Udany debiut PGE. Kredytowy problem

Adrian Boczkowski,Kamil Zatoński
09-11-2009, 00:00

Inwestorzy na potęgę brali kredyty na zakup akcji PGE. Teraz mają kłopot. Nie wrzucą całej prowizji i odsetek w koszty podatkowe

Piątkowy debiut Polskiej Grupy Energetycznej powinien zadowolić drobnych inwestorów. Przez chwilę mieli możliwość sprzedaży papierów kupionych w IPO nawet 16,3 proc. powyżej ceny emisyjnej. Kto przegapił ten moment i tak nie powinien narzekać. Przez większość sesji kurs utrzymywał się przy 26 zł, więc sprzedając walory na debiucie, mali inwestorzy bez trudu mogli zrealizować łącznie około 120 mln zł zysku.

Trzeba jednak pamiętać o ogromnym zainteresowaniu IPO energetycznej spółki i zabiegach inwestorów, by uniknąć redukcji zapisów. Interes wyczuły banki, które oferowały lewarowanie transakcji maksymalnie 10 do 1. Inwestorzy tłumnie skorzystali z ich propozycji. Z naszych szacunków, podpartych danymi od brokerów, wynika, że z lewarowania zapisów w IPO PGE skorzystała ponad połowa z blisko 60 tys. drobnych inwestorów, którzy wzięli udział w ofercie. "Kredytowa zabawa" kosztowała odważniejszych inwestorów ponad 70 mln zł. (tyle mniej więcej zarobiły banki i brokerzy na całej akcji kredytowej). To przynajmniej połowa zysków, które bez pośpiechu drobni gracze mogli zrealizować już na pierwszej sesji PGE. Kredytowe koszty (prowizje, oprocentowanie) teoretycznie można kompensować z zyskami giełdowymi. Inwestorzy indywidualni powinni więc odzyskać 19 proc. poniesionych kosztów, czyli przynajmniej 14 mln zł. W praktyce sprawa nie jest jednak tak oczywista.

Prawo podatkowe jest skomplikowane, więc przedstawmy jego meandry na konkretnym przykładzie. Wcielamy się w drobnego inwestora, który wziął udział w ofercie PGE. Miał on na rachunku maklerskim 50 tys. zł wolnej gotówki i złożył zapis wart 550 tys. zł. Od kredytu zapłacił 0,3 proc. prowizji (1500 zł). Przez 96,5 proc. redukcji zleceń zdołał kupić w IPO papiery za 19,2 tys. zł (836 sztuk). Za ich nabycie zapłacił 0,2 proc. prowizji maklerskiej (38,5 zł). Sprzedając je na debiutanckiej sesji po 26,5 zł, nasz gracz zapłacił 86,4 zł prowizji maklerskiej (0,39 proc.). Nominalnie zarobiliśmy 2926 zł, więc należny podatek Belki do zapłacenia w przyszłym roku to 556 zł. Tymczasem ponieśliśmy przecież blisko 1625 zł kosztów, więc kwota podatku powinna teoretycznie zniżyć się o 309 zł (do 247 zł). Prowizje maklerskie

(125 zł) broker sam uwzględni w przesyłanej do klientów deklaracji PIT-8C. Co jednak z prowizją kredytową?

Inwestorzy muszą samodzielnie w deklaracji PIT-38 zwiększyć koszty swych transakcji o opłaty bankowe (prowizje i ewentualne odsetki). Ale uwaga! Nie można polegać na logice, która podpowiada pełne obniżenie podstawy opodatkowania (w naszym przykładzie byłoby to 1500 zł). Powód? Od razu trzeba by przygotować się na raczej pewne spotkanie z fiskusem, który oskarżyłby nas, że niesłusznie dokonaliśmy redukcji płaconych podatków. Okazuje się, że obowiązujący od tego roku przepis ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 23 ust. 1 pkt 38b) limituje odpisy z tytułu lewarowania do kosztów przypadających proporcjonalnie na tę część kredytu, która została wydatkowana na nabycie walorów. W praktyce oznacza to, że inwestor z naszego przykładu, który nie chce wejść na ścieżkę wojenną z urzędem skarbowym, może odpisać w PIT-38 jedynie 52,5 zł (3,5 proc. z 1500 zł), gdyż otrzymał jedynie 3,5 proc. zamówionych papierów PGE. Należny podatek zniży się więc nie o 285 zł, ale jedynie o 10 zł. Eksperci podatkowi ostrzegają jednak, że nadgorliwi urzędnicy mogą zakwestionować nawet to, ponieważ do rzeczywistego zakupu walorów wystarczyła własna gotówka, a kredyt pozostał nietknięty.

