W Dolinie Zegarków

Karolina Guzińska
14-09-2007, 00:00

W La-Chaux-de-Fonds (1000 m n.p.m.), rodzinnym mieście Le Corbusiera, atrakcją jest muzeum zegarmistrzostwa z ponad 4 tys. eksponatów.

La-Chaux-de-Fonds Jedyny w kraju wybitny ośrodek secesji i cacka do pomiaru czasu — tym kusi turystów najwyżej położone miasto Szwajcarii.

W La-Chaux-de-Fonds (1000 m n.p.m.), rodzinnym mieście Le Corbusiera, atrakcją jest muzeum zegarmistrzostwa z ponad 4 tys. eksponatów.

Longines, Vincent Bérard, Doxa, Girard-Perregaux, Festina, Eberhard, Tissot, Mont Blanc, Zenith — tych nazw miłośnikom wyrafinowanych zegarków wyjaśniać nie trzeba. Ale można im podpowiedzieć, gdzie wytropią ich producentów — w La-Chaux-de-Fonds (i pobliskim Le Locle), nazywanym sercem Doliny Zegarków — ciągnącej się od Genewy po Bazyleę trasy z 39 przystankami ilustrującymi tradycje tego kojarzonego ze Szwajcarią rzemiosła. Są to muzea i kolekcje, słynne zegary — miejskie, parkowe czy słoneczne — dawne manufaktury itd.

Czas biżuteryjny

W La-Chaux-de-Fonds na podążającego tym szlakiem turystę czeka pięć przystanków. Najbardziej godnym uwagi pozostaje największe muzeum zegarmistrzostwa w Europie, kryjące dzieła sztuki pochodzące sprzed wieków (najstarsze z XVI stulecia) i z czasów współczesnych. Tu łatwo wejść — w przeciwieństwie do siedzib producentów zegarków. Oni niechętnie wpuszczają postronnych. Zazdrośnie strzegą swych sekretów. Niemal każda firma ma jednak własne muzeum. Tam zwiedzający są mile widziani.

Ale nawet ogólnodostępne Międzynarodowe Muzeum Zegarmistrzostwa — z pięknie wyeksponowanymi czasomierzami, pozytywkami i innymi cackami — wystarczy, by przyprawić o zawrót głowy. Z zachwytu i pożądania — ach, te XIX-wieczne brylantowe zegarki: wisiorki i broszki w fantazyjnych kształtach czy współczesne biżuteryjne cuda Choparda i Cartiera.

Chronograf w kosmosie

Ogromne zębate mechanizmy z wahadłami i ciężarkami — niegdyś odmierzające czas na strzelistych kościelnych wieżach — dziś pogrążone w ciszy muzealnych sal, sąsiadują z warsztatami XIX-wiecznych zegarmistrzów. Eleganckie zegary kominkowe, wytwornie wybijające kuranty, ustawiono obok reliktów wielkiej rewolucji francuskiej, wskazujących czas podwójny: zwykły i oficjalny (rewolucjoniści wprowadzili własną, niezrozumiałą dziś miarę czasu). Wzrok przyciągają zegarki-pozytywki w kształcie klatek z bajecznie kolorowymi ptakami wyśpiewującymi godziny czy magiczne zabawki „odpowiadające” na zadane pytania.

Wśród ciekawostek są także najmniejsze zegarki świata — wielkości ziarnka grochu (XVIII wiek), zegarki wojskowe czy dyskretne (również z XVIII stulecia), pozwalające sprawdzić godzinę, nie kompromitując się np. przed królem wyciąganiem z kieszeni cebuli na łańcuchu (zakończona diamencikiem strzała Amora, wymalowanego na emaliowanej kopercie zegarka, przesuwa się, pozwalając „wymacać” godzinę palcem).

Współczesne eksponaty to choćby Rolex z 1960 r., który zanurzył się wraz z załogą batyskafu na głębokość 11 tys. m — załoga wysłała spod wody entuzjastyczny telegram informujący, że czasomierz sprawuje się doskonale — czy chronograf firmy Poljot, zabrany w 1992 r. w kosmos przez niemieckich i rosyjskich kosmonautów.

Ojczyzna trzech C

Nie tylko zegarami La-Chaux-de-Fonds stoi. Urodzili się tutaj trzej słynni Szwajcarzy: architekt Le Corbusier (czyli Charles-Edouard Jeanneret w 1887 r.), Louis Chevrolet (w 1878 r.) — syn zegarmistrza i jeden z pionierów przemysłu samochodowego oraz pisarz Blaise Cendrars (1887 r.). Nazwiska te także przyciągają turystów do miasta, o którym lokalni przewodnicy mawiają, że w ogóle nie powinno było powstać. Brak głównych dróg, bieżącej wody (doprowadzono ją dopiero w 1897 r., wcześniej mieszkańcy używali nawet deszczówki), położenie (śnieg zalega tu przez sześć miesięcy w roku). Determinacja mieszkańców sprawiła, że La-Chaux-de-Fonds nie tylko przetrwało, ale także kwitło.

