W Ischgl odpoczniesz. Jeśli zdołasz.

Andrzej Stec
opublikowano: 2009-03-06 11:29

„Kilka dni narciarskiego spokoju dobrze mi zrobi” - myślałem jadąc do austriackiego Ischgl [iszkl]. „Lepiej nie mogłeś trafić. Hasło przewodnie tego miejsca to „Odpocznij. Jeśli potrafisz” (Relax. If you can.) – uśmiechnął się znajomy.

Ischgl to raczej mało znane Polakom miejsce do uprawiania zimowego szaleństwa w południowo-zachodnim zakątku Tyrolu. Znacznie większą popularnością cieszy się chociażby pobliski ośrodek narciarski – Arlberg. A szkoda. Ischgl to niewielkie miasteczko przy granicy austriacko-szwajcarskiej oddalone jest zaledwie 100 km. na zachód od Insbrucka. Liczy tylko 1,4 tys. mieszkańców. Oczywiście poza sezonem. Bo kiedy spadnie śnieg miejsce to zmienia się nie do poznania. Ischgl przeobraża się w jeden z największych, austriackich kurortów zimowych. W sezonie na jednego mieszkańca przypada aż 10 turystów! Na narciarzy czeka 14 tys. miejsc noclegowych.

Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Region nastawia się jednak na przyciągnięcie ludzi młodych, przynajmniej duchem. I niekoniecznie o chudym portfelu (sugeruje to m.in. partner reklamowy ośrodka - Porsche). Jak na razie udaje im się to znakomicie. Najwięcej tu rozśpiewanych Niemców, Szwajcarów, ale i Holendrów, Belgów czy Rosjan. Krajobrazy przepiękne. Jak zapewne wszędzie w regionie wysokich Alp. Już wiszący nad ziemią 92 metry kamienny, most kolejowy (ponoć najwyższy w Austrii) sygnalizuje wjazd do bajkowej wręcz krainy śniegu.

Wyjadacze narciarscy nie powinni się rozczarować. Nieprzypadkowo obszar ten zwany „Silvretta Arena” (od masywu Silvretta, który tworzy naturalną granicę austriacko-szwajcarską) austriackie i zachodnie media wielokrotnie nagradzały za nowoczesność, i panującą tu atmosferę. Do dyspozycji narciarzy są trasy narciarskie o długości 235 kilometrów. Największy wybór mają zwolennicy czerwonych tras (127 km). Przy 41 nowoczesnych wyciągach, które wywożą narciarzy nawet na 3 tys. metrów, pracuje aż 700 osób. Najdłuższa kolejka ma prawie 4 km. A wszystko za około 40 euro na dzień. Tyle kosztuje jednodniowy Skipass.

Warta polecenia jest nie tylko wcale nie najdłuższa 11-kilometrowa trasa czerwona ze szczytu Greitspitz (2900 metrów) prowadząca do samej doliny (1400 metrów). Koniecznie trzeba zjechać kilkunastokilometrową trasą obiegająca całe pasmo górskie w stronę Szwajcarii. Do przekroczenia granicy wystarczy Skipass. Podczas nawet godzinnego zjazdu można bez problemu podziwiać piękne widoki. Koniecznie trzeba się też zatrzymać, chociaż na chwilę, w zasypanym śniegiem obszarze wolnocłowym na … grzane wino podawane przez panów w tradycyjnych, tyrolskich strojach. Choć trzeba przyznać, że przy obecnym kursie złotego ceny mogą przyprawić o mały zawrót głowy. Nikt tu jednak nie ukrywa, że na tańszy urlop to Austriacy wybierają inne miejscowości, bliżej Salzburga (minuta rozmowy telefonicznej ze Szwajcarii do Polski kosztuje około 7 zł).

