Sprzedaż modelowych portfeli inwestycyjnych bez świadczenia usługi doradztwa inwestycyjnego to nowa koncepcja Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (UKNF). Portfele inwestycyjne w tej formule mogłyby oferować jedynie instytucje mające uprawnienia do świadczenia usług doradztwa inwestycyjnego lub zarządzania portfelami, ale nie musiałyby zawierać z klientami umów doradczych lub na zarządzanie portfelem.
Klienci nie mogliby indywidualnie ustalać zasad tworzenia portfeli oferowanych w tej formule, a po wyborze portfela modelowego nie mieliby żadnego wpływu na to jakie konkretnie instrumenty znajdą się w portfelu.
To istotne odstępstwo od dotychczasowych zasad doradztwa inwestycyjnego, zgodnie z którymi klient instytucji finansowej co prawda dostaje propozycje składu portfela, jednak samodzielnie decyduje w jakim zakresie się do nich dostosuje kupując lub sprzedając określone instrumenty finansowe.
- To generalnie bardzo dobra koncepcja. W myśl tego podejścia portfel modelowy nie byłby ani doradztwem, ani usługą zarządzania portfelem. Wszystkie instrumenty w portfelu traktowane byłyby łącznie jako jeden produkt. W Polsce tego w ogóle nie było – mówi osoba zaznajomiona z pomysłem UKNF.
W Polsce nie, ale w Holandii owszem. UKNF oparł swój pomysł na tym, co oferują klientom holenderskie banki ABN Amro oraz Brand New Day.
UKNF pozytywnie zaskoczył rynek
Przeniesienie holenderskiego rozwiązania na polski grunt zostało zaprezentowane podczas spotkania Dariusza Adamskiego, zastępcy przewodniczącego KNF, z reprezentantami domów maklerskich.
- Nie słyszałem, by ktoś z rynku wcześniej mówił o czymś takim. Byłem autentycznie zaskoczony tym spotkaniem. Zaskoczony pozytywnie – mówi jeden z uczestników spotkania.
- Ciekawa inicjatywa. Nie wiedziałem, że UKNF potrafi działać w ten sposób. Z kontekstu sytuacji wynikało, że portfele modelowe w tym wydaniu – podobnie jak OKI – mają być inicjatywą służącą pobudzeniu naszego rynku kapitałowego – dodaje inny.
Z zebranych przez nas informacji wynika, że choć w spotkaniu w UKNF uczestniczyli przedstawiciele domów maklerskich, to portfele modelowe jakie proponuje rynkowy nadzorca mogłyby być budowane nie tylko na bazie instrumentów deponowanych na rachunkach maklerskich (akcje, obligacje czy ETF-y), ale też zwykłych funduszy inwestycyjnych.
Klient instytucji finansowej decydowałby oczywiście czy chce skorzystać z portfela maklerskiego czy funduszowego, ale portfela o z góry ustalonym składzie i proporcjach. W trakcie „życia” portfela nie otrzymywałby jednak żadnych dodatkowych rekomendacji, nawet w przypadku znacznych strat. Realizowane nie przez klienta, ale instytucję finansową, dokupienie lub sprzedaż dotyczyłyby wszystkich elementów portfela zgodnie z ustalonymi pierwotnie proporcjami.
- Chodzi o to, by klient sam nie zarządzał alokacją pod wpływem emocji. Żeby nie było tak, że z ankiety MiFID wyjdzie mu bardzo mała tolerancja ryzyka, a w wyniku historycznych stóp zwrotu mocno zaangażuje się na rynku akcji – tłumaczy uczestnik prezentacji pomysłu w UKNF.
Problematyczny profil ryzyka MiFID
W trakcie spotkania przedstawiciele UKNF zwracali uwagę na niedostępność dla wielu klasycznego doradztwa inwestycyjnego, niewykonywanie zalecanych w nim operacji, a także kurczowe wypieranie się podjęcia jakiegokolwiek ryzyka w ankietach adekwatności MiFID. Zaznaczali, że zbieg tych dość zróżnicowanych czynników powoduje, że klienci instytucji finansowych lokują pieniądze w instrumenty o niskich stopach zwrotu oraz w sposób niedopasowany do ich potrzeb, szczególnie w kontekście wieku i zabezpieczenia emerytalnego.