Nadaremno jednak szukać tu średniowiecznych zabytków. Wielki pożar w 1794 r. zniszczył miasto niemal doszczętnie. Odbudował je, na planie szachownicy, Charles-Henri Junod. Najlepiej podziwiać panoramę miasta z 14. piętra wieżowca Espacité (wjeżdżając windą za darmo). Zobaczy się równoległe szerokie ulice i domy oddzielone jeden od drugiego — miało to zabezpieczyć mieszkańców przed ognistym żywiołem, a poza tym tak mieszkało się zdrowiej.

Skromne fasady budynków nie zdradzają cudów kryjących się za zamkniętymi drzwiami —cóż, surowa alpejska zima sprawia, że aby zobaczyć to, co w architekturze La-Chaux-de-Fonds najwytworniejsze, trzeba uchylać drzwi klatek schodowych. Odkryje się za nimi bogate mozaiki, kolorowe malowidła, płaskorzeźby z motywami roślinnymi, witrażowe łukowate okna, ozdobne granitowe schody (budulca było pod dostatkiem w czasach, gdy w Alpach drążono tunele dla pociągów). To zasługa miej-scowej szkoły artystycznej — ukończył ją m.in. młody Le Corbusier — kierowanej przez Charlesa L’Eplatteniera. W początkach XX wieku jej uczniowie uczynili z La-Chaux-de- -Fonds najwybitniejszy przykład szwajcarskiej Jugenstil (secesji). Stworzyli jej lokalną odmianę, tzw. pine style (styl sosnowy), inspirowany bogactwem alpejskiej flory.

Gra światłem

Do najbardziej imponujących zabytków miasta należy ogromna XIX-wieczna synagoga w stylu neobizantyjskim (dziś społeczność żydowska w La Chaux-de-Fonds liczy nieco ponad 800 wyznawców).

Miłośnicy architektury nie mogą też przegapić kilku willi autorstwa słynnego Le Corbusiera. Jedną z nich zaprojektował w 1917 r. dla przemysłowca Anatola Schwoba. Współcześni nazwali ją Willą Turecką, choć jej architektura nie ma z Turcją wiele wspólnego. Ot, żółte ściany, płaski dach i zdobienia skojarzyły się Szwajcarom z Orientem. Dom wzniesiono z cegły i kamienia, a południową ścianę przeszklono od podłogi do sufitu (konstrukcję podtrzymują filary), co odsłania dwupiętrowy hall z ogromnymi świetlikami w dachu. To sprawia, że budowla przez cały dzień zalana jest światłem. Ponoć zleceniodawca był wściekły, bo ostateczny koszt dzieła Le Corbusiera trzykrotnie przekroczył ówczesne ceny nieruchomości. Dziś Willa Turecka, starannie odnowiona w 1986 r., należy do firmy Ebel (to, oczywiście, fabryka zegarków) i jest przeznaczona dla gości tego przedsiębiorstwa. Każdy jednak może ją zwiedzać — w pierwszą i trzecią sobotę miesiąca.

Innym wczesnym dziełem, jakie architekt pozostawił po sobie w rodzinnym mieście, jest Maison Blanche — Biały Dom. Nazwę zawdzięcza temu, że od okolicznych czerwonych dachów odbija się jego białe sklepienie. Tę willę Le Corbusier wybudował w 1912 r. dla swoich rodziców. Odnowiona w 2005 r., otworzyła swe podwoje dla zwiedzających.

Dwa kolejne domy znajdują się w rękach prywatnych i nie są dostępne dla turystów. Warto jednak rzucić na nie okiem choćby z zewnątrz. Ponoć pierwsza właścicielka jednego z nich napisała do Le Corbusiera, informując artystę, że chciałaby zasadzić drzewa owocowe przed wejściem. Mistrz odpisał jej natychmiast, zabraniając zasłaniania czymkolwiek fasady swego dzieła.

No i jak tu, słuchając takich dykteryjek, odmówić sobie zwiedzania La Chaux-de-Fonds, kolebki zegarmistrzostwa i szwajcarskiej secesji?

Jurajskie pejzaże

La-Chaux-de-Fonds, w kantonie Neucha^tel, rozłożyło się wśród dziewiczych, wyżynnych krajobrazów Jury, kilka kilometrów od francuskiej granicy. Po Genewie i Lozannie to trzecie pod względem wielkości miasto francuskojęzycznej części Szwajcarii (38 tys. mieszkańców). Pasmo Jury (najwyższy szczyt, Cre^t de la Neige, 1720 m n.p.m., leży we Francji) — północne odgałęzienie Alp — ciągnie się tu od Genewy po Bazyleę. Latem proponuje turystom m.in. 1200 km tras wędrownych w sielankowym krajobrazie — malowniczo przenikają się tu jeziora, góry i doliny.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Karolina Guzińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / W Dolinie Zegarków