Ustawa ukończona, problem nie znika

Jacek ZalewskiJacek Zalewski
opublikowano: 2022-06-09 20:00

Pełne napięcia czwartkowe głosowania Sejmu przebiegały w oparach absurdu dość rzadkich nawet jak na obyczaje polskiego parlamentu.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Najbardziej sporne było rozpatrzenie 29 poprawek Senatu – zgrupowanych tematycznie w 11 głosowań – do nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym oraz kilku innych sądowych. Jest to zmiana dość ważna, przynajmniej teoretycznie, dla polskiego sądownictwa. Tymczasem debata przed głosowaniami toczyła się kompletnie nie na temat, albowiem enty raz dotyczyła… Krajowego Planu Odbudowy i Zwiększania Odporności (w skrócie – KPO). Zarówno antyrządowa większość w Senacie, jak też prorządowa większość w Sejmie argumentowały, że tylko jej wersja ustawy o SN gwarantuje uznanie jej przez Komisję Europejską (KE) za spełniającą warunki odblokowania naszego KPO. Tuż przed głosowaniami premier Mateusz Morawiecki kolejny już raz dopuszczony został przez marszałek Elżbietę Witek do głosu w trybie „ja bez żadnego trybu” i wygłosił kolejne miniexposé o wszystkim i o niczym.

PiS wygrało cząstkowe głosowania, zatem ustawa trafi na biurko Andrzeja Dudy w kształcie akceptowalnym do jej podpisania. Finalny wynik starcia nie jest niespodzianką, ale sama sejmowa arytmetyka okazała się zdumiewająca. Mniejszościowy klub PiS liczy 228 posłów i rządzi dzięki stałej pomocy wasali – 3 szabel od Kukiza oraz 2 posłów niezrzeszonych, zbierając zawsze 232-233 głosy, pod warunkiem mobilizacji kadrowej. Tymczasem na posiedzeniu w czwartek nieobecnych było aż… 5 posłów PiS, a chwilami nawet 6. W głosowaniach uczestniczyło 452-453 posłów, wymagana dla odrzucania poprawek Senatu większość bezwzględna wynosiła 227 i mimo znaczącego osłabienia kadrowego władcom udało się ją za każdym razem zebrać! Zwykle było to 228 głosów, w jednym bardzo ważnym głosowaniu za odrzuceniem oddano ich akurat 227. Podkreślam te liczby, ponieważ wszystko poszło zdumiewająco fartownie dla PiS, gdyby w którymkolwiek głosowaniu choćby jednej osobie z klubu omsknął się palec, to w ustawie pozostałby jakiś senacki przepis nie do zaakceptowania przez Andrzeja Dudę.

Czytelny, pokolorowany system stacjonarnego głosowania Sejmu wyklucza pomyłkę techniczną, co jest szczególnie ważne w sytuacjach, gdy o uchwaleniu/odrzuceniu decyduje dosłownie jeden głos. Fot. KS / Łukasz Błasikiewicz

Przeforsowanie ustawy o SN w kształcie pożądanym przez rząd jeszcze nie rozwiązuje problemu. Także w czwartek Parlament Europejski (PE) w Strasburgu skrytykował KE w rezolucji za pochopne zatwierdzenie naszego KPO o wartości 35,4 mld EUR. Uchwalona została stosunkiem 411:129, przy 31 europosłach wstrzymujących się i 134 nieobecnych. Nielegislacyjne rezolucje PE mają wagę prawną śmieci, natomiast politycznie i wizerunkowo absolutnie nie powinny być lekceważone. Zwłaszcza zaś zapisane w tych rezolucjach konkretne argumenty, które wciąż krążą w unijnej przestrzeni. Po zamknięciu Izby Dyscyplinarnej SN i przeniesienie jej funkcji do innej, oczekiwane jest wprowadzenie solidnego systemu weryfikacji tego procesu oraz okresu próbnego, aby instytucje UE upewniły się, że w polskim SN spełnione są odpowiednie standardy. Europosłowie ubolewają także, że kwestie dotyczące polskich organów nadal w ich ocenie bezprawnych, czyli Trybunału Konstytucyjnego oraz Krajowej Rady Sądownictwa, w ogóle nie zostały uwzględnione przez KE w ustalonych z polskim rządem w tzw. kamieniach milowych. Poza tym akcentują, że reguły praworządności i prawidłowego zarządzania unijnymi funduszami powinny być stale oceniane. W oparciu o taki monitoring KE powinna wstrzymywać wypłatę pieniędzy w dowolnym momencie, a nawet, w uzasadnionych przypadkach, powinna je odzyskiwać. Wszystko to razem oznacza, że nawet pierwsza zaliczka finansująca nasz KPO (zapewne we wrześniu) nie będzie sygnałem, że już wszystkie upragnione miliardy mamy.