Upadłość konsumencka oddłuża właścicieli firm

Z procedury umożliwiającej ogłoszenie bankructwa osobom indywidualnym często korzystają byli przedsiębiorcy

Nawet połowa upadłości konsumenckich może dotyczyć osób, które zadłużyły się, prowadząc działalność gospodarczą. Mimo, że teoretycznie przedsiębiorcy nie mogą skorzystać z takiej procedury. Istnieje jednak furtka, która to umożliwia.

Zobacz więcej

DŁUGI BIZNE- SOWE: Mateusz Medyński, wspólnik w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy, tłumaczy, że skorzystanie z procedury upadłości konsumenckiej w przypadku byłych przedsiębiorców w teorii jest trudne. Ale w praktyce nawet połowa takich bankructw dotyczy osób, które zadłużyły się, prowadząc biznes. Fot. Marek Wiśniewski

Obowiązek złożenia wniosku

— Nie można być przedsiębiorcą, żeby móc skorzystać z procedury upadłości konsumenckiej, ale ustawa nie rozróżnia pochodzenia długów. W związku z tym, jeżeli nie prowadzimy już działalności gospodarczej i spełnimy wiele skomplikowanych wymogów ustawowych, to możemy się oddłużyć, zarówno z długów konsumenckich, jak i tych, które pojawiły się podczas prowadzenia biznesu. I tak byli przedsiębiorcy korzystają z upadłości konsumenckiej. To może być nawet 50 proc. przypadków bankructw osób indywidualnych — mówi Mateusz Medyński, wspólnik w kancelarii Zimmerman i Wspólnicy.

Wniosek o ogłoszenie upadłości konsumenckiej można złożyć już w kolejnym dniu po wyrejestrowaniu działalności gospodarczej. Sąd może go jednak oddalić, jeżeli w okresie dziesięciu lat przed dniem jego zgłoszenia dłużnik nie złożył wniosku o ogłoszenie upadłości zarządzanego przez siebie przedsiębiorstwa, mimo że miał taki obowiązek. Niełatwo jest go spełnić, szczególnie w przypadku firm, które zakończyły działalność przed nowelizacją prawa upadłościowego, obowiązującą od początku 2016 r.

— Do tego czasu wniosek o upadłość należało zgłosić w ciągu dwóch tygodni od momentu osiągnięcia stanu niewypłacalności, obecnie jest to 30 dni. Przy tym jako niewypłacalność rozumiemy utratę zdolności do wykonywania wymagalnych zobowiązań pieniężnych, która następuje wtedy, kiedy dłużnik nie płaci wymagalnego i bezspornego długu przez co najmniej 3 miesiące od dnia płatności wskazanego na fakturze — tłumaczy Małgorzata Anisimowicz, prezes PMR Restrukturyzacje.

Z dobrego serca

Mało która osoba indywidualna, będąca wcześniej przedsiębiorcą, spełnia warunek złożenia wniosku o upadłość we właściwym momencie od chwili pojawienia się kłopotów z płatnościami. Gdyby to zrobiła, prawdopodobnie nie potrzebowałaby oddłużenia. Jednak po pierwsze — firma mogła być zbyt biedna, żeby upaść, czyli jej majątek nie wystarczał na pokrycie kosztów postępowania sądowego. W takiej sytuacji ma jeszcze szanse na bankructwo w procesie upadłości konsumenckiej. Po drugie — nawet pomimo niespełnienia obowiązku o złożenie wniosku o upadłość sąd nie musi oddalać podania o bankructwo konsumenckie.

— Może go przyjąć, powołując się na względy słuszności oraz humanitarne. Oznacza to, że przeanalizuje sytuację oraz obiektywne okoliczności, które zaistniały i spowodowały konieczność złożenia wniosku o upadłość — mówi Anna Szymańska, prezes Stowarzyszenia Doradców Restrukturyzacyjnych, Mediatorówi Likwidatorów.

— Z dużym prawdopodobieństwem zdecyduje o bankructwie byłego przedsiębiorcy, jeżeli jest on w tak złej sytuacji, że trzeba mu pomóc wrócić do społeczeństwa. Inaczej do końca życia będzie funkcjonował w szarej strefie, nie zarabiając i nie płacąc podatków — tłumaczy Mateusz Medyński. Jego zdaniem, wcześniej sąd sprawdzi też, czy dana osoba nie doprowadziła do swojej sytuacji z winy własnej lub rażącego niedbalstwa.

