Hiszpanie mawiają, że produkcję wina wymyślili Cyganie. Ale rzucili, bo to harówka. I dodają: jeśli picie wina szkodzi pracy — rzuć pracę!
Niegdyś, by dodać winu walorów smakowych, do fermentującego kotła wrzucano kozy. Albo wołowe szynki.
— Dziś lepiej zjeść kawałek mięsa i popić go winem — uznaje Pascual Herrera Garcia, dyrektor stacji enologicznej regionu Kastylia-Leon, dyrektor Muzeum Wina w Penafiel.
Kiście winogron to bomba energetyczna: winifikacja wytwarza tyle ciepła, że nawet człowiek znikłby bez śladu... No, prawie — prócz zegarka, pierścionka czy kluczy.
— Wina z okolic Saragossy, stolicy Aragonii, mają wiele wspólnego z francuskimi. Ludzie śmieją się, że to „zasługa” żołnierzy napoleońskich. Pojmanymi Francuzami „uszlachetniano” lokalne wina — zostawały po nich tylko kajdany... Ponoć jeńców polewano także olejem i smażono na patelni — żartuje Pascual Herrera Garcia.
Deptane w kadzi
Kastylia-Leon słynie z win. Marki — jak Ribera de Duero (czerwone i różowe), Cigales (różowe i czerwone), Rueda (białe) — zdobywają nagrody na konkursach winiarskich. To przyciąga turystów. Zwiedzają winnice w dolinie rzeki Duero. Kto chce — pracuje.
— To robota ciężka, nie zaś romantyczna. Przez 8-10 godzin zbiera się 200 kg winogron. W najgorszym razie! Prawdziwi profesjonaliści zrywają kilka razy więcej. Bolą ręce, muchy tną, praży słońce albo leje deszcz — w naszym regionie pogoda zmienna bardzo... Pani by pewnie i do 70 kg nie dobiła — ocenia Pascual Herrera Garcia.
Muzeum Wina — zamek w zabytkowym Penafiel — demonstruje produkcję trunku. Podczas 1,5-godz. wycieczki po XV-wiecznej warowni — zakończonej degustacją — ogląda się krzaki winorośli, winogrona, uzyskany w nich sok i w końcu wino. Zwiedzający obserwują także tajemniczą i skomplikowaną pracę — produkcję wina. Wolno im wejść do kadzi i deptać winogrona. A nawet wybrać te, z których powstanie wino czerwone, różowe, białe albo musujące.
— Chcemy oddać życie wina. Turyści porównują produkcję współczesną i metody sprzed wieków. Wcześniej wszystko — od zrywania winogron po butelkowanie — ludzie robili ręcznie. Dziś pracę wykonują maszyny i komputery. Wzrosła też czystość wina: niegdyś osad był normą. To kwestia higieny — odpowiednia temperatura fermentacji eliminuje bakterie — opowiada Pascual Herrera Garcia.
Winne szlaki znajdzie się także w innych regionach kraju, m.in. w okolicach Walencji. Jeśli turyści ruszą w głąb lądu — autostradą nr III, dotrą do winnic produkujących wina czerwone i różowe. Trasa wiedzie przez zabytkowe miasteczka — jak Cheste o arabskich korzeniach, Chiva z ruinami zamku, Bunol rozsławione tomatiną (bitwą na pomidory w końcu sierpnia) czy Requena, gdzie da się zwiedzić Międzynarodowe Muzeum Wina.
Nie tylko porto
— Prawie każdy Portugalczyk ma związki z wsią. Ja — choć urodziłem się w Lizbonie — zbierałem winogrona i deptałem je. W rodzinnej winnicy w regionie Beiras. Moi krewni uzyskują z niej — na własne potrzeby — jakieś 500 litrów wina stołowego rocznie. Jak się depcze? Najpierw trzeba umyć stopy. I ręce! Czuć zapach moszczu, winogrona fermentują, robi się gorąco... Coraz ciężej unosić nogi — masa idzie w dół, a sok do góry. Oczywiście, próbuje się go. Szybko uderza do głowy, zwłaszcza 16-letniemu chłopakowi — śmieje się Manuel Rebelo Maioral, prezes firmy Atlantika, importującej do Polski wina portugalskie.
Dziś tradycyjne metody produkcji wina to — poza niewielkimi gospodarstwami — pokazy dla turystów. Wszelkie prace przejęły maszyny. Goście oglądają urządzenia i piwnice wypełnione beczkami, a czasem uczestniczą w zbiorach. Winne szlaki znajdą w każdym regionie — Portugalię oplata, z północy na południe, niemal 30 takich tras. Chociażby w regionie Alentejo przy hiszpańskiej granicy — znanym z czerwonych win produkowanych w Borba, Reguengos, czy Vidigueira — wytyczono 3 drogi łączące zwiedzanie winnic i zabytków. Pierwsza wiedzie przez góry Sao Mamede z unikalnym mikroklimatem. Podróżujący drugą zobaczą — w Vila Vicosa — ulubiony pałac rodu Braganza, ostatniej dynastii portugalskich królów. Trzecia odkrywa wiejskie oblicze Alentejo — z rzymskimi ruinami w Sao Cucufate i wiatrakami nad brzegami rzeki Guadiana. Dumą Portugalii są również winnice schodzące tarasami do Douro (po hiszpańsku: Duero) — najważniejszej rzeki Półwyspu Iberyjskiego. Stąd wywodzi się porto. Wino, które rozsławiło kraj. Ponoć już Rzymianie cenili jego jakość, ale sława trunku przekroczyła granice w XVIII w. Zapotrzebowanie — szczególnie w Anglii — wzrastało. Zaczęły się szwindle...
