z pytaniem: A ile będzie bez faktury? Zdecydowanie odmawiamy. Chcemy zmieniać branżę, która mentalnie tkwi w latach 80. XX w. — dodaje Zofia Zochniak.

Prospołecznie i eko

Ubrania, które do nich trafią, nie mają kontaktu z wilgocią ani innymi warunkami atmosferycznymi.

— Kobiety sortujące u nas rzeczy mają też czas, by dokładnie je obejrzeć i ocenić. Dzięki temu odsetek „odpadów” mamy na poziomie 2 proc. To na tym rynku niespotykane — wyjaśnia Zofia Zochniak.

Przy „niesorcie” importowanym z Wielkiej Brytanii średnio 30 proc. jest traktowane jako odpad. Większe hurtownie płacą za jego utylizację. Mniejsze często pozbywają się „odpadu”, paląc go lub wyrzucając na nielegalne wysypiska. New Solutions Group swoje „odpady” gromadzi. Po osiągnięciu większej skali planują współpracę z firmami, które przerabiają ubrania na czyściwo przemysłowe, granulat do produkcji paliwa alternatywnego czy alternatywnych desek.

— Przekazujemy fundacjom złotówkę od każdego kilograma niezależnie od tego, czy rzeczy nadają się bezpośrednio do sprzedaży. Ale prosimy darczyńców, by przekazywali ubrania dobrej jakości. I zdecydowana większość to robi — mówi Tomasz Kliczkowski.

Hurtownie selekcjonują odzież, wybierając rozpoznawalne marki i jak najmodniejsze ubrania.

— My oceniamy rzeczy pod kątem stopnia zużycia i materiału, z którego są zrobione. Dzięki temu trafiają nam się jedwabne koszule czy swetry z kaszmiru. Wyodrębniliśmy kategorię vintage. Jesteśmy pierwszą w Polsce hurtownią, która oferuje taką odzież — mówi z dumą Zofia Zochniak.

— To, co w innych hurtowniach ze względu na brak świadomości często trafia do kategorii „odpad”, u nas znajduje odbiorcę. Mamy nawet kategorię polski vintage — dodaje Tomasz Kliczkowski.

Kierują ofertę do sklepów vintage w całej Polsce. Pracują też nad projektem umożliwiającym zakupy ludziom handlującym takimi ubraniami, którzy nie prowadzą stacjonarnych sklepów.

— Widzę w tym możliwość aktywizacji osób na urlopie macierzyńskim, rencie, a nawet z niepełnosprawnościami. Nie będą musiały do nas przyjeżdżać. Zamówią towar przez internet, dostaną paczkę kurierem — wyjaśnia Tomasz Kliczkowski.

Marzy im się też przynajmniej jeden własny cyrkularny butik odzieży używanej. Z wyselekcjonowanym, wypranym i wyprasowanym towarem. Dobrym wystrojem i muzyką. Połączony z punktem, w którym można oddać niepotrzebne rzeczy. Pracują także nad tym, by rzeczy podniszczone odświeżać za pomocą nowoczesnych metod upcyklingu i tworzyć z nich „nowe” kolekcje.

— Chcemy sprawiać, by ludzie kupowali więcej rzeczy używanych — mówi Tomasz Kliczkowski. — Nie ma bardziej ekologicznej mody niż ubrania już wyprodukowane — podkreśla Zofia Zochniak.

Sky is the limit

Zdarza się, że odbierają towar od fundacji, które chcą oczyścić magazyny z niepotrzebnych rzeczy przynoszonych przez darczyńców. Nawiązali także współpracę z dużymi przedsiębiorstwami, których pracownicy w ramach akcji społecznej odpowiedzialności biznesu prowadzą zbiórki odzieży. Żeby zamówić bezpłatnie kuriera przez stronę portalu, trzeba mieć do oddania co najmniej 10 kg ubrań. Ale w jednej przesyłce darczyńcy przekazują średnio 28 kg używanych rzeczy. Kurierzy odbierają je w 150 miastach Polski. Można też przynieść paczkę do wybranych punktów DPD Pickup. Twórcy portalu Ubraniadooddania.pl mogliby objąć zasięgiem cały kraj, ale nie mają jeszcze takich mocy przerobowych. Za to ściśle ewidencjonują każdy odebrany kilogram i przekazaną złotówkę. Są też w stanie powiedzieć, skąd towar był nadany, czy darczyńca powraca, czy wspiera konkretną fundację, kampanię. Rejestrują tendencje poszczególnych miast, dzielnic, proporcje odpadu.

— Nikt poza nami takich statystyk nie prowadzi, a to bardzo wartościowe informacje — wyjaśnia Zofia Zochniak.

Skala odpadów tekstylnych szacowana jest w Polsce na 2,5 mln ton rocznie. Przyjmuje się, że połowa pochodzi z gospodarstw domowych, z czego około 500 tys. ton jest w tak doskonałym stanie, że nadaje się od razu do ponownego wprowadzenia na rynek. Jest na czym zarabiać.

— Na razie pokrywamy koszty operacyjne. Wraz ze skalą pojawią się zyski. Jak dopracujemy model, ruszymy też za granicę. Potrzebujemy tylko urosnąć, więc to nie kwestia „czy”, ale „kiedy” — zapowiada Tomasz Kliczkowski, odpowiedzialny za dział sprzedaży i marketingu.

— Wszędzie jest szara strefa i miejsce na zmianę. A nam bardzo zależy, by budować też świadomość na temat branży mody i zmieniać nawyki ludzi. Czy się wymienisz ubraniami z przyjaciółką, czy trafią do nas — mało istotne — dodaje Zofia Zochniak.

Ważne, by nie trafiły na śmietnik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Rodowicz

Polecane