W Ischgl sezon trwa od 28 listopada do początku maja. Dobre warunki gwarantują armatki, które pokrywają w razie potrzeby 70 proc. całej powierzchni tras. Tu jak nigdzie w Alpach niektórzy czekają właśnie na sam koniec sezonu. I nie chodzi o niższe ceny karnetów. Zimowe szaleństwo kończy się bowiem na początku maja głośną na całą Europę imprezą u szczytu gór („Top of the Mountaine Koncert”). Chodzi o coroczny koncert na 2 tys. metrów pod gołym niebem. Rok temu śpiewał tu Elton John. Wcześniej gościli tu m.in. Alanis Morissette, Sting czy Jon Bon Jovi.

Z organizacji i funkcjonowania regionu polskie kurorty narciarskie i ich władze powinny brać przykład. Co rusz po ulicach krążą darmowe Ski-busy podwożące turystów spod hotelu, na wyciągi i parkingi. W skale wyryto długi tunel, w którym ruchome chodniki pozwalają bez problemu dotrzeć do centrum miasteczka. Na każdym kroku widać nowe inwestycje. W ostatnich pięciu latach zainwestowano tu 30 mln euro. Ale trudno, aby było inaczej. W Ischgl całą infrastrukturę narciarską opiekuje się państwo i lokalny samorząd. Zyski z biletów są natomiast z automatu reinwestowane w kolejne kolejki, gondole, trasy i wyciągi. Rokrocznie przybywa tu co najmniej jedna-dwie długie, wysokościowe kolejki. A wszystko po to, aby stworzyć szansę i możliwości dla lokalnych, przedsiębiorczych mieszkańców. Ci ostatni mają podstawy, aby budować hotele, restauracje, sklepy itd. I wszystko się kręci. Ostatecznie do kieszeni urzędników wpada znacznie więcej pieniędzy z różnego typu podatków płaconych przez bogacących się mieszkańców, niż zysków wyciągniętych z narciarskiego interesu.

Po 15 stoki na „Silvretta Arena” pustoszeją, choć – co warto zauważyć – warunki na nich są wciąż lepsze, niż na krajowych trasach narciarskich po zaledwie godzinnym użytkowaniu. Nie znaczy to jednak, że miasteczko również pustoszeje. Wręcz przeciwnie. Fani białego szaleństwa po prostu zrzucają narty, aby w butach narciarskich poszaleć w okalających wyciągi licznych barach. Lokalne piwo, grzane wino, czy mocniejsze trunki leją się tu, jak woda z kranu. Wszędzie towarzyszy rozbawionym turystom tyrolska muzyka, w rytm której narciarze – od 20-latków po 60-latków - podskakują i tańczą w falach. Wygląda to wszystko bardzo zabawnie. Aż chce się dołączyć. Zabawa trwa do północy. Nikogo więc nie dziwią narciarze przechadzający się ulicami miasteczka nocą w kombinezonach z nartami pod ręką.

Ischgl to raczej mało rodzinne miejsce. Aczkolwiek i tutaj znajdzie się hotel dedykowany dla rodzin z dziećmi. Jadąc jednak 15 kilometrów dalej, w głąb doliny, dojeżdża się do znacznie spokojniejszego miasteczka Galtur. Tu również można poszaleć na licznych, mało uczęszczanych trasach narciarskich. Ale znacznie lepiej będą się tu czuć osoby, które chciałby udoskonalić swój kunszt narciarski. Teren, dzięki licznym taśmom i mniejszym wyciągom, jest dobrze przygotowany do nauki jazdy. Stąd liczne szkółki narciarskie i podział obszaru na sześć rejonów o różnym poziomie trudności. I tutaj nie brakuje jednak widoków, które wręcz zapierają dech w piersiach. Chodzi o widok całej doliny oraz, a może przede wszystkim potężną tamę, która wręcz bajecznie komponuje się wśród szczytów alpejskich gór.

Nie można nie wspomnieć o jeszcze jednej zalecie tego regionu. Miasteczka w dolinie łączą wspaniale utrzymane i mało uczęszczane trasy dla biegaczy! Skutecznie zachęcają chociażby do popołudniowych spacerów w otoczeniu nasłonecznionych wciąż jeszcze alpejskich szczytów.

picturegallery.e7a3f003-fee1-489f-a3ca-5f6cfc1f9d23