— Producenci kombinowali ze szczepami winogron — i jakość porto spadła. Dlatego w 1756 r. markiz de Pombal — ówczesny pierwszy minister — wytyczył dokładne granice regionu Douro. To najstarszy okręg winiarski świata! Powołał też instytut — Casa do Douro — zrzeszający wytwórców, regulujący produkcję i kontrolujący jakość porto — opowiada Manuel Rebelo Maioral.
Winnice Portugalii to z reguły niewielkie przedsiębiorstwa (wyjątek to firma Herdade do Esporao z Alentejo, do której należy największy ponoć areał winnic w Europie). Producenci zatem, zamiast na ilość, stawiają na jakość.
— Od setek lat produkujemy wina z narodowych szczepów — to im daje ten wyjątkowy smak i aromat. Bo Portugalia to nie tylko porto! Mamy wino Madeira (madera), Vinho Verde (wino zielone), czy Moscatel de Setubal — muszkat zaliczany do najlepszych na świecie — wylicza Manuel Rebelo Maioral.
Degustacja na stacji
Podczas winobrania da się spróbować szwajcarskich win w tradycyjnych piwnicach — caveaux i Weinkeller — albo wprost u winiarzy. Rokrocznie wytwarza się w tym kraju jakieś 1,2 mln hektolitrów wina, z czego prawie 55 proc. to białe. Z okolic Jeziora Genewskiego — jednego z ważniejszych regionów winiarskich — pochodzą białe wina: Lavaux, La Cote i Chablais oraz czerwone: Salvagnin i Gamay. Porośnięte winoroślą zbocza łagodnie opadają ku wodom jeziora, kryjąc malusieńkie wioski, gdzie tradycja uprawy winorośli przechodzi z ojca na syna. Tę malowniczą okolicę najlepiej zwiedza się... „winnym pociągiem”! Kursuje na trasie Vevey — Chexbres-Village — Puidoux-Chexbres, jadąc zaledwie 12 minut.
— Elektryczny pociąg służy lokalnej komunikacji, a że trasa malownicza — stał się turystyczną atrakcją. Szyny wspinają się lub zjeżdżają w poprzek zbocza. Do górnej stacji — Vevey — dochodzi się szlakami wędrownymi, które przecinają cały region uprawy winorośli Lavaux. Warto zwiedzić miasteczko — tu spędzili swe ostatnie lata Henryk Sienkiewicz i Charlie Chaplin... A potem, jadąc wygodnym wagonem, podziwia się panoramę Jeziora Genewskiego na tle potężnych Alp, wznoszących się na przeciwległym brzegu. Pociąg mija wioski zamieszkane przez winiarzy, więc podróżni wysiadają po drodze na którejś z dwóch maleńkich stacji, by udać się na degustację. Czasem winiarze częstują również lokalnym specjałem: tartą z masą jabłkową, gotowaną przez kilkanaście godzin. Smakuje prawie jak czekolada... — wspomina Adriana Czupryn ze Switzerland Tourism.
Z mapą w ręku
Samochodem, rowerem lub pieszo — tak zwiedza się winnice Francji. Każdy z jej 17 regionów winiarskich to znaczący ośrodek turystyczny. Jesienią przygotowują mnóstwo atrakcji związanych z winem — degustacje, staże, zwiedzanie piwnic, muzeów, ekomuzeów... Zaplanować wyprawę da się przy pomocy specjalnej mapy.
— Zawiera m.in. krótkie opisy regionów winnych Francji, kalendarz imprez, adresy winnic... Wydawnictwo dostępne jest w języku angielskim — potwierdza Monika Kurkowska z Francuskiego Ośrodka Informacji Turystycznej.
Bordeaux — największy okręg winiarski świata (i areał upraw, i liczba hektolitrów) — produkuje głównie wina czerwone o ciężkim, dębowo-taninowym smaku. Wizytę w jego winnicach warto połączyć ze zwiedzaniem zabytków — np. niezwykłej, XVIII-wiecznej architektury: placu Królewskiego, Teatru Wielkiego, alei Tourny... Ciekawostką Bordeaux jest także port de la Lune — Księżycowy — o kształcie rogalika. Już w starożytności gościł flotę z całego świata.
Tradycja winiarska Burgundii — znanej z lekkich win czerwonych o silnej nucie owocowej — sięga czasów, kiedy tutejszą ziemię uprawiali zakonnicy. Wzniesione przez nich arcydzieła sztuki romańskiej — opactwa w Cluny, Vezelay, Autun, Tournus — podziwia się po dziś dzień. Wina — Chambertin, Clos-Vougeot, Romanee-Cont, Corton — pochodzą z ciasno przylegających do siebie winnic w Cotes de Beaune i Cotes de Niuts. Te upraw, oraz dziedzictwo kulturowe regionu — książęce miasta, romańskie opactwa, zamki o glazurowanej dachówce — można też zwiedzać płynąc statkiem po 1200 km spławnych rzek Burgundii.
Winnice Alzacji natomiast — górskiego regionu graniczącego z Niemcami — da się objechać z biurem podróży.
— Piękne tarasy, gdzie uprawia się winorośl, urokliwe wioski, atmosfera jak sprzed setek lat... I winiarze: opowiadają ciekawostki o winnych szczepach i o winie, które kupi się u nich sporo taniej niż w sklepie! — zachęca Mariola Linde z Orbisu Travel.
Najsłynniejsze białe wina to kwaskowate, szybko uderzające do głowy Rieslingi oraz Sylvaner, Muscat d’Alsace i Pinot Blanc. Wśród czerwonych znane są Pinot Noir i Gewurztraminer. Alzatczycy produkują również Tokay. A Węgrzy mają im za złe używanie tej nazwy...
Idzie jak woda
O tej porze roku wszystko na Węgrzech kręci się wokół wina. Od wieków — historia niektórych regionów, np. Tokaju, sięga 290 r.! Każdy z 22 tutejszych regionów winiarskich produkuje szczególny rodzaj trunku — np. Eger — Egri Bikaver, okolice Balatonu — Badacsonyi Szurkebarat, Mór — Ezerjo. Trasy winiarskie umożliwiają zwiedzanie muzeów wina, przyglądanie się jego produkcji oraz degustację. A do winobrania i świętowania zapraszają turystów liczne festiwale.
— Zainteresowanie Polaków jest duże — cóż, nie mamy w kraju wielu winnic... Jeżdżą turyści indywidualni, ale specjalne programy przygotowują też biura podróży. Warto — święta winiarskie w Budapeszcie, Tokaju, czy Egerze to ogromne festyny. Przez całe weekendy występują artyści, twórcy ludowi sprzedają rękodzieło, a winiarze prezentują swe wyroby. Wszędzie stoją ogromne beczki. Między nimi krążą goście, napełniając kubki raz po raz... Wino jest wtedy tanie jak woda! — zapewnia Bożena Hirling, dyrektor Narodowego Przedstawicielstwa Turystyki Węgierskiej.
Przez cały wrzesień takimi imprezami żyje Eger — kolebka najsłynniejszego czerwonego wina węgierskiego: Egri Bikaver (Egerska Bycza Krew). Miejscowi winiarze najwięcej energii poświęcają komponowaniu tego trunku — w 1997 r. gmina miasta Eger zawarła nawet zasady jego produkcji w Bikaver Kodex — Kodeksie Byczej Krwi. O tym winie opowiada się legendy. Jedna z nich przywołuje historię pustelnika z góry Eged w pobliżu Egeru. To święty Egyed, który zginął śmiercią męczeńską z rąk pogan, a jego krew wsiąkła w zbocze góry. Wino produkowane z rosnących na nim winogron jest więc gęste niczym krew męczennika...
Inna legenda wspomina oblężenie zamku w Egerze w 1552 r. Gdy obrońcy bardzo się zmęczyli, dowódca — Istvan Dobo — kazał poić ich czerwonym winem. Ściekało im na zbroje po wąsach i brodach. Oblegający Turcy myśleli, że Węgrom dodała sił bycza krew... Ale wino to zasmakowało ponoć i tureckim bejom — pijąc je nie wahali się łamać muzułmańskiego prawa!
Renomą cieszy się też wino z Tokaju — od niepamiętnych czasów uważane za trunek o niezwykłych właściwościach. Ponoć odnawia siły witalne, wygładza skórę, orzeźwia ciało i ducha, niesie zapomnienie... Król Ludwik XIV nazwał nawet Tokaj Aszu „winem królów — królem win”! Do produkcji wytrawnego i słodkiego wina samorodni oraz Tokaj Aszu stosuje się od stuleci (powstało w 1630 r.) te same sposoby. Tokaj świętuje w pierwszy weekend października — od 1932 r. odbywa się tu Festiwal Win. Przez trzy dni czekają na gości parady, bale uliczne, pokazy przyrządów do produkcji wina oraz degustacje i jarmark sztuki ludowej. Da się też popróbować lokalnej kuchni — w tym roku będzie nawet konkurs gotowania zupy gulaszowej w kociołkach.
Nic, tylko wsiadać w samochód i jechać!