Długodystansowcy powinni mieć na uwadze jeszcze jedną ważną kwestię. Kto nie sprzeda wszystkich papierów kupionych w IPO do 28 grudnia, będzie mógł odliczyć koszty jedynie proporcjonalnie. Jeśli więc inwestor zapłacił 2000 zł prowizji i odsetek od kredytu, a 90 proc. zakupionych papierów przetrzyma do przyszłego roku, to w najbliższej deklaracji podatkowej będzie mógł zmniejszyć dochody jedynie o 10 proc. przysługującego odliczenia, czyli o zaledwie 7 zł. Należny

podatek spadnie więc jedynie o 1 zł.

Wrzuć w koszty, a spotkasz fiskusa

Przepisy dotyczące tzw. podatku giełdowego pozostawiają wielkie pole do interpretacji, co jest szansą na optymalizowanie podatku, ale może też odstraszać od inwestowania. Jeśli chodzi o odliczenie kosztów prowizji i odsetek od kredytu, to przepisy osobiście rozumiem tak, że skoro nabyłem 3,5 proc. tego, co pierwotnie lewarowałem, to tylko w tej części kredyt był wydatkowany na nabycie papierów (koszty rozliczamy proporcjonalnie).

To ograniczenie można traktować jednak jak nieistniejące,

ponieważ w przypadku osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej art. 30b ust. 2 ustawy o podatku dochodowym nie odwołuje się do niego w żaden sposób. Zastosowanie takiej interpretacji jest dość ryzykowne, choć w świetle interpretacji gramatycznej możliwe do przyjęcia. Podatnik na pewno wszedłby jednak na ścieżkę sporu z organami podatkowymi.

Robert Morawski

Resort skarbu powinien odrobić lekcję z PGE

Ogromne zainteresowanie giełdowym debiutem PGE to dobry prognostyk dla kolejnych ofert publicznych, które planuje przeprowadzić skarb państwa. Na następny hit — IPO Polkomtela — długo nie trzeba będzie czekać. Prospekt emisyjny spółki ma trafić do Komisji Nadzoru Finansowego jeszcze w tym roku, a wartość oferty szacowana jest wstępnie na 5 mld zł. Będzie to więc wydarzenie porównywalnego kalibru, co wejście na giełdę PGE. Hitem będą też z pewnością kolejne oferty publiczne firm takich, jak PZU i Tauron Polska Energia.

Warto, by resort skarbu skorzystał z zebranych właśnie doświadczeń i przy następnej okazji bardziej zatroszczył się o drobnych graczy. Choć w przypadku PGE wartość przyznanej początkowo dla nich puli wydawała się całkiem wysoka (600 mln zł), to szybko okazało się, że dla większości chętnych wejście w ofertę bez wzięcia kredytu w biurze maklerskim nie będzie miało sensu. Nawet po zwiększeniu transzy do 15 proc. całości (przypomnijmy — w IPO PKO BP drobni dostali prawie dwa razy więcej, bo 28 proc. oferty) redukcja wyniosła 96,5 proc. Taka sytuacja może zniechęcać do udziału w kolejnych ofertach, bo nawet przy sporym wkładzie własnym (np. 50 tys. zł) koszty kredytu przejadły większość dochodu. Według wyliczeń Expandera, zysk przeciętnego inwestora, który zapisał się na akcje PGE, wyniósł na premierowej sesji 432 zł. Jeśli przemnożyć to przez liczbę uczestników IPO (prawie 60 tys. osób), łączny ich dochód można szacować na blisko 26 mln zł. To — uwaga — zaledwie jedna trzecia tego, co na obsłudze oferty zarobiły banki i biura maklerskie.

Sporo zarobiły też wybrane instytucje, które dostały tyle papierów, ile chciały. Wzbudziło to uzasadnione protesty zarządzających, bo reguły przyznawania akcji przez oferującego nie były jasne. Na dodatek spółka nie zdecydowała się na wykorzystanie furtki, jaką była możliwość podniesienia ceny emisyjnej dla dużych graczy do poziomu, który zrównoważyłby popyt z podażą. Trudno zrozumieć, dlaczego w ofertach prywatyzacyjnych duzi gracze są aż tak uprzywilejowani wobec drobnicy. Utarło się, że obecność w akcjonariacie funduszy (zwłaszcza OFE) stabilizująco wpływa na kurs spółki. Bessa obaliła ten mit, ponadto wczoraj wolumen obrotu akcjami PGE był tak wysoki, że nie ma wątpliwości, że zyski szybko realizowała także część instytucji.

45

mld zł To kapitalizacja PGE. Koncern stał się największą polską spółką na GPW. Do piątku liderem było PKO BP.

60

tys. Tyle osób zapisało się na akcje PGE.

432

zł Tyle zarobił przeciętny inwestor, który wszedł w ofertę PGE i sprzedał akcje na premierowej sesji.

Adrian Boczkowski

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski,Kamil Zatoński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Emerytury / Udany debiut PGE. Kredytowy problem