Profil ryzyka byłby głównym kryterium, na podstawie którego klient wybierałby portfel modelowy o jakim myśli UKNF. Każda instytucja finansowa chcąca proponować modelowe portfele bez umów doradztwa inwestycyjnego musiałaby mieć w ofercie kilka wariantów o różnym poziomie ryzyka.
- Istotą tego pomysłu jest ocena odpowiedniości instrumentów finansowych względem akceptowalnego przez klienta ryzyka na poziomie całego portfela, a nie poszczególnych instrumentów wchodzących w jego skład. Podejście do dyrektywy MiFID jest obecnie takie, że jeśli klient nie toleruje ryzyka, to nie można mu zaproponować portfela składającego się choćby w 5 proc. z akcji lub funduszy akcyjnych. W wersji proponowanej przez UKNF byłoby to możliwe – relacjonuje przedstawiciel rynku kapitałowego.
W tym kontekście portfel inwestycyjny nie byłby zbiorem pojedynczych instrumentów finansowych, ale jako całość stanowił swoisty produkt. UKNF wychodzi przy tym z założenia, że modelowe portfele inwestycyjne w nowym wydaniu nie byłyby detalicznymi produktami zbiorowego inwestowania i w związku z tym nie wymagałyby tworzenia dla nich dokumentów KID.
- UKNF twierdzi, że takie podejście nie wymaga zmian w prawie. Taką sama opinię przedstawili po spotkaniu nasi prawnicy – mówi przedstawiciel branży finansowej.
Czy to jest wykonalne?
UKNF wychodzi z założenia, że zawarcie umowy o prowadzenie portfela modelowego bez umowy doradztwa inwestycyjnego nie wykluczałoby jednoczesnego złożenia dyspozycji systematycznego zmniejszania poziomu ryzyka wraz ze zbliżaniem się końca okresu inwestycji. W praktyce oznaczałoby to po prostu zmianę portfela na mniej ryzykowny.
Nabycie modelowego portfela mogłoby się też wiązać z wyrażeniem zgody na automatyczny rebalancing. Klient nabywający produkt składałby zlecenie automatycznego przywracania portfela do ustalonych z góry proporcji w określonych datach.
Z zebranych przez nas informacji wynika, że uwzględniając długoterminowy horyzont inwestycyjny, instytucje finansowe zobowiązane byłyby do ustalenia zamienników składników portfeli na wypadek, gdyby któreś z aktywów wyjściowych przestało być dostępne. Byłoby wtedy automatycznie zastępowane przez inny, z góry ustalony, podobny instrument. Z tego powodu niektórzy uczestnicy spotkania w UKNF są zdania, że koncepcja jaką zaproponował rynkowy nadzorca dawałaby się w praktyce zrealizować jedynie na bazie funduszy inwestycyjnych – zwykłych lub ETF-ów.
- Na pierwszy rzut oka bardzo mi się ten pomysł spodobał. Nie miałem jeszcze czasu sprawdzić jak to działa w ABN Amro, ale po przemyśleniu doszedłem do wniosku, że z praktyczną realizacją tej koncepcji związane są istotne problemy ttechniczne. UKNF chce. by klient nabywał produkt składający się z określonych instrumentów finansowych w określonych proporcjach. Oczekuje też listy zamienników składników portfela. Załóżmy więc, że jakiś dom maklerski przymierzyłby się do portfela, który w części akcyjnej byłyby akcje Orlenu. Jak znaleźć dla nich zamiennik o podobnym profilu działalności, zarówno w wymiarze branży, skali, jak i geograficznego obszaru działalności? Ponadto UKNF chce, by takie portfele były produktami o charakterze wieloletnim, a obligacje też mają terminy zapadalności. Dlatego wyobrażam sobie, że takie portfele będą powstawać raczej na bazie ETF-ów niż bezpośrednio akcji i obligacji – komentuje przedstawiciel branży maklerskiej.