— Pewna grupa byłych przedsiębiorców będzie miała problem ze spełnieniem tego warunku. Chodzi o byłych członków zarządu spółek kapitałowych, którzy podpisując różnego rodzaju umowy , najczęściej z bankami lub firmami leasingowymi, poręczyli za zobowiązania reprezentowanej przez siebie firmy albo też podpisali osobisty weksel. W takiej sytuacji odpowiadają oni solidarnie za zobowiązania spółki, a sądy zdają się przyjmować, że gdy nie są w stanie spłacić samodzielnie tych długów, za które poręczali, to oznacza, że doprowadzili do swojej upadłości umyślnie lub wskutek rażącego niedbalstwa. Były członek zarządu w takiej sytuacji powinien udowodnić, że na dzień poręczenia jego osobisty majątek samodzielnie wystarczał na spłatę wszystkich długów poręczonych, co przy dużych kwotach rzadko kiedy jest możliwe — zwraca uwagę Małgorzata Anisimowicz.

Kilka milionów długów

W wielu przypadkach pomimo ograniczeń byłym przedsiębiorcom udaje się oddłużyć w procedurze upadłości konsumenckiej.

Zobowiązania takich osób często są duże i sięgają kilku milionów złotych.

— Wielu z nich od lat przyjaźni się z komornikami, którzy już dawno nie mają im czego zabrać, ale regularnie wpadają na kawę — śmieje się Mateusz Medyński. Jego zdaniem, upadłość konsumencka dla wielu takich osób jest jedyną deską ratunku i szansą na powrót do społeczeństwa. Tym bardziej że często zbankrutowały one, bo wierzyciele nie chcieli podejmować z nimi dialogu.

— Upadłość konsumencka jest dobra, jeżeli nie ma zgody wśród wierzycieli albo nie interesują się oni dawno utraconym majątkiem. Warto jednak spróbować wcześniej się dogadać, nawet strasząc upadłością konsumencką, która pozbawi wierzycieli możliwości odzyskania jakiejkolwiek części swoich należności — mówi Mateusz Medyński. Jego zdaniem, upadłość konsumencka to nic miłego i faktycznie polega na „puszczeniu dłużnika w skarpetkach”. Traci on cały majątek, ale jednocześnie zostaje oczyszczony z długów. Jeżeli go na to stać, to przygotowywany jest także plan spłat, maksymalnie trzyletni. Przy tym jest on dostosowany do możliwości dłużnika, a nie wysokości jego długów. Zatem często zdarza się, że za milionowe długi płaci tysiąc złotych miesięcznie, a każdy z dłużników dostaje swoją małą część, bo nie chodzi o to, żeby ich spłacić, tylko o udowodnienie przez dłużnika, że zaufanie do niego było zasadne.

— Warto też pamiętać, że walcząc o upadłość konsumencką, były przedsiębiorca musi wyznać wszystko jak na spowiedzi. Jeżeli na późniejszym etapie okaże się, że sąd został oszukany w jakimś aspekcie — np. oddłużony konsument zataił jakiś majątek czy dochody, to postępowanie może zostać umorzone, a zobowiązania pozostaną w pierwotnej wysokości — ostrzega Mateusz Medyński.


Coraz więcej konsumenckich bankrutów

Upadłość konsumencka zyskuje coraz większą popularność. W 2016 r. z tej procedury skorzystało 4288 osób, o 85 proc. więcej niż rok wcześniej. A w pierwszej połowie tego roku — 2758 osób. Dla porównania, w 2014 r. w całym kraju ogłoszono tylko pięć upadłości konsumenckich, w 2013 r. siedem, a rok wcześniej 11. Możliwość ogłoszenia bankructwa przez osoby indywidualne w polskim prawie istnieje od 2009 r., ale od 2015 r. została zliberalizowana. Obecnie dzięki tej procedurze dłużnik może stopniowo wychodzić z problemów finansowych, nie tracąc całego majątku na spłatę lawinowo rosnących zobowiązań. Procedurę uruchamia się, kierując wniosek do sądu. Należy w nim wykazać swoje zadłużenie i uzasadnić konieczność upadłości. Sąd odmówi jej ogłoszenia, jeżeli dłużnik z własnej winy doprowadził do niewypłacalności. Może to także zrobić, jeżeli był zobowiązany do ogłoszenia wniosku o upadłość, prowadząc działalność gospodarczą, ale tego nie zrobił. Ogłaszając bankructwo, sąd może umorzyć część długów i określić harmonogram spłaty reszty, dostosowany do możliwości danego konsumenta, a nie wysokości jego długów.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Sylwia Wedziuk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Firmy / Upadłość konsumencka oddłuża właścicieli firm