Wagony umkną spod palnika

Przewozy Regionalne zmieniają plany — sprzedadzą część taboru, który miał zostać zniszczony. Konkurencja zaciera ręce

Złomować czy sprzedać stary tabor — to dylemat wielu przewoźników kolejowych. Zazwyczaj wolą zniszczyć zbędne wagony i lokomotywy, by nie wzmacniać konkurencji. Protestują przeciwko temu organizację branżowe. Fundacja ProKolej napisała niedawno list do resortu infrastruktury oraz Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, sprzeciwiając się złomowaniu taboru przez Przewozy Regionalne.

Przewozy Regionalne

„Spółka Przewozy Regionalne (…) ogłosiła szereg przetargów na sprzedaż kolejowego taboru pasażerskiego obejmujący złomowanie ponad 170 wagonów pasażerskich. Obligatoryjnym (…) był obowiązek fizycznego niszczenia taboru w stopniu nie tylko uniemożliwiającym jego późniejszą modernizację, odbudowę, rewitalizację czy eksploatację, ale także wykorzystanie sprawnych elementów i części przy naprawie innych pojazdów” — napisał Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej.

Bezpieczniej złomować

Przedstawiciele przewoźnika zapewniają, że stary tabor zazwyczaj jest bezużyteczny, ale jednocześnie informują, że zmienili nieco plany i część wagonów oraz lokomotyw sprzedadzą na rynku.

— Po 30-40 latach użytkowania wiele pojazdów albo nie nadaje się do dalszej eksploatacji, albo ich modernizacja byłaby bardzo kosztowna. Fizyczna likwidacja zbędnego taboru podyktowana jest przede wszystkim względami bezpieczeństwa, ponieważ zgodnie z obowiązującymi standardami po kilkudziesięciu latach eksploatacji przewoźnicy muszą przeprowadzać bardzo kosztowne naprawy — twierdzi Michał Stilger, z biura prasowego Przewozów Regionalnych.

Dlatego stary tabor spółka zazwyczaj złomuje, choć ostatnio coraz częściej decyduje się na jego sprzedaż.

— Zmieniliśmy politykę gospodarowania nieużytkowanym taborem. Prowadzimy rozmowy z naszymi partnerami biznesowymi — również z innymi przewoźnikami — w sprawie sprzedaży zbędnych pojazdów. Jeśli nasza oferta okaże się atrakcyjna, sprzedamy część taboru, głównie wagonów i lokomotyw — informuje Michał Stilger.

Kupcy się cieszą

Taborem, którego ceny nieznacznie przekraczają koszty złomowania, zainteresowane są m.in. skanseny i stowarzyszenia hobbystyczne, które po wykonaniu remontu mogą go eksponować lub wykorzystywać do organizacji przejazdów turystycznych.

Z przekazania taboru do sprzedaży zamiast na złom cieszą się jednak także konkurencyjni przewoźnicy zainteresowani odkupieniem. — Przez lata Przewozy Regionalne i Intercity — niczym pies ogrodnika — cięły wagony i lokomotywy, na których przeglądy ich nie stać. W kontekście braków taborowych w innych spółkach takie działania są, z punktu widzenia państwa i społeczeństwa, bardzo szkodliwe.

Państwo, które kiedyś zakupiło te wagony i lokomotywy dla PKP, nie powinno pozwalać, by trafiły pod palnik, skoro są inne podmioty chcące świadczyć nimi usługi publicznego transportu zbiorowego — podkreśla Piotr Rachwalski, prezes Kolei Dolnośląskich. Żałuje zwłaszcza przekazywanych dotychczas masowo na złom 25-letnich wagonów piętrowych, tzw. bohunów.

— Te niskopodłogowe składy przypominają nowoczesne tzw. pushpulle, są nowsze i wygodniejsze od większości polskich wagonów, jednak w ostatnich latach były masowo cięte na złom. Z powodu braku kilkuset tysięcy na przegląd na złom trafiły wagony warte miliony, dobrze sprawdzające się w ruchu aglomeracyjnym — twierdzi Piotr Rachwalski i zapewnia, że jeśli cena będzie przystępna, chętnie kupi tabor od Przewozów Regionalnych. © Ⓟ

Remonty odstraszają

Przewoźnicy zarzucają sobie wzajemnie, że wolą złomować tabor, niż ponosić wysokie koszty jego modernizacji, czy nawet okresowych napraw i przeglądów, sięgające nawet 40-50 proc. wartości pojazdu. Chcąc je obniżyć, Koleje Dolnośląskie spierały się z Pesą o prawa do dokumentacji spalinowych szynobusów, by ich remont i przegląd zlecić taniej w przetargu konkurentom. Od tygodni trwa także dyskusja o taborze PKP Intercity. Spółka codziennie użytkuje 1,2 tys. wagonów, ale niemal co tydzień cześć z nich, z powodu złego stanu technicznego, wyłącza Urząd Transportu Kolejowego. Spółka pożyczyła więc 30 wagonów w Czechach.

Jerzy Polaczek, poseł Prawa i Sprawiedliwości od tygodni alarmuje, że firmie w wakacje zabraknie taboru, bo nie ma pieniędzy na naprawy i przegląd. PKP IC natomiast zapewniają, że w tym roku przeprowadzą ponad 660 napraw za 130 mln zł oraz zmodernizują i kupią nowy tabor, natomiast jego wypożyczanie to standardowa praktyka. Niepokojący natomiast jest brak funduszy na naprawę i przegląd taboru zakupionego kilka lat temu z funduszy unijnych. Niedawno władze Podlasia spierały się z Przewozami Regionalnymi, kto sfinansuje przegląd i okresowe naprawy składów należących do samorządu, a użytkowanych przez przewoźnika. Problem rozwiązano dopiero, kiedy parlament zdecydował o przedłużeniu działania Funduszu Kolejowego i przekazał marszałkom dodatkowe finansowanie na zakup oraz utrzymanie taboru. Jakub Majewski, prezes Fundacji ProKolej, twierdzi jednak, że problem powróci, bo fundusz ma działać tylko do 2020 r., a finansowany przez Brukselę tabor samorządy muszą serwisować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane